Konferencje TED – źródło inspiracji czy intelektualne placebo?

Konferencje TED organizowane są już od niemal 30 lat, co dla Chrisa Andersona i innych współtwórców tego popkulturowego fenomenu jest niewątpliwym powodem do dumy. Fenomen popularności koncepcji “ideas worth spreading” spotyka się jednak coraz częściej z ostrą krytyką, a jego twórcy oskarżani są o sekciarstwo i szerzenie płytkich intelektualnie treści. Ile prawdy jest w takich oskarżeniach, i na ile uzasadnione są słowa pochwały czy uwielbienia? Przyznaję, że sam miewam różne, często wzajemnie sprzeczne, przemyślenia na temat TED-a.

Czy motto przyświecające całemu przedsięwzięciu: “idee warte rozpowszechniania”, nie jest aby semantycznym nadużyciem? Wraz ze wzrostem organizowanych konferencji, zwłaszcza tych na licencji o nazwie TEDx, wielu krytyków sygnalizuje, że coraz częściej można natrafić na wykłady z pogranicza ezoteryki i pseudonauki, czyli dalekie od pierwotnych założeń twórców TED-a. Tym samym trzeba bardzo uważać, aby z jednej strony nie paść ofiarą niewiedzy, dając się uwieść perfekcyjnie wykonanej prezentacji z treścią o niskiej lub wątpliwej jakości; z drugiej strony trzeba uważać, żeby nie podesłać znajomym linku do prezentacji, która jest dyskredytująca zarówna dla prelegenta, jak i dla osoby “rozpowszechniającej” jej przekaz.

By więc nieco uporządkować swoje myśli, proponuję spojrzeć na problem szerzej, omawiając najczęściej używane argumenty obu stron, czyli zarówno przeciwników, jak i apologetów koncepcji TED.

Rozważania ograniczyłem do pięciu najważniejszych kwestii:

 # 1: TED to największa platforma prezentacji nowych koncepcji, które w założeniu mają zmieniać świat na lepsze.

Argumenty zwolenników:
TED jest bezkonkurencyjny, to bezprecedensowe przedsięwzięcie. Od roku 2006, gdy po raz pierwszy udostępniono wykłady TED na stronie internetowej,  zostały one wyświetlone ponad miliard (!) razy, a codziennie ponad 2 miliony osób korzysta ze strony Ted.com. Najpopularniejsze wykłady oglądnęło parę milionów internautów (rekord należy do Kena Robinsona: ponad 25 milionów wyświetleń jednego wykładu), w bazie TEDa znajduje sie obecnie 1600 wykładów, a katalog TEDx zawiera ponad 30 000 pozycji. Razem daje to nam ponad 46 000 wykładów. Łatwo wyliczyć, że średnio każdy wykład jest oglądany ponad 21 000 razy.

Mój komentarz:
Nie da się ukryć, że TED posiada obecnie potężną siłę rażenia. A im więcej prezentowanych treści, tym bardziej organizatorzy konferencji muszą dbać o ich wysoką jakość. Przeciętny internauta nie zastanawia się przecież, jaka jest wiarygodność prelegenta. Interesuje go bardziej sama opowieść, jak jest opowiedziana, jakie jest jej przesłanie. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że internauci dojdą do wniosku, że im większa ilość wyświetleń danego wykładu, tym bardziej wartościowa dana idea. A taki sposób myślenia sugeruje poniekąd design serwisu: nie można oceniać filmów, można jedynie sprawdzić, ile obecnie mają wyświetleń.

Argumenty przeciwników:
Prezentowane idee nie są wcale nowe, a prelegenci najczęściej prowadzą wykłady, które wiele razy prowadzili już wcześniej. Jak pisze Martin Robbins: “Geniusz TED-a polega na tym, że umożliwia prezentację utalentowanym, ale jednak zwyczajnym prelegentom, którzy mówią dokładnie to co samo, co dziesiątki razy wcześniej podczas innych konferencji, jednak w takim kontekście, że wydaje ci się, jakbyś oglądał Kennedy’ego, który właśnie ogłasza rozpoczęcie programu kosmicznego”.

