Ryzyko nienazwane nie istnieje.

Każdy przedsiębiorca staje w pewnym momencie funkcjonowania firmy przed dwiema alternatywami:
1/ stopniowy, stabilny rozwój przy świetnym zarządzaniu ryzykiem,
2/ szybki rozwój z pominięciem etapu szacowania ryzyka.

Zdecydowana większość wybiera tę drugą opcję, zresztą z czysto praktycznych powodów. Bo szacowanie ryzyka to dodatkowa praca, czasochłonna i zwykle także kapitałochłonna. Dodatkowe ubezpieczenie, porządny biznes plan, szczegółowy plan działania aktualizowany co 3 miesiące, analiza błędów i wyciąganie konstruktywnych wniosków.

Ale kto ma na to czas? Albo inaczej. Czy przedsiębiorca w pojedynkę może wyjść poza perspektywę bieżącego dnia, gdy kończy pracę późno wieczorem, a jedyne osoby, z którymi się tego dnia spotkał, to były te same twarze co zawsze (pracownicy, klienci, kontrahenci). I nie pojawił się żaden impuls do zmiany, do przemyśleń. A jutro kolejny, podobny dzień.

Wytrawni inwestorzy i doświadczeni przedsiębiorcy powtarzają do znudzenia:
Tak naprawdę nie ma nietrafionych inwestycji. Są tylko inwestycje, w których zarządzanie ryzykiem jest prawidłowe, i takie, w których nie jest” (Howard Marks, prezes Oaktree Capital Management).

Tylko kto ich słucha, gdy do gry wkraczają emocje, żądza szybkiego zysku i myślenie krótkowzroczne? To problem tysięcy startupów i początkujących przedsiębiorców. Niedoszacowanie ryzyka, złe zarządzanie ryzykiem lub brak awaryjnego planu B lub C.

Z kolei Marek Kamiński, znany podróżnik i przedsiębiorca, dodaje:
Rolą lidera jest dokładne zidentyfikowanie ryzyka, rozpoznanie przyczyn obaw.
Ważne jest nazwanie wprost zagrożeń, które mogą napawać lękiem, ryzyk, które mogą spowodować niepowodzenie przedsięwzięcia. Samo przezwyciężanie tych obaw jest już dużo, dużo prostsze
.” (wywiad dla Think Tank, 2013, www.mttp.pl)

Inaczej mówiąc, boimy się tego, co nienazwane.
Ale jeśli podejmiemy wysiłek, by okiełznać ewentualne strachy i zagrożenia, wtedy łatwiej się do nich przygotować.
Filozofowie ujmują to podobnie: “to, co nienazwane, nie istnieje”.
Nienazwany element ryzyka nie istnieje w świadomości przedsiębiorcy. Proste.
Dlatego taka sytuacja jest ekstremalnie niebezpieczna dla przyszłości jego firmy.

Na koniec wypowiedź znanego polskiego inwestora giełdowego, Zenona Komara:
Sztuka inwestowanie polega na obronie kapitału. Kiedy już nie będziesz miał czego chronić, nie będziesz miał czego inwestować” (Dziennik Gazeta Prawna, 30 listopada 2012).

Trudno o lepsze podsumowanie tematu.

2 thoughts on “Ryzyko nienazwane nie istnieje.

  1. A propos “nienazwane nie istnieje”, przypomniał mi się fragment z “Podróży z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego. Pozwolę sobie przytoczyć go w całości:
    “Pojąłem, że każdy świat ma swoją własną tajemnicę i że dostęp do niej jest tylko na drodze poznania języka. Bez tego świat ów pozostanie dla nas nieprzenikniony i niepojęty, choćbyśmy spędzili w jego wnętrzu całe lata. Co więcej – zauważyłem związek między nazwaniem a istnieniem, bo stwierdzałem po powrocie do hotelu, że widziałem na mieście tylko to, co umiałem nazwać, że np. pamiętałem napotkaną akację, ale już nie drzewo, które stało obok niej, ale którego nazwy nie znałem. Słowem, rozumiałem, że im więcej będę znał słów, tym bogatszy, pełniejszy i bardziej różnorodny świat otworzy się przede mną.”
    Nazywanie rzeczywistości, odkrywanie właściwych słów do opisu tego co dzieje się w nas i wokół nas wydaje się zatem niezbędnym elementem zmagania się ze światem i w pewnym sensie panowania nad nim. Najwyraźniej dotyczy to także biznesu :)
    Bartłomiej Nowicki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


2 + = 8

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>