Unikajcie porad ludzi sukcesu, czyli błąd selekcji danych w praktyce

Dlaczego przedsiębiorca, który odniósł niebotyczny sukces, nie powinien uczyć innych, jak dokonać tego samego? Odpowiedź jest prosta. O ile jego wskazówki, co należy robić, mogą brzmieć wiarygodnie, to trudno się spodziewać, by wiedział on, czego nie powinno się robić i co stoi na przeszkodzie na drodze do sukcesu. Tę wiedzę posiadają zamiast tego wszyscy ci, którzy ponieśli w biznesie porażkę. I to oni są wiarygodnym źródłem błędów, jakie można popełnić, prowadząc własny biznes. Problem w tym, że historie sukcesu są powszechnie dostępne w formie artykułów, książek i szkoleń, a historie porażek, których jest zdecydowanie więcej, najczęściej są nieznane, zapominane lub pomijane. Tym samym historie sukcesu są nadmiernie reprezentowane w stosunku do historii porażek. Nassim Taleb w “Antykruchości” ilustruje to następującą refleksją: “Informacje mają pewną przykrą własność: ukrywają porażki. Wielu ludzi przyciągnął na rynki finansowe sukces sąsiada, który wzbogacił się na giełdzie i zbudował sobie ogromną willę po drugiej stronie ulicy. Jednakże porażki są zwykle ukrywane i nikt o nich nie słyszy, dlatego inwestorzy przeszacowują swoje szanse na sukces” [1].

Żeby zrozumieć w pełni zakres tytułowego błędu poznawczego, należy się najpierw przyjrzeć czynnikom odpowiedzialnym za sukces. Jest ich oczywiście zbyt wiele, by próbować je wszystkie zebrać w jednym artykule, ale na pewno można wyodrębnić cztery podstawowe przesłanki sukcesu [2]. Będą to:

- kontekst – sukces zależy od warunków rynkowych, od konkurencji, od odpowiedniego momentu wejścia na rynek, czyli od czynników, które nie zależą bezpośrednio od nas, przedsiębiorców, i co się z tym wiąże, literalne podążanie za radami ludzi sukcesu i staranie się powtórzenia ich sukcesu zawsze będzie się kończyć porażką, bo będziemy działać w innym kontekście, w odmiennych uwarunkowaniach rynkowych,
- unikalność: każdy biznes jest inny, dlatego nawet jeśli chcielibyśmy odtworzyć czyjś biznes krok po kroku, to nam się nie uda, bo – patrz kolejny punkt:
- mnogość czynników: wystarczy zmiana jednego parametru spośród tysięcy obecnych, by uzyskać inne rezultaty,
- zmienność: punkty oparcia ulegają ciągłej zmianie (przykłady: zmiany legislacyjne, zmiany w cyklach gospodarczych, zmiany polityczne) – w efekcie jeden przedsiębiorca wykorzysta szansę rynkową, a stu innych, którzy będą chcieli pójść w jego ślady, i którzy będą działać na ciut innych zasadach, już takiego sukcesu nie odniesie.

Ktoś, kto odniósł sukces, zazwyczaj o źródłach swojego sukcesie będzie wiedzieć niewiele. To zaskakujące, ale tak jest, i to z prostego powodu. Opowieść biznesmena o jego sukcesie będzie bowiem koncentrowała się na kamieniach milowych, które pchnęły jego biznes na nowe tory. Jednak taka opowieść nie będzie uwzględniała czynników, zazwyczaj niewidocznych, które miały decydujące znaczenie dla jego biznesu, a były bądź całkowicie losowe, bądź pojawiły się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. Znamiennym przykładem jest choćby historia sukcesu Billa Gatesa: gdyby tylko jeden z czynników, które zadecydowały o jego sukcesie, był nieco inny, ktoś inny dzisiaj byłby na jego miejscu. Mam na myśli takie czynniki jak rodzice Gatesa i ich bliskie kontakty z szefostwem IBM; możliwość korzystania przez niego z komputerów, gdy te nie były jeszcze szeroko dostępne; czy fakt urodzenia i przebywania Gatesa w USA w okresie, gdy technologie komputerowe właśnie nabierały rozpędu. To się nazywa urodzić się, a potem rozwijać się i swoje pomysły, w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.

