Jak założyć małą firmę lokalną i nie zbankrutować?

Załóżmy, że w ciągu najbliższych tygodni otworzysz swoją firmę. Zebrałeś środki, masz pomysł, zbadałeś rynek, oszacowałeś ilość potencjalnych klientów. Czyli podjąłeś masę wiążących decyzji. Klamka zapadła i przystępujesz do działania.

[Jeśli uznasz, że dzięki poniższemu tekstowi poszerzyłeś swoją wiedzę na temat zakładania własnej firmy, i zamierzasz ją wkrótce otworzyć, lub właśnie ją otworzyłeś, niekoniecznie w branży gastronomicznej, a masz chęć dokonać profesjonalnej analizy opłacalności otwarcia małego biznesu lokalnego, to zapraszam Cię do zapoznania się z warunkami ewentualnej współpracy: Analiza oplacalności otwarcia małego biznesu lokalnego ]

Załóżmy teraz, że twoja firma będzie działać w branży gastronomicznej, dokładnie rzecz ujmując, będziesz prowadził małą restaurację w niewielkiej miejscowości turystycznej (15 000 mieszkańców).

Jak sądzisz, jakie masz szanse, że utrzymasz swój biznes dłużej niż rok, że twój biznes będzie się dynamicznie rozwijał i że będziesz coraz więcej zarabiał, nie mówiąc o tym, że w ogóle zwróci ci się zainwestowany kapitał?

Zachęcam cię do małej wyprawy intelektualno-ekonomicznej po rzeczywistości małego biznesu i procesie podejmowania optymalnych decyzji.

Moje spostrzeżenia dotyczą prawdziwych wydarzeń, jakich byłem świadkiem na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w jednej z miejscowości na południu Polski.

Tytułem wyjaśnienia: mówiąc o małych restauracjach, mam na myśli także niewielkie punkty gastronomiczne (karczmy, pizzerie, bary bistro), w których, oprócz innych dań, można przed wszystkim zamówić danie obiadowe.

Oto fakty i punkt wyjścia do dalszych rozważań:

1/ 90 % z małych restauracji założonych w ciągu ostatnich lat nie przetrwało nawet roku na dosyć konkurencyjnym rynku.

2/ Po zamknięciu danej restauracji i po opuszczeniu przez najemcę lokalu, w ciągu kilku tygodni w tym samym miejscu otwierany jest kolejny punkt gastronomiczny. Jak łatwo można przewidzieć, jego upadek jest tylko kwestią czasu.

3/ Lokale otwarte więcej niż 5 lat temu prosperują w miarę dobrze, a niektóre rewelacyjnie.

W tym kontekście interesuje mnie, na jakich przesłankach bazują osoby, które podejmują decyzję o otwarciu małej restauracji dokładnie w miejscu, gdzie poprzedni lokal zbankrutował? Moje refleksje, mam nadzieję,  przydadzą się wszystkim osobom, które rozważają otwarcie lokalnego biznesu w swoim mieście. Najprawdopodobniej poniższe uwagi będą mieć także zastosowanie do innych małych biznesów, takich jak kawiarnie, sklepy z odzieżą, saloniki prasowe, salony zabaw dla dzieci, salony urody czy sklepy komputerowe, jednak skupiam się na biznesie gastronomicznym, bo jest jedną z najpopularniejszych form prowadzenia działalności gospodarczej, a zarazem w tym sektorze upada najwięcej małych firm.

Oto próba zrozumienia przedsiębiorcy-restauratora, który z punktu widzenia uważnego obserwatora lokalnej społeczności jest z góry skazany na klęskę, otwierając lokal gastronomiczny w miejscu, gdzie poprzedni zbankrutował:

Błędna teza restauratora # 1:
Nowa restauracja będzie lepsza niż poprzednia.

Z moich obserwacji wynika, że bez względu na jakość serwowanych dań, obsługi klienta czy wystroju wnętrza, nowe restauracje upadają z jednego głównego powodu: lokalizacji. Lepsza czy gorsza, i tak upadnie, bo będzie miała zbyt małe przychody.

Błędna teza restauratora # 2:
Otworzę restaurację w centrum, klienci sami przyjdą.

W miejscowości, o której piszę, istnieją aż trzy takie feralne miejsca na założenie nowej restauracji. Każde z nich działa na wyobraźnię przedsiębiorców (jedno przy rynku, drugie 50 m od rynku, trzecie 100 m od rynku), jednak jest omijane przez potencjalnych klientów. Po pierwsze, rynek nie jest centrum miasta, bo stała się nim niewielka galeria handlowa, oddalona o 100 m. Po drugie, potencjalni klienci to turyści, którzy aby dojść do rynku, muszą minąć galerię handlową, a wcześniej 5 restauracji po drodze. Owszem, klienci-turyści przyjdą sami, ale już najedzeni.

