Tag Archives: nawyki finansowe

Iluzja korelacji na przykładzie nawyków bogatych i biednych

Co jakiś czas w mediach pojawiają się zestawienia z opisem, co robią, a czego nie robią, bogaci i biedni. W podtekście jesteśmy karmieni iluzją, że wystarczy tylko powielać dobre, właściwe zachowania bogatych, aby zostać jednym z nich. Tylko że takie zestawienia mają niewiele wspólnego z twardą rzeczywistością. Parę dni temu o nawykach bogatych i biednych znowu zrobiło się głośno, więc tym razem postanowiłem zabrać w tej kwestii głos. Wychodzę z założenia, że warto przyjrzeć się tej sprawie od drugiej strony, czyli z perspektywy błędów poznawczych.

Zacznijmy od małego dziennikarskiego śledztwa, próbując znaleźć źródło informacji emitowanych na antenie biznesowego kanału telewizyjnego. Materiały wyemitowane w programie “Co różni bogatych od biednych? Oprócz stanu konta także codzienne nawyki.” w stacji TVN24bis [1] wskazują na dwa bezpośrednie źródła: Forbes [2] i oraz tajemniczo brzmiącą frazę “business-management-degree”. Po sprawdzeniu tej frazy w Google, znajdujemy właściwy adres internetowy [3] i naszym oczom ukazuje się infografika prezentująca nawyki najbogatszych ludzi na świecie. I wreszcie, pod infografiką, odnajdujemy rzeczywiste źródło wiadomości telewizyjnych, jakim jest serwis RichHabits.net, prowadzony przez biznesmena i konsultanta, Toma Corleya. To właśnie ten autor, na bazie pięcioletnich analiz (trudno to nazwać badaniami, o czym za chwilę), sporządził wykaz czynności, które codziennie wykonują, lub nie wykonują, bogaci i biedni, a swoje wnioski zawarł w książce “Rich Habits” [4]. Książka z miejsca zyskała status bestsellera, a sam autor zaczął spieniężać swój sukces także poprzez organizację licznych wykładów i szkoleń.

Co równie ważne, drugi podtytuł jego książki brzmi: “Dowiedz się, jak bogaci stają się tak bogaci (sekrety osiągania sukcesu finansowego – ujawnione)” [5]. W ten sposób autor jawnie deklaruje, że istnieje ścisła zależność pomiędzy nawykami bogatych i biednych a stanem ich zamożności. Idąc dalej tym trybem rozumowania, jeśli tylko zaczniesz postępować tak jak milionerzy, zwiększysz szanse na zostanie jednym z milionerów. Typowa zależność przyczynowo-skutkowa: czynnik A wywołuje czynnik B. Problem jednak w tym, że doszukiwanie się w zestawieniu nawyków zaproponowanym przez Corleya korelacji jest błędne. Mamy tu do czynienia z typowym błędem poznawczym, jakim jest iluzja korelacji, który polega na doszukiwaniu się związków przyczynowo-skutkowych tam, gdzie ich nie ma.

A odnośnie metodologii, Corley w ciągu paru lat przepytał, na bazie swojej ankiety zawierającej listę nawyków, 233 osoby bardzo bogate, oraz 128 osoby stosunkowo biedne. Jak widać, próbka bardzo mała, a badanie miało charakter zwykłej ankiety. Ale nawet zostawiając w tle kwestię kiepskiej metodologii, już samo zestawienie nawyków sugeruje istnienie irracjonalnych związków przyczynowo-skutkowych.

Oto, co Corley ma nam do powiedzenia, i o czym mogliśmy się dowiedzieć z programu TVN24bis:

“91 % bogatych wykonuje codziennie listę zadań, wśród biednych tylko 9 %”

Wniosek: aby zostać bogatym, musisz wykonywać listę zadań. Jeśli tego nie będziesz robił, nie wzbogacisz się. Po pierwsze, taka korelacja jest maksymalnie uproszczona, bo nie uwzględnia innych czynników (wykształcenie, szczęście i przypadek, zdrowie, środowisko, rodzina, znajomi, motywacje, ambicje, sytuacja gospodarcza globalnie i lokalnie). Po drugie, trzeba sobie zadać pytanie, czy zapisywanie i realizacja listy zadań jest skutkiem czy przyczyną bogactwa? Czy bogaci, zanim zostali bogaci, robili listy zadań, czy robią je dopiero od pewnego czasu, bo poznali tę technikę od znajomych czy z którejś książki? Można więc dojść do wniosku, że tego typu zestawienia pokazują tylko, jak zachowują się pewni ludzie teraz, a nie kiedyś. I jeszcze pytanie: czy gdyby biedni zaczęli robić listy zadań, w jakim stopniu zmieniłoby to ich życie, skoro robiliby te same czynności co obecnie, tylko mieliby je zapisane i odhaczone?