Mój komentarz:
Nawet jeśli to prawda, to w przypadku niektórych wykładów dopiero TED spopularyzował niektóre idee i tchnął w nie drugie życie. A z niektórych prelegentów uczynił rozpoznawalne gwiazdy, by wspomnieć tylko Kena Robinsoa i Simona Sineka. Po drugie, wielu naukowców prezentuje koncepcje, którymi zajmowali się wiele lat, a nawet spędzili na ich analizie całą karierę zawodową. Tym samym TED jest dla nich wymarzoną wręcz platformą, dzięki której mogą spopularyzować nawet bardzo niszowe przedsięwzięcia i idee. Nie można mieć im więc za złe, że mówią z pasją i zaangażowaniem o swojej pracy i o swoich odkryciach. Można mieć jednak niejednokrotnie zastrzeżenia do wiarygodności ich odkryć. TED w założeniu miał bowiem prezentować idee oparte na naukowych dowodach, jednak nie do końca udaje się to jego organizatorom. Zdecydowana większość wykładów to wykłady motywacyjne, opowieści o odnalezieniu własnej drogi życiowej, lub nawet dosyć ostentacyjne promowanie konkretnych produktów, czyli typowe “sales pitch”.  A na domiar złego wśród wykładów znalazły się takie, którym bliżej było do pseudonauki niż do rzetelnego prezentowania faktów. Spotkały się więc z uzasadnioną krytyką ze strony społeczności naukowej, co mocno podkopało zaufanie do TED-a i jego głównego hasła: “idee warte rozpowszechniania”.

# 2: Wykładów jest tak dużo i są tak różnorodne pod względem tematyki czy przesłania, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Argumenty zwolenników:
Tak właśnie ma być. Organizatorzy TED-ów i TEDx-ów szukają osób z różnych branż, o różnych pasjach. A w zasadzie możesz zignorować 99 % wykładów, a nawet się z nimi nie zgodzić, jednak te 1 % może zmienić twój punkt widzenia na dany temat, lub może wnieść coś naprawdę wartościowego w twoje życie osobiste lub zawodowe.

Mój komentarz:
Nie ma żadnej gwarancji, że akurat 1 % wykładów, które mnie interesują, będą zawierać racjonalne argumenty, oparte na naukowych dowodach. Jest większa szansa, że będą to subiektywne opinie na tematy, które mnie z jakichś względów interesują. A może być jeszcze gorzej i wysłucham wykładu pełnego pseudonaukowych bzdetów, będąc tego całkowicie nieświadomym.

Argumenty przeciwników:
“Zobaczyłem jeden wykład. Nie przekonał mnie, więc nie będę już oglądał inncyh wykładów TED-owskich”.

Mój komentarz:
Bardzo cżęsto spotykam się z takim stwierdzeniem. Problem z takim stronniczym i wybiórczym podejściem jest jednak szerszy. Łatwo nam bowiem oceniać całość na podstawie jednego lub kilku elementów. To tak zwane złudzenie zrozumienia, jeden z błędów poznawczych, skrupulatnie wypunktowanych w Pułapkach myślenia przez Daniela Kahnemana. Wydaje się nam, że jeden lub kilka wykładów TED-owskich dają nam pełny obraz tego serwisu, że rozumiemy jego specyfikę, filozofię czy zamysł organizatorów. Jednak przy takiej skali przedsięwzięcia, różnorodność tematów i prelegentów wzrasta z każdym dniem, przez co ogólna idea konferencji się rozmywa. A konferencje TED coraz bardziej różnią się jakościowo od typowego TEDx-u, gdzie słabych merytorycznie wykładów jest cała masa.