Jeszcze gorzej sprawa wygląda, gdy jako obserwator zewnętrzny wyciągamy wnioski jedynie z dostępnych danych, z pominięciem tych, które są niewidoczne, usunięte lub przeoczone. Poniżej kilka przykładów:

1/ Słynna historia z okresu II Wojny Światowej, gdy zespół naukowców otrzymał zadanie zwiększenia szans na dotarcie bombowców do bazy po przeprowadzonej akcji. Po przeanalizowaniu uszkodzeń obecnych na samolotach, które powróciły do bazy, zasugerowano, aby wzmocnić konstrukcję samolotów w miejscach, gdzie uszkodzeń, czyli otworów po pociskach, było najwięcej. Abraham Wald, specjalista od statystyki, był odmiennego zdania, i okazało się, że miał rację. Zauważył on, że do analizy wzięto jedynie samoloty, które do bazy wróciły, pomijając te, które zostały zestrzelone, co okazało się klasycznym przykładem błędu selekcji danych [3], nazywanym też błędem przeżywalności [4] (ang. survivorship bias [5]). Należało bowiem wzmocnić te fragmenty samolotów, na których było najmniej śladów po pociskach, a te z największą ilością takowych okazały się po prostu najbardziej odporne na ostrzał. Więcej na temat tu [6] i tu [7].

2/ Wydaje nam się, że stosunkowo łatwo napisać książkę, która odniesie sukces. Bo hasło “bestseller książkowy” kojarzy nam się z konkretnymi, popularnymi pisarzami. Nie wiemy jednak, ilu pisarzy, nawet bardzo dobrych, bez powodzenia próbowało ze swoimi manuskryptami dotrzeć do wielkich wydawców. Prawdopodobnie więcej niż 99 procent ogółu wszystkich pisarzy nigdy nie doczekało się druku swojej książki.

3/ Uważamy, że dwadzieścia, trzydzieści lat temu produkowane samochody były solidniejsze niż obecnie, mimo że wszelkie dane wskazują jednoznacznie, że dzisiejsze auta są bezpieczniejsze i mniej wadliwe. Skąd więc ten rozdźwięk? Bo koncentrujemy się na opowieściach o pojedynczych egzemplarzach długowiecznych Mercedesów czy Volkswagenów, które swój doskonały stan zawdzięczają albo a/pedantycznym właścicielom, przesadnie dbającym o ich stan, albo b/ kierowcom rzadko i mało eksploatującym swe auta, albo c/ wyjątkowo bezawaryjnym częściom (zgodnie z krzywą Gaussa, znikoma ilość samochodów schodząca z linii produkcyjnych będzie idealna i bezawaryjna przez długie lata), albo wszystkim trzem czynnikom naraz.

4/ W pracach analizujących indeksy giełdowe oraz strategie biznesowe zazwyczaj nie bierze się pod uwagę spółek, które zbankrutowały lub które nie spełniają predefiniowanych kryteriów, co mocno wypacza końcowy wynik. Jednym z najbardziej znanych przykładów błędu selekcji danych pojawił się w słynnej publikacji biznesowej, “Od dobrego do wielkiego” Jima Collinsa. Nie dość, że do analizy najlepiej zarządzanych spółek zostały wybrane firmy, które z przeciętnych firm stały się liderami w swoich branżach. Problem w tym, że spośród 1435 firm Collins wybrał do analizy tylko te, które spełniały jego warunki (przez długi okres niezmiennie dawały stopę zwrotu wyższą niż indeksy giełdowe), a na dodatek niedługo po publikacji książki dwie z jedenastu analizowanych przez niego spółek zbankrutowały (Fannie Mae i Circuit City) [8], a reszta radziła sobie gorzej niż indeksy giełdowe, co sprawiło, że wiarygodność książki (i metodologia doboru spółek do analizy) spadła do zera.

Jakie konsekwencje niesie ze sobą ten błąd poznawczy? Oprócz tych wspomnianych już wyżej, dodam jeszcze jedną, i chyba najważniejszą. Otóż błąd selekcji danych powoduje, że przeceniamy prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu, a zarazem zaniżamy prawdopodobieństwo poniesienia porażki. Dlatego prawda jest taka, że większość historii sukcesu nie ma dla nas żadnej wartości, jeśli chodzi o naszą własną karierę czy firmę.