“Wstawanie 3 godziny przed pracą: bogaci 44 %, biedni 3 %.”

Wniosek: wstawaj wcześniej, a zaczniesz zarabiać więcej. Uff, aż zgrzyta. Moje pytanie brzmi: czy bogaci przypadkiem nie wstają wcześniej, bo większość z nich to przedsiębiorcy i ludzie wykonujący wolne zawody (co potwierdzają zresztą badania nad milionerami autorstwa Thomasa Stanleya i Williama Danko [6], a biedni pracują na etacie (lub dwóch słabo płatnych etatach), a ich cały dzień wypełniony jest gonitwą w celu zapewnienia bytu swojej rodzinie (zgodnie z zasadą “od pierwszego do pierwszego”). W związku z tym czy przypadkiem bogaci, jako prezesi, przedsiębiorcy i freelancerzy, nie zaczynają pracy później, gdyż nie muszą zaczynać pracy w kasie o 6 rano? Oczywiście, i to jest pewnym uogólnieniem, ale i tak mocno kontrastuje z tezą zawartą przez Corleya w opisie tego nawyku.

“Słuchanie audioboków w drodze do pracy: bogaci 63 %, biedni 5 %.”

Wniosek: słuchaj więcej i częściej audioboków w drodze do pracy, a twoje finanse się poprawią. Znowu bełkot. A prawdziwa przyczyna takiego stanu rzeczy? Po pierwsze, bogatych stać na audiobooki (teraz, bo kiedy dopiero stawali się milionerami, audioboków jeszcze nie było!), po drugie najczęściej dojeżdżają do pracy własnym samochodem (gdzie słucha się audioboków najlepiej), i po trzecie, słuchają audioboków tematycznie związanych z wykonywaną przez nich pracą (biznesowych, specjalistycznych i motywacyjnych), bo właśnie to zajęcie, które obecnie wykonują, niejako wymusza na nich zapoznawanie się z nowymi strategiami czy pomysłami.

Pełna lista nawyków jest dostępna tutaj [7]  – absurdów jest tu znacznie więcej, np. na drodze do zostania milionerem stoją takie przeszkody jak: 80 % bogatych dzwoni z życzeniami urodzinowymi (do znajomych/rodziny), a wśród biednych tylko 11 %. Przyczyn jest wiele, bardzo prozaicznych, jednak próba doszukiwania się tu korelacji i zależności przyczynowo-skutkowej jest sporym nadużyciem.

Oddajmy jednak głos autorowi i posłuchajmy jego argumentów [8]:

- Autor twierdzi, że jego rodzina odzyskała fortunę, którą utraciła jednego dnia, bo jego ojciec miał więcej nawyków bogatych ludzi niż biednych. Twierdzi też, że jego badania to dopiero początek czegoś wielkiego, dzięki czemu miliony ludzi może wydostać się z biedy (tak jakby częstsze czytanie książek czy wcześniejsze wstawanie miało znaczący wpływ na inne czynniki społeczne, odpowiedzialne w głównej mierze za biedę i trudne warunki życia obywateli o niskich dochodach).

Dosłowny cytat z wypowiedzi autora: “I know poverty is complicated. I know from personal experience. My family was wealthy and overnight we lost everything. But… my father recovered. He recovered because he had more Rich Habits than Poverty Habits. My research is still a work in progress as far as I am concerned but I do know I have stumbled upon something that could help millions end their personal poverty. I now know there are things we can do to lift ourselves out of poverty.”[9]