# 3: O sukcesie TED-a decyduje forma 18-minutowych wykładów.

Argumenty zwolenników:
18 minut to dokładnie tyle, by w interesujący sposób spopularyzować jeden temat.

Mój komentarz:
Tu się zgodzę. Popularyzacja wiedzy to największy sukces TED-a. Nawet jeśli niektórzy prelegenci promują, chcąc nie chcąc, swoje prace naukowe i książki, to ja jestem na tak. Bo i prelekcje, i książki, mają za zadanie poszerzyć naszą wiedzę, jeśli tylko mamy wystarczającą motywację, by tej wiedzy pożądać i poszukiwać. Dzięki TED-owi dotarłem do takich intelektualistów jak Dan Pink, Michael Shermer, Ken Robinson, Tim Harford czy Dan Ariely, sięgając potem po ich książki i inne publikacje. TED jest dla mnie idealnym punktem startowym do dalszych poszukiwań, a 18 minut (a czasami nawet mniej) jest wystarczające, by wyrobić sobie opinię na dany temat lub na temat konkretnego prelegenta.

Argumenty przeciwników:
Nawet jeśli prelegentem jest uznany naukowiec, i prezentuje on ważny temat, to skrócenie go do 18 minut powoduje, że poruszony jest zwykle jeden, główny aspekt, albo wykład ma w sobie zbyt dużo uproszczeń i ogólników. Tym samym nie może się równać z wykładem uniwersyteckim czy inną, dłuższą formą prelekcji, zwykle godzinnej lub dłuższej.

Mój komentarz:
TED wprowadził nowy standard w branży konferencyjnej, monopolizując zarazem formułę dostarczania pigułek wiedzy, zwanych inaczej “infotainamentem”. Innymi słowy, TED to McDonald i Starbucks w świecie idei, z jednostkami franczyzowymi na całym świecie. Jeden standard, ten sam smak. I być może właśnie dlatego u wielu internautów, po obejrzeniu kolejnego wykładu, pojawia się uczucie niedosytu: miało być odkrywczo, a tu stare tematy. Jeden wykład zlewa się z kolejnym, tworząc intelektualną papkę w stylu “pulp fiction”. Ale z drugiej strony to zagrożenie dla tych, którzy uzależnili się od TED-a i oglądają za dużo wykładów. Cóż, umiar wskazany jest wszędzie, także tutaj.

#4: TED to forum wymiany myśli i inspiracja do dalszej debaty.

Argumenty zwolenników:
Warto posłuchać, co mają do powiedzenia specjaliści z tak odległych dziedzin jak psychologia, astrofizyka czy biznes. Każdy wykład to nowe spojrzenie na stare, odwieczne tematy.

Mój komentarz:
Bolesne pytanie brzmi: czy faktycznie sama prezentacja idee może cokolwiek zmienić? Czy jakakolwiek idea może wpłynąć na losy świata? Odnoszę wrażenie, i nie jestem w takim przekonaniu odosobniony, że z ideami prezentowanymi podczas TED-owskich wykładów nie ma jak dyskutować. Bo niby z kim? Na TED-owskim blogu? Tak, ale tylko w języku angielskim, więc zasięg ewentualnej dyskusji jest ograniczony. Po drugie dyskusja w formie pisemnej to żadna dyskusja, to bardziej rozmowa z samym sobą. Czy zdarzyło się wam wziąć udział w burzliwej debacie, zainspirowanej którymś z wykładów TED-owskich? Ale takiej prawdziwej, w realnym świecie, z panelem dyskutantów i z publicznością zadającą trudne i niewygodne pytania? Szczerze mówiąc, watpię. A tylko taka forma miałaby sens. Jak więc wygląda debata i kontestowanie idei w obecnej rzeczywistości? Możemy przyłączyć się do facebookowej grupy, możemy wypowiedzieć się na jakimś internetowym forum, ale nie spodziewajmy się merytorycznej dyskusji. Prędzej czy później spotka nas ostracyzm, uczucie niezrozumienia, albo hejt.

