Like a Virgin – Richard Branson – recenzja

Istnieje mądre porzekadło, wedle którego uczymy się więcej z cudzych porażek niż z cudzych sukcesów. Dlatego z tak dużym trudem przyszło mi się zmierzyć z tą książką. Bo “Like a Virgin” to zbiór esejów i blogopodobnych notek, które niejako sugerują, że oto dowiemy się wreszcie tego, co do tej pory było poza zasięgiem studenta uczelni biznesowej czy menedżerskich studiów MBA. Podtytuł o treści “czego nie nauczą cię w szkole biznesu” jest przecież jednoznaczny. Tylko że to klasyczny przykład złudzenia zrozumienia [1]. A w przypadku Richarda Bransona, najbardziej rozpoznawalnego i najbardziej ekscentrycznego przedsiębiorcy na świecie, ten błąd poznawczy jest widoczny w całej krasie. Nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie choćby w małej części skopiować decyzji biznesowych Bransona, nawet gdyby on sam nas przekonywał, że to możliwe. Ba, prawdopodobnie nikt nie byłby powtórzyć sukcesu Bransona w identycznej skali, nawet gdyby zaczynał dokładnie w tym samym roku, z tymi samymi zasobami i z tymi samymi pomysłami. A jednak tak wielu z nas łudzi się, że czytając tego typu książki jest w stanie znaleźć choć jedno zdanie, które sprawi, że w naszym biznesie zrobimy coś lepiej, lub wpadniemy na przełomowy pomysł. Faktycznie, literatura biznesowa ma taki potencjał, ale ta książka do takich się nie zalicza. Przegrywa chociażby na całej linii z publikacją “Rework” Jasona Frieda.

okladka_Like_A_VirginŹródło: Wydawnictwo Studio Emka

Trudno nie podziwiać Bransona za to, co osiągnął, i za to, jakie ma nietuzinkowe podejście do biznesu. Tylko że skala jego sukcesu jest tak gigantyczna, że naprawdę trudno byłoby zastosować jego rady do małego biznesu, a takim zajmują się głównie jego czytelnicy. I nie zapominajmy, że Virgin to ogromna korporacja, która  rządzi się swoimi, specyficznymi prawami. Zresztą Branson sam balansuje w książce na granicy złudzenia zrozumienia. Przecież z obecnego punktu widzenia cokolwiek powie, jakąkolwiek opowieść wplecie do swojej historii sukcesu, i tak zawsze będzie miał rację. Bo wynik końcowy jest znany, i nikomu do głowy by nie przyszło doszukiwać się przypadku w drodze do sukcesu Bransona, a ten z pewnością był czynnikiem decydującym w wielu sytuacjach biznesowych.

Na szczęście uważny czytelnik znajdzie w jego książce sygnały, które świadczą o rezerwie miliardera do własnego sukcesu. “Jeśli mam być szczery, kiedy moi przyjaciele i ja zaczynaliśmy pierwszy biznes Virgin czterdzieści lat temu, nie mieliśmy żadnego generalnego planu” [2], pisze autor w rozdziale “Rośnij, pozostając małym” (co w wykonaniu szefa grupy ponad czterystu firm jest z jednej strony paradoksalne, a z drugiej całkiem sensowne). A chwilę potem dodaje, że najważniejsze elementy jego sławnej kultury dbania o klienta odkrył on … przypadkowo! [3]. Niejednokrotnie przyznaje też, że nie jest doskonały, popełnia błędy tak samo jak inni, a ryzyko podczas każdej decyzji zawsze jest, i to tym większe, im większe pieniądze są zaangażowane.

Uczulam tez czytelników na jedną bardzo istotną kwestię. Podczas lektury tego typu poradników pamiętajmy, że ich autorzy używają przede wszystkim argumentów z własnego doświadczenia, które odznaczają się najniższym stopniem wiarygodności. Bo po pierwsze fakt, że dana strategia sprawdziła się u mnie, nie znaczy, że sprawdzi się u innych. Po drugie, badanie czynników odpowiedzialnych za sukces w biznesie jest szczególnie niewdzięcznym zadaniem, o czym przekonał się choćby Jim Collins, autor najsłynniejszej tego typu pozycji, “Od dobrego do wielkiego” [4]. Analizując 11 firm, które wyselekcjonował pod kątem powtarzalnych czynników spośród tysięcy innych firm, uwierzył, że odkrył źródło ich sukcesu. Jednak wystarczy spojrzeć, co wydarzyło się w tych spółkach nieco później  – część z nich nawet zbankrutowała [5]! Dla pełniejszego obrazu dorzućmy jeszcze podstawowy błąd atrybucji [6], który powoduje, że w przypadku Bransona to właśnie jego ekscentryczności, czyli charakterowi, przypisuje się źródło sukcesu jego firm, pomijając inne czynniki zewnętrzne.

Tym samym przesłanie książki jest dla mnie następujące. Posłuchajcie, jak zarządzam jedną z największych korporacji na świecie, ale nie łudźcie się, że osiągniecie choć ułamek tego co ja. Bo pomimo moich niedoskonałości, zdaje się mówić Branson, miałem sporo szczęścia i odpowiednich ludzi wokół siebie. A to czynniki unikalne, nie do podrobienia czy skopiowania.

[1] http://ekonomiaprzetrwania.pl/zludzenie-zrozumienia-najczestsze-bledy-poznawcze-w-biznesie-czesc-1/
[2] “Like a Virgin”, Richard Branson, Studio Emka, 2014, str. 172
[3] ibidem, str. 173
[4] “Od dobrego do wielkiego”, Jim Collins, MT Biznes, 2007
[5] http://freakonomics.com/2008/07/28/from-good-to-great-to-below-average/
[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Podstawowy_b%C5%82%C4%85d_atrybucji

Oficjalna strona wydania polskiego:
http://www.studioemka.com.pl/index.php?page=p&id=520

Wydawnictwo:  Studio Emka
Rok wydania:  2014
Ilość stron:  370
ISBN:  978-83-64437-10-6

Dziękuję redakcji Wydawnictwa Studio Emka za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

One thought on “Like a Virgin – Richard Branson – recenzja

  1. szczerze, to miałem bardzo mieszane uczucia co do tej książki/poradnika, bo słyszałem wiele różnych recenzji ale widzę teraz, że po prostu muszę ją przeczytać i sam zdecydować ile ona jest warta i ile dla nas czytelników może znaczyć :) dzięki za wpis, bardzo przyjemny blog, pozdrawiam :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


1 + 1 =

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>