Mit 10 000 godzin Malcolma Gladwella

Zadziwiające, ale w polskojęzycznym internecie nie spotkałem się z żadnym krytycznym tekstem na temat zasady 10 tysięcy godzin, spopularyzowanej przez Malcolma Gladwella w książce “Poza schematem” [1] (dla przypomnienia, rzekomo tyle właśnie godzin trzeba poświęcić, aby zostać mistrzem lub ekspertem w danej dziedzinie). Jedynie same zachwyty, jaka to mądra metoda, o czym można przeczytać nie tylko na blogach [2] – [3], ale też w tradycyjnych mediach [4]. Tymczasem na Zachodzie metoda ta została gruntownie skrytykowana i uznana za spore nadużycie intelektualne. Zacznijmy więc od początku.

W 1993 roku ukazała się publikacja autorstwa trzech naukowców, Andersa Ericssona, Ralfa Krampego i Clemensa Tesch-Romero, pod znamiennym tytułem “Rola świadomie podejmowanych ćwiczeń w procesie nabywania umiejętności eksperckich” [5]. Praca, jak przyznają autorzy na samym wstępie, powstała w celu znalezienia odpowiedzi na odwieczne pytanie: co sprawia, że jedni są wybitni czy ponadprzeciętni w danej dziedzinie, a inni, a w zasadzie zdecydowana większość, nie odnoszą żadnych sukcesów, nawet jeśli są odpowiednio zmotywowani albo mają odpowiedni potencjał, tyle że nigdy w pełni nie wykorzystany.  Naukowcy przeprowadzili badanie na 30-osobowej (!) grupie skrzypków z Akademii Muzycznej w Berlinie i doszli do wniosku, że najlepsi z nich spędzili ponad 10 000 godzin na żmudnych ćwiczeniach. Kilkanaście lat później, Malcolm Gladwell, słynący z odkurzania starych idei, rozwinął ten koncept w ponad dwustu-stronicową książkę, dopatrując się obecności tej zasady w tak odległych dziedzinach jak programowanie, gra w szachy czy prowadzenie biznesu. Jego zdaniem, gdyby nie 10 000 godzin praktyki, ani Bill Gates, ani Beatlesi, ani Mozart, ani Bobby Fischer, ani nikt sławny i bogaty, nie osiągnąłby spektakularnego sukcesu. [6]

Zastrzeżeń wysuwanych w stosunku do tej zasady jest naprawdę sporo. Oto najważniejsze z nich:

1. Sama teoria jest banalna. Wiadomo przecież, że im więcej ćwiczymy, tym lepsi stajemy się w danej dziedzinie. Kontrowersyjne jest tylko trzymanie się przez autora tezy o magicznej liczbie 10 tysięcy godzin, jakie są jakoby wymagane do osiągnięcia mistrzostwa.

2. 30-osobowa próbka badawcza, jaką przeanalizował w 1993 roku Anders Ericsson i jego zespół,  to stanowczo zbyt mało, by tworzyć generalizacje obejmujące całe społeczeństwo. To jest tak oczywiste, że pozostawiam to bez komentarza.

3. Gladwell dokonał typowej nadinterpretacji wyników badania z 1993 roku. Znalazł historie, które idealnie pasowały do tezy, pomijając te opowieści, które z taką koncepcją nie miały wiele wspólnego. Naginanie faktów pod tezę, mniej czy bardziej sensowną, obarczone jest kilkoma błędami poznawczymi, by wymienić tylko tzw. błąd teksańskiego strzelca wyborowego [7], efekt potwierdzenia [8] czy iluzję korelacji [9]. Jak pisze David McRaney w “Ruletce nawyków”: “Wzorce dostrzegamy wszędzie, ale niektóre z nich powstają przypadkowo i nic nie znaczą. Od czasu do czasu na hałaśliwym podłożu prawdopodobieństw różne elementy tworzą zupełnie bez powodu jakąś układankę”. Ale nie znaczy to, że jest to układanka logiczna i wiarygodna, jedynie luźna zasada, która raz, pod pewnymi warunkami się sprawdza, a innym razem nic w niej się nie zgadza. Z kolei efekt potwierdzenia sprawia, że szukamy za wszelką cenę potwierdzenia naszej głównej tezy, ignorując informacje, które mogłyby jej przeczyć czy ją podważać. W tym sensie książka “Poza schematem” jest jednym wielkim efektem potwierdzenia tezy 10 tysięcy godzin.

4. Krytycy słusznie zauważyli, że w niektórych branżach, zawodach czy dziedzinach, wystarczy znacznie mniej godzin, by uzyskać status mistrza czy eksperta, a w innych znacznie więcej, nawet dwadzieścia czy trzydzieści tysięcy godzin. Co więcej, owe nadmiarowe godziny praktyki nie zwiększą szans na sukces, jeśli ktoś po prostu nie ma predyspozycji do wykonywania danej profesji, albo został wręcz przymuszony do jej wykonywania (patrz: dzieci, które pod presją rodziców kontynuują “rodzinne tradycje”, zarabiając na życie jako prawnicy czy lekarze, jednocześnie szczerze nienawidząc tego, co robią).

5. Gladwell skupił się na wyeksponowaniu kwestii ćwiczeń i praktyki, pomijając inne czynniki, które w równym stopniu, a niekiedy w znacznie większym, decydują o końcowym sukcesie. Ostatnie badania [10] wprost obalają gladwellowskie mądrości, bo jasno z nich wynika, że same ćwiczenia mogą co najwyżej odpowiadać za 30 procent sukcesu. Reszta to całe multum innych czynników, z których część można zbadać (rola i klasa nauczyciela, mentora czy mistrza, dostęp do odpowiednich narzędzi czy instrumentów, posiadanie odpowiedniej ilości pieniędzy na studia czy treningi, czy choćby miejsce urodzenia i zamieszkania), a część jest z definicji niemożliwa do zweryfikowania czy naukowego opisania (czynnik szczęścia, przypadku i sprzyjających okoliczności zewnętrznych, jak moda czy koniunktura).