Zainteresowanych tematem polecam wykład Davida McRaneya, autora wydanej w Polsce książki, “Ruletka nawyków” [9]:

[1] Antykruchość, Nassim Taleb, Kurhaus Publishing, 2012, str. 415
[2] Cztery czynniki na podstawie: http://intenseminimalism.com/2013/dont-listen-to-successful-people/
[3] “Błąd selekcji danych” to propozycja spolszczenia angielskiego terminu “survivorship bias” w wykonaniu Trystero, inwestora i blogera finansowego – http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/12/18/survivorship-bias-na-przykladzie/
[4] “Błąd przeżywalności” to z kolei propozycja spolszczenia tego terminu przez Agnieszkę Dąbek-Malczyk, tłumaczkę książki “Sztuka jasnego myślenia” Ralfa Dobelli’ego (link do recenzji).
[5] http://en.wikipedia.org/wiki/Survivorship_bias
[6] http://youarenotsosmart.com/2013/05/23/survivorship-bias/
[7] http://en.wikipedia.org/wiki/Abraham_Wald
[8] Pierwszy zauważył tę rozbieżność Steven Levitt, współautor książki “Freakonomia” (link do recenzji):
http://freakonomics.com/2008/07/28/from-good-to-great-to-below-average/
[9] Ruletka nawyków, David McRaney, PWN, 2013

11 thoughts on “Unikajcie porad ludzi sukcesu, czyli błąd selekcji danych w praktyce

  1. Ciekawy artykuł. Pozwolę sobie jednak wejść w polemikę z autorem :).

    “Biznesmen, który osiągnął sukces nie powinien uczyć innych, jak odnieść sukces.” A ja zapytam przewrotnie: kto powinien uczyć, jak odnieść sukces? Trener (zwłaszcza, który prowadzi działalność bazując na środkach z dotacji unijnej)? Nauczyciel? Ekonomista? Człowiek, który nie odniósł sukcesu w biznesie (to tak jak ktoś, kto nie zarobił nigdy na giełdzie, a uczy, jak na niej zarabiać)?

    Człowiek, który odniósł prawdziwy sukces, zanim to osiągnął, na pewno poniósł szereg wcześniejszych porażek. I na pewno, kto jak kto, ale biznesmen z sukcesem wie doskonale, jak smakuje porażka i jak unikać poważnych błędów.

    Ktoś, kto odniósł sukces, a nie miałby ku temu predyspozycji, potknąłby się przy pierwszym możliwym problemie. Tymczasem, jeśli ktoś przetrwał na rynku, to znaczy, że ma odpowiednie doświadczenie i kompetencje. Przykładem niech są choćby wykładowcy ze szkoły Asbiro prowadzonej przez Kamila Cebulskiego. Nie reklamuję jej w żaden sposób (sam nigdy nie uczestniczyłem w niej, a jedynie w internecie obejrzałem parę wykładów), ale to właśnie biznesmen (a nie żaden trener) jest najbardziej kompetentną osobą, by mówić, jak poradzić sobie na rynku, jakich pułapek unikać itp.

    Zgodzę się z tym, że nie da się powtórzyć sukcesu biznesmena. I prawdą jest, że to się mija z celem, ale jego wskazówki dotyczące np. obsługi i utrzymania klienta, unikania kłopotów z fiskusem i wiele, wiele innych rzeczy najwiarygodniej brzmią z ust przedsiębiorcy z sukcesem.

    1. Ciekawy artykuł. Pozwolę sobie jednak wejść w polemikę z autorem :).

      Dziękuję, już odpowiadam:

      “Biznesmen, który osiągnął sukces nie powinien uczyć innych, jak odnieść sukces.” A ja zapytam przewrotnie: kto powinien uczyć, jak odnieść sukces? Trener (zwłaszcza, który prowadzi działalność bazując na środkach z dotacji unijnej)? Nauczyciel? Ekonomista? Człowiek, który nie odniósł sukcesu w biznesie (to tak jak ktoś, kto nie zarobił nigdy na giełdzie, a uczy, jak na niej zarabiać)?

      Jest tylko jedna odpowiedź: nikt nie może nas nauczyć, jak odnieść sukces. Możemy jedynie zbierać wskazówki i od tych, którzy sukces odnieśli, i od tych, którzy ponieśli porażkę. A potem samemu wdrażać swoje pomysły, eksperymentować i wyciągnąć własne wnioski. Tak wyglądałby świat idealny. Ale media i literatura biznesowa mocno zniekształcają rzeczywistość, promując tych, którzy sukces odnieśli, a zapominając o tych, którzy zbankrutowali. W efekcie przeciętny czytelnik czy uczestnik szkolenia odnosi często wrażenie, że sukces jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko zacząć, a potem to już będzie z górki (nie biorąc pod uwagę, że historia sukcesu danego przedsiębiorcy nie jest regułą, nie jest reprezentatywna, bo on jest wyjątkiem, a nie regułą – inaczej mówiąc, skoro jemu się udało, to setka lub tysiąc innych przedsiębiorców próbowała działać w tej samej branży, ale bez powodzenia). Wiem, że to pewne uproszczenie, ale tego typu podejście do zakładania nowych biznesów jest nadal powszechne. Wolimy hasła typu “skoro jemu się udało, to niby czemu ja nie miałbym odnieść podobnego sukcesu”, zapominając, że ten ktoś zaczynał w innych warunkach rynkowych, gdy obowiązywały na przykład inne przepisy i ustawy, długo by wymieniać czynniki, które sprawiają, że nie da się powtórzyć czyjegoś sukcesu.