- Autor twierdzi, że jest niedocenianym geniuszem na miarę Einsteina czy Adama Smitha, a swoje “badania” na mocno niereprezentatywnej grupie respondentów uznaje za przełomowe w dziejach ludzkości. I właśnie dlatego nie musi korzystać z żadnych uznanych narzędzi matematycznych czy statystycznych (economic protocols), bo wielcy też z nich nie korzystali. Co akurat jest nieprawdą i ponownym nadużyciem ze strony autora, bo Einstein nie był żadnym outsiderem, gdyż publikował swoje artykuły w najlepszym czasopiśmie naukowym w dziedzinie fizyki tamtych czasów, Annalen der Physik[9], a zanim otrzymał Nobla, był do tej nagrody nominowany wielokrotnie w latach 1910-1922 ![11]

I did not use any of the economic protocols that you believe are necessary in order to validate my research. Many of the most significant breakthroughs in science and economics were by outsiders. Einstein (Patent clerk), and Adam Smith (Scottish Philosopher) are examples. Very often the greatest discoveries made in specific fields are by outsiders who do not follow standard protocols. Because they are not aware of such protocols, they are not confined by them.” [12]

- Autor twierdzi, że nie widzi korelacji między nawykami a poziomem zamożności, tylko że osią jego książki jest własnie wykazywanie tej korelacji.

I think the common thread I am seeing is the idea that I am trying to prove causation. I am not. I sought to identify those things that wealthy people do on an almost daily basis (their daily activities or habits) and compare them to the things poor people do.”[13]

- Autor twierdzi, że dzięki nawykom bogatych zwiększył swoje przychody, ale korelacji w tym nie widzi żadnej …
“I followed the Rich Habits and made that increased my income. Two seminar participants also had great success and begged me to write a book about the Rich Habits. So I did. There is not question in my mind that if you follow the Rich Habits you will become financially successful. No question about causation there.” [14]

- I na koniec przebój sezonu: autor wcześniej wypowiadał się na temat korelacji i przyczynowości, a tu twierdzi, że w ogóle o niej nie słyszał:

I have to confess I never heard about correlation and causality.” [15]

Dawno nie spotkałem się z tak niekonsekwentnym i oderwanym od rzeczywistości autorem. Twierdzi, że korelacji nie dostrzega, zaraz potem pisze, że nawet nie wie, co to korelacja. Twierdzi, że w jego przypadku stosowanie nawyków bogatych przyniosło mu wzrost dochodów (notabene, za sprawą organizowania szkoleń na temat … nawyków bogatych), ale znamion korelacji znowu nie dostrzega. U Corleya głosy krytyków, nawet najbardziej racjonalne, trafne i rzeczowe, nie znajdują żadnego posłuchu. Odnoszę wrażenie, że postawa autora jest klasycznym przykładem efektu potwierdzenia (ang. confirmation bias), który polega na tym, że szukamy często dowodów na potwierdzenie swoich sądów, i to za wszelką cenę, ale gdy pojawią się dowody przeciwne, obalające nasze wcześniejsze założenia, z premedytacja je ignorujemy lub znajdujemy dla nich wygodną interpretację, pasującą do naszego światopoglądu.

Po drugie, autor ślizga się tylko po powierzchni problemu, snując daleko idące wnioski na bazie małej grupki respondentów, nie stosując żadnej uznanej metodologii naukowej, a na dodatek się do tego otwarcie przyznaje. Czyli chce brzmieć naukowo, nawet chciałby być traktowany jako geniusz na miarę Einsteina (?!), a robi wszystko, aby jego “badania” nie miały nic wspólnego z uznaną metodologią naukową. Mimo to jego książka i wnioski obiegły cały świat, dając wielu biednym złudną nadzieję, że zmiana codziennych nawyków może całkowicie odmienić ich los. Nie twierdzę, że stosowanie pewnych nawyków przez uboższe warstwy społeczeństwa nie może w pewnym zakresie zmienić ich życia na lepsze, tylko biorąc pod uwagę skalę problemu (warunki społeczne, geograficzne, demograficzne czy geopolityczne), zmiana nawyków to zdecydowanie zbyt mało.

I wreszcie, jak Corley może twierdzić, że nie widzi żadnej korelacji między nawykami bogatych a ich zamożnością, skoro od lat prowadzi w swoim Rich Habits Institute szkolenia, których celem jest … nabycie nawyków bogatych ludzi [16].