Argumenty przeciwników:
Prezentowanych idei nie można podważać, przynamniej na oficjalnych stronach TED-a. Krytycy zauważyli, że podczas wykładów publiczność jest na tyle homogeniczna, że reaguje identycznie podczas wykładów, nikt nie zadaje kłopotliwych pytań, nikt nie podważa wygłaszanych opinii. Po drugie jest powszechnie wiadome, że treści zbyt mocno kontrowersyjne są usuwane z TED-owskich blogów i komentarzy pod wideo z wykładami. A to z pewnością nie służy otwartej debacie i nieskrępowanej wymianie myśli.

Mój komentarz:
Cenzura mocno się kłóci z deklarowanym mottem: “idee warte rozpowszechniania”. Czyli z jednej strony wykłady mają inspirować do debaty, ale ktoś po stronie TED-a pilnuje, by nie dopuszczać pewnych osób i poglądów do głosu. Pytanie: dlaczego i czemu ma to służyć? Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu, czyli pierwszy TED-owski wykład, które otwarcie krytykuje … koncepcję TED-a. Więc jak to jest? Można krytykować czy nie? I co można, a czego nie? Jedna wielka zagadka.

#5: Prelegenci i tematy wykładów są starannie wyselekcjonowane.

Argumenty zwolenników:
Oddajmy głos organizatorom. W wytycznych skierowanych do organizatorów lokalnych TEDx-ów, możemy wyczytać, że:
1. Szukajcie przede wszystkim idei, a nie prelegentów.
2. Widzowie mają zapamietać z wykładu ideę, a nie prelegenta.
3. Prezentowane idee mają być unikalne, nietuzinkowe, niszowe.
4. A prelegenci powinni być głosem jakiejś społeczności, a ich wystąpienie powinno prezentować temat, jaki jeszcze nie pojawił się na innych konferencjach TEDx.
5. Należy sprawdzić wiarygodność prelegenta, robiąc research wśród lokalnych dziennikarzy, PR-owców czy działaczy społecznych.
Dzięki temu mamy gwarancję, że wykłady będą wysokiej jakości, na wysokim poziomie merytorycznym.

Mój komentarz:
Nigdy takiej gwarancji nie będziemy mieli. Prawo wielkich liczb się kłania. Im więcej wykładów, tym większa szansa, że trafią się prelegenci promujący idee niewarte rozpowszechniania.I nie pomoże tu żadna selekcja, bo organizatorzy też mogą się mylić, albo niedokładnie polegać na wskazówkach centrali.

Argumenty przeciwników:
Nawet jeśli tematy są selekcjonowane, to odbywa się to według określonego klucza. Co oznacza, że tylko prelegenci o okreslonym światopoglądzie, o określonym dorobku, mogą zaprezentować swoje idee. Po drugie, TED to emanacja “solucjonizmu”, czyli tego, co najgorsze, i najbardziej zwodnicze, w dziedzinie rozwoju osobistego. Tego poczucia, że oto jesteśmy na wykładzie (bądź szkoleniu) prowadzonym przez osobę, która znalazła rozwiązanie mojego problemu. Jak pisze na swoim blogu Piotr Siuda: “Solucjonizm oznacza specyficzne nastawienie wobec napotykanych problemów; jest to sięganie po remedium, jeszcze zanim dokładnie się zdefiniowało, na czym polega dana drażliwa sprawa.”