Błędna teza restauratora # 3:
Skoro w mieście świetnie się powodzi kilkunastu innym restauracjom i karczmom, to mnie też się uda.

Wbrew pozorom, rynek nie jest aż tak duży, aby nowa restauracja tak szybko się przyjęła i zdobyło wierne grono klientów. Specyfika branży w tym mieście jest taka, że jest kilka świetnych lokali, które stały się regularnie odwiedzane przez tych samych powracających klientów lub przez ich znajomych (efekt marketingu szeptanego i potęgi rekomendacji). Nowe lokale muszą mozolnie budować bazę klientów, na co potrzeba nie tylko świetnej jakości dań i obsługi, ale też czasu i dobrego marketingu.

Błędna teza restauratora # 4:
Wynajmę lokal w centrum, zwiększam tym samym szansę na sukces (lokalizacja w centrum) i minimalizuje skutki ewentualnego niepowodzenia (wynajęty lokal zamiast własnego).

Niby logiczne, ale praktyka pokazuje, że w mieście utrzymało się mniej więcej 80 % restauracji we własnych lokalach, a upadło około 80 % w lokalach wynajmowanych. Tym samym otwarcie restauracji w nie swoim budynku zwiększa prawdopodobieństwo plajty, a zbudowanie własnej knajpy (mimo że kosztowne) niemal gwarantuje powodzenie. Dlaczego tak się dzieje? Od strony finansowej, czym większa inwestycja własna, tym lepsze przygotowanie do biznesu (profesjonalny biznesplan, badanie rynku, często wsparcie inwestycji kredytem, opinia ekspertów i prawników). To wszystko sprawia, że taki restaurator jest też bardziej zmotywowany i zaangażowany w powodzenie przedsięwzięcia, często stawiając na szali całe swoje oszczędności.

Błędna teza restauratora # 5:
Zaczniemy ostrożnie, po paru miesiącach zobaczymy, co dalej.

Ostrożnie, czyli bez budżetu na marketing, z założeniem, że miejscowość jest mała, to klienci i tak przyjdą. To, jak łatwo się domyślić, pierwszy powód do niepokoju. Po drugie, parę miesięcy na zdobycie dobrej marki w branży gastronomicznej to stanowczo zbyt mało. Z moich obserwacji wynika, że potrzeba co najmniej roku lub dwóch, by nowa restauracja weszła na stałe do świadomości klientów. To w tym okresie zaczynają do nas spływać opinie osób, znajomych czy profesjonalnych recenzentów, na temat jakości czy atmosfery danego lokalu.

Błędna teza restauratora # 6:
Mam przeczucie, że ten biznes wypali.

Największy błąd popełniany przez początkujących (i nie tylko) przedsiębiorców. Odkrycia naukowe ostatnich lat dobitnie pokazują, że kierowanie się intuicją przynosi więcej szkody niż pożytku. Naukowcy i ekonomiści behawioralni tacy jak Dan Ariely, Nassim Taleb, Steven Levitt czy Daniel Kahneman niezależnie odkryli wiele dowodów na to, że przy wielu decyzjach natury finansowej zachowujemy się irracjonalnie, a intuicja często nas zwodzi na manowce. To, co wydaje się oczywiste, często oparte jest na fałszywych przesłankach, które wynikają albo ze zbyt małej wiedzy, albo z wiedzy pełnej stereotypów.

Błędna teza restauratora # 7:
Wszystko przeanalizowałem, podejmuję optymalną i w pełni racjonalną decyzję.

Wydawać by się mogło, że skoro nie ufamy intuicji i dokonujemy głębokiej, rzetelnej analizy sytuacji, to już nic nam nie grozi. Niestety, tak nie jest. Nie jesteśmy w stanie uwzględnić wszystkich czynników wpływających na powodzenie danego biznesu, możemy tylko szacować i minimalizować ryzyka z nim związane. Na dodatek racjonalne decyzje bazują na danych historycznych (naszych osobistych lub rynkowych), a te nie zawsze są gwarantem, że w przyszłości będzie podobnie.

Błędna teza restauratora # 8:
Wydrukuję ulotki i powiadomię o mojej restauracji wszystkich mieszkańców.