      “Człowiek, który odniósł prawdziwy sukces, zanim to osiągnął, na pewno poniósł szereg wcześniejszych porażek. I na pewno, kto jak kto, ale biznesmen z sukcesem wie doskonale, jak smakuje porażka i jak unikać poważnych błędów.”

      jak dla mnie to kolejny błąd poznawczy. Żaden człowiek sukcesu nie może być do końca pewien, który czynnik zadecydował o jego sukcesie. Może jedynie sięgać pamięcią wstecz i bawić się w racjonalizacje i reinterpretacje przeszłych zdarzeń. Jednak nigdy nie będzie w stanie określić procentowo, ile miał szczęścia, a w jakim stopniu o sukcesie zdecydowały kontakty, umiejętności i wiedza.

      “Ktoś, kto odniósł sukces, a nie miałby ku temu predyspozycji, potknąłby się przy pierwszym możliwym problemie. Tymczasem, jeśli ktoś przetrwał na rynku, to znaczy, że ma odpowiednie doświadczenie i kompetencje. Przykładem niech są choćby wykładowcy ze szkoły Asbiro prowadzonej przez Kamila Cebulskiego. Nie reklamuję jej w żaden sposób (sam nigdy nie uczestniczyłem w niej, a jedynie w internecie obejrzałem parę wykładów), ale to właśnie biznesmen (a nie żaden trener) jest najbardziej kompetentną osobą, by mówić, jak poradzić sobie na rynku, jakich pułapek unikać itp.

      To, że ktoś przetrwał na rynku długo, nie jest żadną przesłanką, że przetrwa w biznesie kolejny rok. To błąd, który doprowadził do bankructwa niejedną firmę, i kosztował utratę reputacji Jima Collinsa, autora “Od dobrego do wielkiego”. Spośród niemal 1500 firm wybrał 11, które przez wiele lat regularnie wykazywały zyski większe niż konkurencja i indeksy giełdowe. Tylko że niedługo po publikacji książki dwie z tych firm zbankrutowały (Fannie Mae i Circuit City). W artykule jest link w tym temacie.
      Co do Asbiro, niech za przykład posłuży Tad Witkowicz – kilka jego rad można wziąć sobie do serca, ale jego historia potwierdza tezę z mojego artykułu – podobnie jak Gates, znalazł się on w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, by wcielić w życie swoje pomysły – gdyby w tamtym czasie chciał zrobić to samo w Polsce, nie miałby żadnych szans – np. nie było wtedy jeszcze u nas rynku na modemy.

      “Zgodzę się z tym, że nie da się powtórzyć sukcesu biznesmena. I prawdą jest, że to się mija z celem, ale jego wskazówki dotyczące np. obsługi i utrzymania klienta, unikania kłopotów z fiskusem i wiele, wiele innych rzeczy najwiarygodniej brzmią z ust przedsiębiorcy z sukcesem.”

      Brzmią wiarygodnie – zgoda, ale równie wiarygodnie brzmią dla mnie słowa kogoś, kto wie i rozumie, gdzie popełnił błąd. Tylko że tacy ludzie u nas znikają w szarej masie przegranych, a przykładowo w USA wśród osób, którym się nie powiodło w biznesie, szuka się partnerów biznesowych do nowych przedsięwzięć. Najgłośniejszy przykład to Amazon, który całą ekipę dla nowej usługi AmazonFresh zrekrutował z Webvana, firmy, która parę lat temu za wcześnie weszła ze swoim pomysłem na rynek i zbankrutowała. Cała historia jest tu zgrabnie opisana: http://blog.idonethis.com/hire-innovators/

      Temat, jak widać, jest szeroki, niemniej jednak, jak zawsze, warto rozmawiać i argumentować.