Nigdzie nie znajdziemy dobrej i pewnej rady, jak zostać milionerem, a podążanie za nawykami bogatych trudno traktować nawet jako wskazówkę, bo temat dochodzenia do bogactwa jest dużo bardziej skomplikowany. Mamy jednak radę, którą na bazie innych, znacznie lepiej przeprowadzonych badań, proponują rodzicom wspomniani już Thomas Stanley i William Danko [17]. Z ich analiz wynika bowiem, że milionerami zostawali ci, którzy z reguły nie dostawali żadnego wsparcia finansowego od rodziców (!), przez co byli zmuszeni być bardziej samodzielnymi i kreatywnymi. A nadopiekuńczy rodzice sprawiali z kolei, że ich dzieci nie wykazywały przedsiębiorczej żyłki, bo i po co, skoro i tak mogli zawsze liczyć na wsparcie finansowe ze strony rodziców. To kluczowa różnica i cenna wskazówka dla obecnych i przyszłych rodziców.

Cytowane źródła:

[1] Program wyemitowany dnia 17.07.2014 r w stacji TVN24bis: http://tvn24bis.pl/informacje,187/co-rozni-bogatych-od-biednych-oprocz-stanu-konta-takze-codzienne-nawyki,450756.html
[2] Link do strony Forbesa dotyczy jedynie listy najbogatszych ludzi świata: http://www.forbes.com/billionaires/
[3] http://www.business-management-degree.net/features/wealthiest-people/
[4] http://richhabits.net/
[5] W oryginale: “Find out how the rich get so rich (the secrets to financial success revealed)”
[6] Sekrety amerykańskich milionerów, czyli krezusi z sąsiedztwa, Thomas J. Stanley, William D. Danko, Fijor Publishing, 2011,
http://www.fijor.com/sekrety-amerykanskich-milionerow-czyli-krezusi-z-sasiedztwa/
[7] http://www.daveramsey.com/blog/20-things-the-rich-do-every-day
[8-9] Cytowane wypowiedzi Corleya pochodzą z dyskusji, w jakiej brał udział na stronie: http://shaungroves.com/2013/11/why-are-some-people-rich-others-poor-tom-corleys-rich-habits/
[10] http://en.wikipedia.org/wiki/Annalen_der_Physik
[11] http://www.ota-berlin.de/blog/12/06/einstein-in-berlin-%E2%80%93-part-xii-the-story-of-his-nobel-prize-by-%E2%80%98ota-berlin-constituency-blog%E2%80%99-science-contributor-aant-elzinga/
[12-15] Cytowane wypowiedzi Corleya pochodzą z dyskusji, w jakiej brał udział na stronie: http://shaungroves.com/2013/11/why-are-some-people-rich-others-poor-tom-corleys-rich-habits/
[16] http://richhabits.info/wp-content/uploads/Tom-Corley-Rich-Habits-REPORT-Goal-Setting.pdf
[17] Sekrety amerykańskich milionerów, czyli krezusi z sąsiedztwa, Thomas J. Stanley, William D. Danko, Fijor Publishing, 2011,
http://www.fijor.com/sekrety-amerykanskich-milionerow-czyli-krezusi-z-sasiedztwa/

“To boli” – Paul Knott – recenzja

Gdyby istniał szkolny program edukacji finansowej, książka Paula Knotta mogłaby wejść do kanonu lektur obowiązkowych. Niestety, mimo atrakcyjności takiej tezy, obydwa cząstkowe twierdzenia nie są prawdziwe. Przedmiotu w rodzaju edukacji finansowej raczej nigdy się nie doczekamy, z wielu powodów [1]. Co do drugiej części otwierającego tę recenzję zdania, “To boli” rozprawia się z tak zwanym “systemem”, w jakim przyszło nam żyć, a oświata jest przecież częścią składową systemu. Tym samym istnieje bardzo mała szansa, że książka ta zostałaby zaakceptowana przez Ministerstwo Edukacji jako literatura pomocnicza do przedmiotu “Edukacja finansowa”. Tu właśnie leży sedno.

Jakakolwiek książka na temat finansów osobistych, inwestowania czy oszczędzania może być uznana za wiarygodną, gdy pisana jest przez autora niezależnego, czyli nie związanego zawodowo z żadną instytucją finansową. W przeciwnym razie dostajemy porady dalekie od obiektywności i dziennikarskiej rzetelności. Paul Knott, właśnie jako biznesmen, a nie finansista, w błyskotliwy sposób zmierzył się z ogromem finansowych niuansów, wykazując się fachową wiedzą i tłumacząc w zrozumiały sposób zawiłości świata finansów.