W przypadku miejscowości turystycznej, mieszkańcy nie są klientem docelowym. Po drugie, ulotki były dobre 10 lat temu, ale nie teraz, gdy liczą się rekomendacje i social media. Po trzecie, sam wygląd ulotki często odstrasza i powoduje, że wyrabiamy sobie opinię o lokalu bez potrzeby udania się do niego osobiście. Zresztą, widząc ulotki nowej restauracji, mam kiepskie przeczucia co do nowego lokalu, bo odnoszę wrażenie, że właściciel kompletnie nie ma pomysłu na marketing. A co ciekawe, restauracje, które przetrwały, nie prowadziły kolportażu ulotek. Obroniły się przede wszystkim lokalizacją, dopiero potem jakością i rekomendacjami.

Sprowadzając moje spostrzeżenia do jednej konkluzji, powiem tak: widząc, w którym miejscu otwierana jest nowa restauracja w tym mieście, mogę z 90 % skutecznością stwierdzić, czy w ciągu najbliższego roku lokal ten upadnie czy nie. Osobiście szkoda mi niektórych lokali, bo dania mieli wyborne, ale nie utrzymali się.

A finalna konkluzja brzmi tak: często jest tak, że już w momencie otwierania biznesu jest on skazany na niepowodzenie, o czym wielu przedsiębiorców zdaje się nie wiedzieć. Niestety, nie działa to w drugą stronę i nie można powiedzieć: ten biznes jest skazany na powodzenie. Mimo to warto brać pod uwagę błędy, jakie zdążyli popełnić inni. Bo powielanie błędów nie wróży, jak widać na przykładzie mojej analizy, nic dobrego.


Ps 1. Chcesz czytać na bieżąco moje posty i od czasu do czasu otrzymać jakiś mały bonus?

Wystarczy, że zapiszesz się na moją listę, a ja zajmę się całą resztą. Dzięki raz jeszcze!

Zgadzam się z Polityką Prywatności

Ps 2. Pisząc tego posta złapałem się na tym, że mógłby go pisać jeszcze kilka godzin lub kilka dni, dlatego ograniczyłem swoje spostrzeżenia do minimum. Co nie oznacza, że do tematu nie wrócę, a nawet że nie rozwinę go w większej formie (raportu lub poradnika).

Ps 3. Jeśli masz zamiar założyć biznes lokalny, pisz śmiało. Być może na bazie mojego 15-letniego doświadczenia jako przedsiębiorcy mogę podzielić się z tobą czymś, o czym nie wiesz, a wiedzieć powinieneś.

26 thoughts on “Jak założyć małą firmę lokalną i nie zbankrutować?

  1. Gastronomiczny biznes to ciężka działka. I do tego ogromnie kosztochłonna.

    Stosunek potencjalnego zysku do ryzyka jest zdecydowanie niekorzystny, więc aby w to wejść trzeba być naprawdę przekonanym co do tego.

    Dlaczego ludzie decydują się mimo wszystko zaryzykować? Często jest tak, że po prostu wydaje nam się, że zrobimy to lepiej niż poprzednicy.

    Druga kwestia: ludzie nie mają pieniędzy na restauracje. A już zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, stąd szanse na powodzenie takiego biznesu są naprawdę niewielkie.

  2. Zgadza się. A mówiąc o finansach, to biznes gastronomiczny, jak to powiedział ktoś z branży, może pochłonąć niemal każde pieniądze. Jednak jest coś, co jest warte uwagi.

    Z moich obserwacji wynika, że właściciele restauracji, które od wielu lat dobrze prosperują, poczynili spore inwestycje, nie zapominając o żadnym drobnym detalu.

    Restauracja to wieloletnia inwestycja, i tu leży najczęściej klucz do sukcesu: wytrwałość, konsekwencja, stała klientela, i oczywiście dobra płynność finansowa.