      1. Dzięki za odpowiedź.

        “Żaden człowiek sukcesu nie może być do końca pewien, który czynnik zadecydował o jego sukcesie. Może jedynie sięgać pamięcią wstecz i bawić się w racjonalizacje i reinterpretacje przeszłych zdarzeń. Jednak nigdy nie będzie w stanie określić procentowo, ile miał szczęścia, a w jakim stopniu o sukcesie zdecydowały kontakty, umiejętności i wiedza. ”

        Tak samo, jak człowiek, który poniósł porażkę nie może być pewien, który czynnik zadecydował o jego porażce. Różnica między nimi jednak jest zasadnicza. Człowiek, który odniósł sukces, zaliczył również porażki. A ten, kto notował porażki niekoniecznie musiał odnieść sukces.

        Nie dostrzegam tutaj żadnego błędu poznawczego. Chyba, że ktoś idzie tokiem rozumowania “jemu się udało, to mi też się uda”. Ja jednak czegoś takiego nigdzie nie napisałem.

        Bawienie się w określanie procentów jest dobre dla teoretyków i w zasadzie niczemu nie służy. Każdy biznes jest inny, ale każdy biznes ma też wspólne cechy. I właśnie te wspólne cechy większości biznesów mam na myśli. O innych czynnikach wpływających na sukces (szczęście, znajomości, inne czasy, inna lokalizacja firmy itp. nie ma co dyskutować, bo to jest oczywiste, że w przypadku każdego biznesu będą one różne).

        Cieszę się, że wymieniłeś akurat Tada Witkowicza. Onegdaj miałem przyjemność przeczytać jego książkę, czy obejrzeć kilka wykładów i wywiadów z tym człowiekiem (sam też zrobiłem z nim krótki wywiad jakiś czas temu). I akurat on dokładnie pokazuje, jak osiągnął sukces. Stworzył produkt, który oczywiście mógł nie odnieść sukcesu. A jednak osiągnął. I stało się to przede wszystkim dzięki doskonałym sprzedawcom, którymi Witkowicz się otoczył. I wielokrotnie podkreślał to, że to właśnie sprzedawcy byli kluczem do jego sukcesu (oprócz tego, co sam stworzył i jego pracowitości). I nadal sprzedawcy to najważniejszy element całej biznesowej układanki. W większości branż.

        Brzmi banalnie – wystarczy być pracowitym, mieć ciekawy produkt i doskonałych sprzedawców. Ale tak jest cały czas. Ile to tandety się sprzedaje tylko dlatego, że robi się to w umiejętny sposób?

        Oczywiście nie neguję tego, że ci, którzy ponieśli porażkę niczego nie nauczą mnie. Osobiście wolę jednak dowiedzieć się (a przy okazji zmotywuję się), jak się osiąga sukcesy i rozwiązuje problemy, aniżeli ponosi porażki. Dlatego też książki o porażkach nie cieszyłyby się zbytnim powodzeniem.

        Jest jeszcze jedna kwestia. Ci, którzy ponoszą porażki, zazwyczaj popełniają te same błędy, co wszyscy. Czego tutaj można się nauczyć? Tymczasem człowiek sukcesu może napisać, że poniósł porażkę, ale dodatkowo może powiedzieć, jak jej drugi raz nie ponieść.

        Jeszcze się odniosę do tego zdania “To, że ktoś przetrwał na rynku długo, nie jest żadną przesłanką, że przetrwa w biznesie kolejny rok.”

        Oczywiście, niczego nie można przewidzieć (i to w sumie jest piękne w naszym życiu). Niemniej jednak, jeśli ktoś prowadzi działalność kilka lat posiada coś ważnego: doświadczenie. Ja prowadzę działalność już ponad 5 lat i oczywiście też mogę zbankrutować. Ale dzięki czemuś takiemu, jak doświadczenie (bądź co bądź, jakieś już posiadam), wiem jak się zachować w różnych sytuacjach. I właśnie doświadczenie jest czymś, co różni człowieka, który odniósł sukces, od człowieka, który go nie odniósł. Bo ten pierwszy ma pieniądze i doświadczenie, a ten drugi tylko doświadczenie. Oczywiście myślę tutaj o ludziach, którzy odnieśli prawdziwy sukces i ponieśli porażki, a nie o sobie, żeby mnie dobrze zrozumiano (mój sukces mam nadzieję cały czas przede mną) :).