Na marginesie, muszę pochwalić polskiego wydawcę za świetną pracę redakcyjną. Za każdym razem, gdy Paul Knott nieco przesadza, dając się ponieść urokowi swoich wywodów, polski redaktor natychmiast daje kontrę i tłumaczy w przypisach, na czym polega błąd autora. Dzięki temu dostajemy do rąk świetną książkę, do tego umiejętnie skorygowaną przez polskich fachowców.

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

Fundamentem książki jest teza, że “niewiedza jest błogosławieństwem, dopóki nie sprawia bólu”. Trudno o lepszy punkt wyjścia do rozważań o finansach osobistych, ze szczególnym uwzględnieniem technik inwestycyjnych. Autor proponuje nam intelektualną wycieczkę po takich, niekiedy dosyć odległych od siebie, dziedzinach wiedzy jak neuroekonomia, strategie inwestycji giełdowych, błędy poznawcze czy nawet wiarygodność ekspertów. Mówi o rzeczach mało znanych, i z tego względu jest to książka wielce wartościowa.

Rzadko zdarza się, by w jednym miejscu można było znaleźć wyczerpujące opisy i wytłumaczenie błędów poznawczych w odniesieniu do finansów i strategii inwestycyjnych. A w dziedzinie inwestowania mamy ich całą masę, i jeśli ktoś nie zdążył zapoznać z podstawowym katalogiem błędów poznawczych, a nie ma czasu na studiowanie opasłego tomu “Pułapek myślenia” Kahnemana, powinien zacząć od “To boli” Paula Knotta. Albo inaczej. Jeśli nie słyszałeś o awersji do straty, luce empatii, efekcie świeżości, pułapce dostępności, efekcie potwierdzenia czy złudzeniu kompetencji, a chcesz zajmować się, albo już się zajmujesz, inwestowaniem w jakiejkolwiek postaci, najwyższy czas sięgnąć po tę książkę.

2. Co warto wiedzieć o autorze książki?

W zasadzie o autorze wiadomo niewiele, nawet nie znajdziemy o nim notki na Wikipedii, można się tylko domyślić, że skrzętnie skrywa swoją prywatność. Studiował matematykę na University of London  i marketing w TIAS Business School w Holandii, a zawodowo zajmuje się biznesem i doradztwem. “To boli” jest jego jedyną książką, ale wydaną przez renomowane wydawnictwo Pearson Business.

3. Cytaty warte przytoczenia:

“Żeby zachować, a nawet pomnożyć własny majątek, trzeba poznać zasady gry, w którą zostaliście wciągnięci wbrew waszej woli” [2]
Continue reading

Zawieranie umów: podsumowanie i pytania dla przedsiębiorców

Podsumowanie mini-poradnika: Zawieranie umów

Od jakości zawieranych umów zależy nasze bezpieczeństwo. Jako przedsiębiorca musimy oczywiście brać pod uwagę interesy różnych osób: wspólników, kontrahentów, klientów, dostawców. Jednak pamiętajmy, aby należycie zabrać o własne interesy i o interesy swoich najbliższych. Niestety, przedsiębiorcy często o tym zapominają, albo po prostu bagatelizują kwestie bezpieczeństwa. Polecam wydanie kilkuset złotych na prawnika, zamiast ewentualności zapłacenia kilkudziesięciu tysięcy złotych na mocy wyroku sądowego w wyniku źle skonstruowanej umowy.

Kwestie do przemyślenia:

1. Czy zamierzasz udać się do prawnika w celu zaopiniowana pierwszych umów, jakie będziesz zawierał jako przedsiębiorca?

2. Czy jeśli zdecydujesz się nie korzystać u usług prawniczych, czy jesteś świadomy ryzyka, na jakie się narażasz, podpisując umowy tylko na podstawie swojej wiedzy?

3. Czy masz nawyk negocjowania? Czy wiesz, że masz prawo negocjować wszystkie paragrafy umowy, które podlegają wspólnym ustaleniom obu stron umowy?

4. Czy rozważałeś ustanowienie dla kogoś pełnomocnictwa? Jeśli tak, czy masz 100% zaufanie do tej osoby?

5. Czy zdarza Ci się podpisywać umowy bez dokładnego zapoznania się z ich treścią? Jeśli tak, nie rób tego nigdy jako przedsiębiorca.

