Jeśli nie wziąłeś jeszcze kredytu, gratulacje! O bezkredytowcach słów kilka.

Bezkredytowcami nazywam osoby celowo rezygnujące z kredytów.

Należą do nich ci wszyscy, którzy:
- wolą oszczędzać, a wszelkie inwestycje osobiste finansować z odłożonych pieniędzy,
- za wszelką cenę unikają kredytów, ceniąc sobie niezależność wobec banków,
- ewentualne pożyczki zaciągają u osób bliskich lub u znajomych na zerowy procent,
- najczęściej nie miałyby problemów ze spłatą kredytów, i z tego powodu stają się łakomym kąskiem dla przeróżnych pośredników kredytowych czy bankowców.

To dla mnie najmądrzejsza warstwa społeczeństwa. Nie ulegli presji sąsiadów, rodziny, znajomych, nie dali się skusić ofertom nie do odrzucenia, a na nowy samochód odkładali przez kilka lat. To właśnie oni z rozwagą finansują swoje potrzeby, a jednocześnie ich mottem finansowym jest oszczędzanie i odkładanie gotówki na przyszłe potrzeby. Być może niektórzy z nich jeszcze kilka lat temu starali się o kredyt, jednak wtedy nie mieli tzw. zdolności kredytowej. Teraz, gdy stać ich na kredyt, omijają banki szerokim łukiem, nie dając zarobić bankowcom ani grosza.

Bankowcy, mam na myśli działy marketingu i telemarketingu, często nie mogą pogodzić się z myślą, że tego typu osoby są poza zasięgiem oddziaływania reklam instytucji finansowych, nawet jeśli karta kosztuje 0 % przez 52 dni, a dzięki kredytowi gotówkowemu mogliby mieć do dyspozycji nawet 50 000 zł dodatkowej gotówki. Tylko co zrobić z taką gotówką? Wydać na konsumpcję (auto, sprzęt RTV, wycieczki), a może zainwestować? Pamiętacie, czym skończyło się inwestowanie w fundusze akcyjne w latach ubiegłych “na górce”, gdy ceny akcji były maksymalnie wyśrubowane. W prasie można czasem natknąć się na reportaże o ludziach, którzy przykładowo sprzedali mieszkanie, kupili na kredyt większe, a to co zostało, zainwestowali na giełdzie – teraz są na dużym minusie i mają problemy ze spłatą kredytu hipotecznego.

Niestety, grupa ‘bezkredytowców’ maleje w zastraszającym tempie. Nie chcę wysnuwać daleko idących wniosków, jednak publikowane w prasie raporty dają do myślenia. Zadłużenie Polaków rośnie w tempie około 10 % rocznie. Obecnie jesteśmy winni bankom już ponad 60 mld zł. Bankowcy argumentują co prawda, że jeszcze daleko nam do stopnia zadłużenia występującego w krajach rozwiniętych, jednak nie wspominają o tym, jak wiele osób w tychże krajach ma problemy ze spłatą kredytów. Warto tylko wspomnieć o USA, gdzie liczba zgłoszonych wniosków o upadłość konsumencką, jak podaje American Bankruptcy Institute, wyniosła w roku 2008 aż 1,06 mln i wzrosła aż o 30 % w stosunku do roku 2007!

A w Polsce akcja marketingowa ze strony banków wydaje się nie mieć końca, reklamy produktów bankowych atakują nas z każdej strony. Tym samym coraz więcej osób ulega medialnej presji i zaciąga nieprzemyślane kredyty.

Jeśli nie brałeś dotąd kredytu, gratulacje! Tak trzymać!

Ps. Powyższy tekst jest fragmentem artykułu mojego autorstwa opublikowanego w Kurierze Finansowym , nr 3 / 2009. Zamieszczam go w lekko zmienionej formie, gdyż mam wrażenie, że jego przesłanie jest nadal bardzo aktualne. Będą więcej niż zadowolony, jeśli mój artykuł  sprawi, że choć jeden z moich czytelników zastanowi się dwa razy (a nie jeden) przed zaciągnięciem kredytu (i najlepiej, gdy go nie weźmie).