        A to, że firmy upadają? Tak po prostu jest. Jeśli się podejmuje nadmierne ryzyko, jest się nadmiernie chciwym, źle się zarządza finansami firmy, otacza złymi ludźmi itp., to już jest inna sprawa. Zresztą jest bardzo wiele powodów upadków firm. Paradoksalnie, często nawet zbyt szybki rozwój firmy może doprowadzić do jej bankructwa. Ale to już temat pewnie na inne opowiadanie :).

        Jeszcze jedna kwestia i kończę, bo się rozpisałem :). Przykład osoby, której się nie udało: Bartłomiej Zieliński. Jakiś czas temu przedstawił na blogu swoją spowiedź. Ale jego historia pokazuje, że porażki w biznesie niewiele go nauczyły (kilka prób zakończyło się niepowodzeniem). I co to daje, co napisał, potencjalnemu przyszłemu przedsiębiorcy? Niewiele. Bo zna błędy Bartka, ale jego historia nie pokazała, jak je wyeliminować. Oczywiście nie oceniam Bartka jako inwestora (ma olbrzymią wiedzę w tym zakresie), a mówię jedynie o jego biznesach, o których otwarcie napisał na blogu.

  2. Jak zwykle świetny wpis! Bardzo lubię czytać Pańskiego bloga, apeluję o zwiększenie częstotliwości notek :)

  3. Witam, świetny blog, tak trzymać!

    Mam jednak pytanie, czy newsletter z powiadomieniem o tym wpisie był już rozsyłany?
    Nic nie dostałem pomimo zapisania na newsletter, a zależałoby mi na tej drodze powiadamiania.
    Dziś wchodzę na bloga a tu widzę wpis że jest nowy wpis sprzed dwóch dni.

    Pozdrawiam

    1. Słuchanie to jedno, a wyciąganie sensownych wniosków to drugie. Słuchać można i należy tych, którzy mają wiedzę i doświadczenie, bez względu na to, czy odnieśli sukces, czy porażkę. Moim artykułem zwracam jedynie uwagę na fakt, że historie ludzi sukcesu są nadmiernie reprezentowane w mediach, co sprawia, że sukces wydaje się łatwy, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Tym samym pomijamy w naszych kalkulacjach wszystkich tych, którzy robili dokładnie to samo co ludzie sukcesu, mieli tę samą wiedzę i umiejętności, a jednak im nie wyszło tak jak planowali. Powtórzę więc główną tezę mojego posta: zazwyczaj wyciągamy wnioski z danych dostępnych w danej chwili, a pomijamy te, które są dla nas nieznane lub niedostępne. A one mogą dać szerszy obraz sytuacji, chroniąc nas przed pochopnymi decyzjami. Można ująć ten problem również w ten sposób: istnieją tysiące sposobów, najczęściej unikalnych (i dlatego nie do skopiowania), na odniesienie sukcesu finansowego, ale z drugiej strony, typowych, katastrofalnych w skutkach błędów, które niweczą większość wysiłków w biznesie, jest ograniczona ilość, i to od nich powinno się zacząć planowanie w biznesie.

  4. Hm, mam przyjaciela, którego pierwszy biznes odniósł sukces, małą firmę zdołał doprowadzić do roli lidera w swojej niszy na rynku i wprowadził ją na giełdę newconnect. Po sprzedaży pierwszej firmy założył kolejną, w innej branży i odniósł spektakularną porażkę. Okazało się, że pomimo swojego doświadczenia zdobytego w poprzedniej firmie w innych okolicznościach i otoczeniu biznesowym sobie nie poradził. Nie wszystkie doświadczenia biznesowe są uniwersalne.
    Tak na marginesie – czytałem książkę Leszka Czarneckiego o biznesie dla początkujących. Nic ciekawego nie wnosi. Inaczej się robiło biznes w latach 90.’ a inaczej obecnie.

    1. Trafna uwaga. To, co kiedyś się doskonale sprawdzało, niekoniecznie sprawdzi się dziś. A okres transformacji był unikalny pod wieloma względami.
      A co do otwierania kolejnych biznesów przez doświadczonych przedsiębiorców: problem polega na tym, że w przypadku sukcesu przypisują sobie zbyt duże zasługi, pomijając czynniki losowe, które zagrały na ich korzyść (dobra koniunktura w branży, problemy konkurenta, zmiana przepisów itd.). A gwarancji na sukces nigdy nie ma, za każdym razem to nowe rozdanie kart.

Leave a Reply to Wojciech Głąbiński Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


6 − = 0

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>