6. Nawet spełniając warunek 10 tysięcy godzin praktyki (a nawet więcej), sukcesu w żadnej dziedzinie nie można sobie zagwarantować z jeszcze jednego powodu. Otóż wielu świetnych sportowców, mówców czy artystów wspina się na wyżyny swych możliwości właśnie podczas treningu i ćwiczeń, natomiast gdy przychodzi do występów publicznych, spala ich stres albo niewiara we własne możliwości. Ale na ten temat autor milczy.

7. Debata związana z tym, czy Gladwell ma rację, czy grubo się myli, prowadzi do kolejnego błędu poznawczego, jakim jest złudzenie zrozumienia [11]. Jeśli tylko zbierzemy, w naszym odczuciu, wystarczającą ilość danych z przeszłości, zaczyna nam się wydać, że oto odkryliśmy ukryty schemat funkcjonowania jakiegoś wąskiego wycinka rzeczywistości. Stąd już tylko krok do nadmiernej pewności siebie, co sprawia, że zaczynamy uzurpować sobie prawo do przewidywania przyszłości i szukania korelacji przyczynowo-skutkowych. Niepokojące, ale zasada 10 tysięcy godzin zdaje się spełniać wszystkie, wymienione powyżej, warunki.

Ps. Nie mogę się powstrzymać, by kolejny raz nie zacytować Daniela Kahnemana, który zasadę 10 tysięcy godzin skomentowałby tak: ““Złudzenie, że rozumiesz przeszłość, wywołuje z kolei złudzenie, że da się przewidzieć i kontrolować przyszłość.” [12]

[1] “Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu”, Malcolm Gladwell, Wydawnictwo Znak,
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2335,Poza-schematem

[2] http://andromeda.salon24.pl/544990,gladwella-sposob-na-sukces

[3] http://spojlery.blox.pl/2011/08/Gladwell-wychodzi-poza-schemat.html

[4] http://coaching.focus.pl/zycie/recepta-na-sukces-malcolma-gladwella-czyli-regula-10-tys-godzin-10

[5] “The Role of Deliberate Practice in the Acquisition of Expert Performance”, K. Anders Ericsson, Ralf Th.Krampe, Clemens Tesch-Romer
http://graphics8.nytimes.com/images/blogs/freakonomics/pdf/DeliberatePractice%28PsychologicalReview%29.pdf

[6] http://coaching.focus.pl/zycie/recepta-na-sukces-malcolma-gladwella-czyli-regula-10-tys-godzin-10?strona=2

[7] Ruletka nawyków, David McRaney, PWN, 2013, str. 46-54

[8] Efekt potwierdzenia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_potwierdzenia

[9] Iluzja korelacji – polecam infografikę na tej stronie:
http://infografika.blogspot.com/2011/12/faszywa-korelacja.html

[10] Deliberate practice: Is that all it takes to become an expert?, David Z. Hambrick, Frederick L. Oswald, Erik M. Altmann, Elizabeth J. Meinz, Fernand Gobet, Guillermo Campitelli, Intelligence 45 (2014), 34-45
https://www.msu.edu/~ema/HambrickEtAl.pdf

[11] Złudzenie zrozumienia
http://ekonomiaprzetrwania.pl/zludzenie-zrozumienia-najczestsze-bledy-poznawcze-w-biznesie-czesc-1/

[12] Daniel Kahneman, Pułapki myślenia, PWN, 2012, str. 275


Ps. Chcesz czytać na bieżąco moje posty i od czasu do czasu otrzymać jakiś mały bonus?

Wystarczy, że zapiszesz się na moją listę, a ja zajmę się całą resztą. Dzięki raz jeszcze!

Zgadzam się z Polityką Prywatności

5 thoughts on “Mit 10 000 godzin Malcolma Gladwella

  1. Może i nie jest tak, że po 10 000 godzin będziesz mistrzem we wszystkim. Niemniej wydaje mi się, że to wystarczająco dużo czasu, żeby być dobrym w dziedzinie której się poświęcisz! Przekaz jest taki, że żeby coś osiągnąć, trzeba się temu poświęcić. Przynajmniej ja tak tę zasadę rozumiałem.

  2. Zgoda, takie rozumienie jest jak najbardziej poprawne. Jeśli się w coś zaangażujesz, to zwiększasz swoje szanse na odniesienie sukcesu. Problem w tym, że wielu ludzi wyobraża sobie, że istnieje jakaś magiczna formuła, która zagwarantuje sukces (vide: popularność biznesowych historii opisujących sukcesy firm), i że wystarczy podążać według pewnych wskazówek, by zostać mistrzem/ekspertem w danej dziedzinie. Szczególnie wyraźnie widać to w sporcie czy muzyce, gdzie rodzice inwestuję czas i sporo pieniędzy, by niejako na siłę uczynić z dziecka mistrza, a po latach żmudnych ćwiczeń zostaje zgrzyt i rozczarowanie, a czasem i zmarnowane dzieciństwo, bo wystarczyła jedna kontuzja lub inne zdarzenie losowe, by marzenia spełzły na niczym. Inna sprawa to prawo wielkich liczb – spośród tysięcy albo milionów ćwiczących zawsze wykluje się jakiś mistrz, tylko nie mówi się o tych, którym z jakichś powodów się nie udało/nie starczyło wytrwałości itd.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


+ 7 = 11

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>