6 thoughts on “Jeśli nie wziąłeś jeszcze kredytu, gratulacje! O bezkredytowcach słów kilka.

  1. Też kiedyś myślałem że najlepszym sposobem robienia pieniędzy jest oszczędzanie,jakże się myliłem.
    Po pierwsze, ludzie obracający pożyczonymi pieniędzmi w dziwny sposób przyciągają pieniądze. To nie jest moja idea. Czytałem to kiedyś w pewnej książce.
    Po drugie, istnieją dobre i złe długi. Jeśli kupię nowy samochód na raty, już w pierwszym roku stracę 30% wartości, w dodatku muszę płacić oprocentowanie, wyższe ubezpieczenia, serwisy itp.
    Ale można kupić miszkanie zapieniądze pożyczone z banku. Wtedy, zamiastpłacić czynszu płacę kredyt. Ceny mieszkań idą w górę, więc zyskuję ponownie.

  2. at Wild Dog – zyskujesz na rosnącej ceny mieszkanie dopiero jak je sprzedaż drożej niż kupiłeś. W dużym skrócie. Samo to, że ceny mieszkań idą w górę nic nie mówi o zyskowności inwestycji. Poza tym to od jakiś dwóch lat ceny dosyć szybko spadają a będą spadać jeszcze szybciej.
    Ale ogólnie teza, że kredyt jest be i fu nie do końca jest prawdą.
    Myślę, że ogólną zasadą mogłoby być to, ze konsumpcję finansujemy z bieżących dochodów i oszczędności (telewizory, samochody, wakacje itp) a inwestycje z kredytu. Wtedy mamy szansę na zadziałanie dźwigni. To czy kupno mieszkania to inwestycja czy konsumpcja – to już indywidualna sprawa. Podobnie rzecz ma się z samochodem. Jesli kupuję samochód do firmy i zarabiam na nim codziennie, bo wozi mi ludzi/towary – to inwestycja. Jeśli kupuję nowy samochód, żeby sąsiadowi oczy wypaliło z zazdrości…

  3. ogolnie zasada co do “oplacalnosci” jakiegokolwiek kredytu jest taka, ze zaciagajac go musimy miec przemyslana koncepcje jego stopy zwrotu. przy takim podejsciu – czyli jesli kredyt bedziemy traktowac jako kredyt inwestycyjny (czy to w akcje czy w nieruchomosc) kase z banku potraktujemy jako dzwignie i wyjdziemy na calej operacji z zyskiem. niemniej jednak trzeba umiec sie w takie cos bawic. jesli ktos bierze kredyt na nieruchomosc, w ktorej bedzie mieszkac to nie jest to zadna inwestycja, bo przeciez w razie czego gdzie sie wyprowadzi? spekulowac trzeba umiec a dla mnie kredytobiorca z jednym mieszkaniem to zwykly golodupiec a nie zaden inwestor.

  4. Zgadzam się jak najbardziej z tym wpisem. Dla mnie też ludzie bez kredytów potrafiący sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem są dużymi może nie autorytetami, ale warto z takich ludzi brać przykład.

    Sama staram się przestrzegać prostej zasady – wydaję tylko to, co zarobię. Żadne raty/ kredyty/pożyczki nie wchodzą w grę.

  5. Zarobiłam – wydaję.

    Tutaj ryzyko jest o tyle duże, że mieliśmy już wielki kryzys przez takie masowe pożyczanie.

    Całkiem niedawno zresztą.

  6. Nie wiem skąd taki duży sceptycyzm w stosunku do kredytów:) Przecież to między innymi one nakręcają gospodarkę! Ja jestem zdania, że jesli ktoś chce kupić mieszkanie to nie powinien 100% brać na kredyt ale też bez sensu jest 20 lat wynajmować i płacić komuś żeby oszczędzić. Najlepszą opcję jest zaoszczędzić 30 – 60% inwestycji a resztę sfinansować kredytem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


− 1 = 6

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>