  3. A wypiek chleba na zakwasie w wynajmowanym lokalu ?? Sprzedaż do sklepóww, na zamówienie i na rynkuu ??

  4. Witam

    Pisał Pan, że pisać, bo teoretycznie potrafi Pan określić po lokalizacji, czy nowo otwarta restauracja jest skazana na upadek.
    Zastanawiam się nad założeniem pensjonatu – restauracji na max 80 os. + 10 miejsc do spania (dom z bali, klimat gór itd + zdrowa żywność). Miejscowość nie jest mała ale mikroskopijna, bo ma 1000 mieszkańców… można się zastanawiać skąd ten pomysł? Co weekend nasze miasteczko zamienia się w istną dżunglę turystów udających się w góry – czy to na przechadzkę czy na mszę, która odbywa się na szczycie. (Lokalizacja przyszłego pensjonatu byłaby właśnie w początku ich trasy górskiej). Licząc samochody pojawia się ich zawsze ok.100-150, nie wliczam autobusów i wycieczek. Jednak to jest okres średnio od marca do października. Z drugiej strony miejscowości(nie po drodze turystom bo trzeba zjechać w bok parę kilometrów) działa natomiast wyciąg i karczma, wszystko jednego właściciela, w zimie ma tłumy. Zastanawiam się, czy miałabym szanse utrzymać się i ‘zgarnąć” część jego klientów zimą, jako że zimą turystyka górska mocno maleje. Czy taka lokalizacja skazuje mnie na porażkę od początku?

  5. Odpowiem tak:

    1. Każda sytuacja jest inna i zależy od wielu, często unikalnych dla danej lokalizacji, czynników. Moje obserwacje wynikają z kilkunastu lat obserwowania jednej miejscowości, głównie pod kątem branży restauracyjnej, oraz z kilkunastu lat prowadzenia własnej działalności w branży usługowej. Z tego względu mogę jedynie podzielić się dosyć ogólnymi spostrzeżeniami. W celu dokładniejszej analizy, musiałbym uzyskać dostęp do dodatkowych informacji.

    2. Zacznę od tego, że jako punkt wyjścia obrałbym inną strategię: nie w odniesieniu do bezpośredniej konkurencji, tylko w odniesieniu do tego, CZYM i JAK można by wyróżnić pensjonat z restauracją, by temat konkurencji zszedł na dalszy plan. Zdaję sobie sprawę, że niekiedy wygrywa się w tej branży samą lokalizacją (trochę w tym szczęścia, rzadziej to przemyślana decyzja), nawet gdy poziom usług/dań jest daleki od ideału (niestety czasem tak bywa). Tak, tylko klienci z roku na rok stają się coraz bardziej wybredni i cenią sobie bardziej te obiekty, które czymś się wyróżniają. Niekiedy wystarcza perfekcyjna obsługa klienta, niekiedy jest to wyszukana karta dań, nietypowa nazwa, nazwisko kucharza, okoliczne atrakcje, obecność w social media. Możliwości bez liku.

    3. Z opisu wynika, że latem lokalizacja będzie sprzyjać, w zimie natomiast trudno oszacować ruch turystyczny w tym miejscu. Skoro u konkurencji jest wyciąg z karczmą, a poza tym nie ma w tej okolicy innych atrakcji o tej porze roku, to faktycznie sprawa jest poważna. Tym bardziej, że inwestycja w pensjonat i restaurację, plus jej bieżące utrzymanie, to bardzo duże koszty. Ryzyko więc jest, i to duże. Szacunki szacunkami, jednak nawet przy bardzo dobrej analizie rynku i z profesjonalnym biznesplanem, nigdy nic do końca nie wiadomo, a jak faktycznie będzie rozwijał się biznes, dopiero pokaże życie po ukończeniu inwestycji.

  6. Witam,

    Otworzyłam we wrześniu małą gastronomie, bar typu fast food. Przyznam, że piewszy miesiąc pozwolił mi na utrzymanie dwóch pracowników, z kolejnymi miesiacąmi było coraz gorzej. Być może wynikało to z nieoczekiwanych wydatków dodatkowych, zepsuty sprzęt itd. W przeciągu tych trzech mc. odkąd prowadzę działalność przewineło mi sie kilkoro pracowników. Przyznam, że o dobrego pracownika ba, o ludzi chcących pracować jest bardzo ciężko. Jak na specyfikę działalności zaoferowałam bardzo dobrą stawkę (porównując stawki jakie oferuje swoim pracownikom konkurencja). Uważałam, że będzie to zachęta do pracy. Myliłam się jednak strasznie. Pracownicy w szczególności Ci posiadający zwierzęta z checią i wrecz nagminnością przypalali jedzenie (mowa tu o mięsie do kebaba) a po zwróceniu uwagi po raz kolejny usłyszałam odpowiedz że ”nic sie nie zmarnuje…wezmę dla pieska :)) To samo dotyczy wynoszenia żywności, znikające 2kilogramowe bloki sera w przeciagu 2 dni, parówki itd. Personel pijący tez sie zadża :0. Pytania nowego kandydata dotyczące umowy typu… czy na umowie napisane jest kiedy mam sprzątać. Może coć ze mna jes nie tak, może jako świeżo upieczony przedsiębiorca nie znam się baź mam wygórowane wymagania ale przecież w takich miejscach jak fast food sprzatą się na bieżąco bo chodzilo by sie po kolana we frytkach. Dość o pracownikach. Po tych wszystkich przebojach zostałam z jednym pracownikiem. Zdaję sobie sprawę, że jezien/zima to dość ciężki okres dla gastronomii, tym bardziej szybkiej gastronomii. Klienci chwala niektóre dania. Ba wszystko co zamówie sprzedaje sie na bieżąco. Codziennie mam nowe dostawy. Przychody!! Jednak ich nie widzę. Pracownik ma płacone tygodniówki. W zasadzie ostatni dzien w jakim pracuje zarabia dla siebie na wypłate. Ja z kolei nie mam nic w portfelu. Dodam ze nie ruszam pieniedzy z kasy. Nie traktuje ich jako moj zarobek ale jako srodek obrotowy. Mówi sie ze jak interes nie przynosi przychodów w do pierwszych 3 mc nic z tego nie będzie. Prosze o opinie.
    Pozdrawiam