Mój komentarz:
Selekcja tematów i osób jest uzasadniona i zgodna z założeniami organizatorów, więc nie ma o co za bardzo kruszyć kopie. A solucjonizm, termin wymyślony przez Jevgenija Morozova, zaciekłego krytyka nowych mediów i Doliny Krzemowej, to faktycznie spory, choć powszechnie pomijany, problem. Wielu słuchaczy TED-owskich wykładów obwieszcza, że jeden wykład zmienił ich życie, albo podsunął konkretne rozwiązanie. Niestety, takie podejście, tak typowe dla wszelkich poradników online, zwłaszcza tych rozpowszechnianych przy pomocy serwisu YouTube, jest niebezpieczne z wielu powodów. Bo albo ktoś pozna tylko wycinkową wiedzę i na jej podstawie dobuduje sobie resztę, racjonalizując to, co już wie, albo nie zapozna się z przeciwstawnymi poglądami, pozostając w błogiej nieświadomości co innych interpreteacji danego problemu. A to oznacza zawężenie myślowych horyzontów i zamknięcie się na nowe argumenty.

Wniosek końcowy:

TED to kwestia złożona, skomplikowana i wielowątkowa. Z tego względu nie jestem w stanie opowiedzieć się jednoznacznie po którejś ze stron. Bo z jednej strony znalazłem wśród tysięcy wykładów kilka perełek, które są zgodne z moim kontenstacyjnym podejściem do wiedzy, bądź były dla mnie intelektualnym odkryciem, a z drugiej strony zgadzam się z większością krytycznych uwag. W dzisiejszych czasach niezmiernie łatwo ferujemy ostateczne wyroki, biorąc pod uwagę tylko te argumenty, które są zgodne z naszym światopoglądem, odrzucając z góry wszystko, co inne. Niech moja lista będzie więc przykładem na to, że prezentacja opinii obu stron konfliktu może być pożyteczna, i sama w sobie, inspirująca do dalszych poszukiwań i służąca do krystalizacji własnego stanowiska. Stanowiska, które nie musi być jednakże radykalne, lecz wyważone i poparte sensownymi argumentami.


Ps. Chcesz czytać na bieżąco moje posty i od czasu do czasu otrzymać jakiś mały bonus?

Wystarczy, że zapiszesz się na moją listę, a ja zajmę się całą resztą. Dzięki raz jeszcze!

Zgadzam się z Polityką Prywatności

4 thoughts on “Konferencje TED – źródło inspiracji czy intelektualne placebo?

  1. Z oglądaniem wystąpień TED jest jak ze wszelkiego rodzaju szkoleniami czy spotkaniami motywacyjnymi (bo traktuję je tak samo).
    Przy dobrej filtracji materiału i odpowiednim dawkowaniu warto słuchać/oglądać i może dać to kopa motywacyjnego, albo chociaż skłonić do kreatywnego myślenia.
    W nadmiarze jednak nie ma efektu pozytywnego.

    Znam osobiści kilka osób “zajaranych” tematyką motywacyjną, chodzących ciągle na szkolenia i chłonących TEDa w dużych ilościach, ale nie przekłada się to na żadne działanie.
    Wszystko w nadmiarze szkodzi.

    M.

    1. Zgadza się. Wszystko, co w nadmiarze, może szkodzić, także taka niewinna z pozoru czynność jak słuchanie internetowych wykładów. Ukuto nawet nazwę “samopomocowy ćpun” na określenie osób, które mają CV przeładowane nazwami szkoleń, w których uczestniczyli, a jednocześnie nie potrafią nic w swoim życiu zmienić. To z jednej strony rodzaj ucieczki i skrywany strach przed podejmowaniem ważnych decyzji, a także rodzaj nałogu, nie różniącego się wiele od innych, wydałaoby się groźniejszych, nałogów, jak palenie czy nadużywanie alkoholu. Na szkolenia też można wydać fortunę, zaspokajając jakieś bliżej nie określone potrzeby psychologiczne.

  2. Mój znajomy jest właśnie taką osobą, która wydała mnóstwo pieniędzy na szkolenia i nic konkretnego nie zrobiła. Ojciec ręce załamuje ( konkretny biznes, stary kapitalista :D ) a młody po jakiś szkoleniach jeździ od paru lat bez grosza i zgrywa mentora ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


+ 4 = 9

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>