6.  Czy zdarzyło Ci się kiedyś wypowiedzieć komuś umowę lub czy kiedyś ktoś Tobie wypowiedział umowę? Czy uważasz, że wypowiedzenie uwzględniało interesy obu stron?

7. Czy zamierzasz zatrudniać pracowników? Jeśli tak, kto oprócz Ciebie będzie miał wpływ na treść umowy o pracę?

8. Czy uważasz, że bez kredytu nie da się rozwinąć dobrze prosperującej firmy?

9.  Czy uzależniasz rozwój, a nawet założenie firmy, od tego, czy dostaniesz kredyt? A może warto pomyśleć o rozwiązaniach mniej kosztowych, nawet jeśli rozwój firmy miał się odbywać nieco wolniej.

10.  Czy należycie dbasz o własne interesy w życiu prywatnym? Negocjujesz? Masz polisy ubezpieczeniowe? Unikasz umów zawieranych na zasadach promocyjnych?

11. Czy zdarzyło Ci się kiedyś wpaść w pułapkę, podpisując nierozważnie jakąś umowę (telekomunikacyjną?, kredytową?)

Czym są nawyki?

Każdy nawyk to inaczej automatyczny proces myślowy, który zazwyczaj ułatwia nam wykonywanie konkretnych czynności. Sztandarowym przykładem jest jazda samochodem, podczas której kierowca wykonuje dziesiątki wyuczonych wcześniej ruchów, najczęściej zupełnie nieświadomie. Zapytany o ostatnie 10 kilometrów jazdy, odpowie, że nic nie pamięta z podróży, bo myślał o czymś innym, albo z kimś rozmawiał.

Nawyk można też nazwać zwyczajem, wyuczonym wzorcem zachowania, albo czynnością często podejmowaną, jednocześnie trudną do zaniechania. Tym samym nawyki kształtują naszą osobowość i narzucają nam nowe tożsamości. Tak, nawyki mają niebywałą siłę rażenia.

W kwestiach finansowych dwa przeciwstawne nawyki – oszczędzania i zadłużania się – najczęściej decydują o jakości finansów osobistych. Rozważmy dwie sytuacje:

Sytuacja 1: Staram się co miesiąc odkładać 300 zł. To daje tylko 10 zł dziennie. Weszło mi to w nawyk i odkładam w ten sposób przez 10 lat. Po 10 latach mam 3 600 zł x 10 = 36 000 zł + odsetki (celowo je tu pomijam, choć stanowią sporą kwotę). Moja nowa tożsamość: posiadający dodatkową gotówkę, zamożny, oszczędny.

Sytuacja 2: Cały czas mi brakuje i co jakiś czas biorę kredyt. W sumie moje zadłużenie rośnie w tempie 300 zł miesięcznie. I mimo że spłacam jeden kredyt, to w międzyczasie biorę kolejny. I tak przez 10 lat. W sumie mam do spłacenia 36 000 zł + odsetki. Moja nowa tożsamość: dłużnik, kredytobiorca.

Te dwie sytuacje to całkowita odwrotność. Ten sam nawyk konsekwencji, w dwóch różnych odmianach oszczędzania i zadłużania się, przyniósł zupełnie inne efekty. A zarazem dwie przeciwstawne tożsamości, których wpływ na inne sfery życia jest gigantyczny.

A wszystko zaczyna się od pierwszej odłożonej złotówki, lub od pierwszego kredytu.

To takie proste.

Albo tak, albo tak. Zdecydowana większość osób, które posiadają lokaty w bankach, nigdy nie brała kredytu! Według statystyk bankowych, niemal połowa Polaków nie jest zainteresowana zaciągnięciem kredytu.

Na szczęście zawsze możemy też zmienić stare nawyki i wprowadzić skuteczniejsze, efektywniejsze strategie.

Na szczęście zawsze mamy wybór.

Skoro wykształciliśmy w sobie jeden nawyk, mamy w sobie potencjał, by wykształcić w sobie nawyk przeciwstawny.

To znowu takie proste, choć niektórzy mogą twierdzić, że tak nie jest. A ja przekonałem się, że można, że da się takie zmiany wprowadzać w życie.

A więc?  Nie zastanawiając się nad jakością naszego życia finansowego, możemy wiele przegapić i w porę się nie opamiętać. Możemy spędzić życie na finansowym autopilocie bez opcji bezpiecznego lądowania.

Może więc warto przyjrzeć się bliższej swoim finansom już teraz?