    1. Pani Moniko,
      Dziękuję za komentarz, a w zasadzie list. Oto moje uwagi:

      “Otworzyłam we wrześniu małą gastronomie, bar typu fast food. Przyznam, że piewszy miesiąc pozwolił mi na utrzymanie dwóch pracowników, z kolejnymi miesiacąmi było coraz gorzej. Być może wynikało to z nieoczekiwanych wydatków dodatkowych, zepsuty sprzęt itd. W przeciągu tych trzech mc. odkąd prowadzę działalność przewineło mi sie kilkoro pracowników.”

      W gastronomii rotacja pracowników zawsze jest duża, akurat to nie powinno ani dziwić, ani martwić. Choć znam wiele lokali, gdzie personel jest ten sam od lat. Nie ma tu jednej recepty, co najmniej kilka warunków musi być spełnionych jednocześnie: dobra, zadowalająca stawka, perspektywa ciągłości zatrudnienia, zgrany zespół, i poczucie, że to, co się robi, ma sens. W nowym lokalu będzie musiało się przewinąć kilku pracowników, aby wreszcie trafić na tych właściwych i skompletować dobry zespół. Inna kwestia – sposób prowadzenia rekrutacji. Większość niepokojących zachować można już wyłapać i zaobserwować na tym etapie.

      ” Przyznam, że o dobrego pracownika ba, o ludzi chcących pracować jest bardzo ciężko. Jak na specyfikę działalności zaoferowałam bardzo dobrą stawkę
      (porównując stawki jakie oferuje swoim pracownikom konkurencja). Uważałam, że będzie to zachęta do pracy. Myliłam się jednak strasznie. Pracownicy w szczególności Ci posiadający zwierzęta z checią i wrecz nagminnością przypalali jedzenie (mowa tu o mięsie do kebaba) a po zwróceniu uwagi po raz kolejny usłyszałam odpowiedz że ”nic sie nie zmarnuje…wezmę dla pieska :) ) To samo dotyczy wynoszenia żywności, znikające 2kilogramowe bloki sera w przeciagu 2 dni, parówki itd. Personel pijący tez sie zadża :0. Pytania nowego kandydata dotyczące umowy typu… czy na umowie napisane jest kiedy mam sprzątać. Może coć ze mna jes nie tak, może jako świeżo upieczony przedsiębiorca nie znam się baź mam wygórowane wymagania ale przecież w takich miejscach jak fast food sprzatą się na bieżąco bo chodzilo by sie po kolana we frytkach. Dość o pracownikach. Po tych wszystkich przebojach zostałam z jednym pracownikiem.

      Wbrew pozorom i oczywistościom, dobrze jest na początku współpracy wszystko wyjaśnić nowemu pracownikowi, nawet najmniejsze detale. Tym sposobem unikniemy może nie tyle rozczarowania, co najzwyklejszego niezrozumienia. Najgorsza rzecz w każdej firmie, także w małej gastronomii, to zła komunikacja na linii właściciel-pracownik. Jeśli tu dzieje się dobrze, zawsze można się dogadać, a dla firmy znaleźć najlepsze rozwiązania bieżących problemów.

      “Zdaję sobie sprawę, że jezien/zima to dość ciężki okres dla gastronomii, tym bardziej szybkiej gastronomii. Klienci chwala niektóre dania. Ba wszystko co zamówie sprzedaje sie na bieżąco. Codziennie mam nowe dostawy. Przychody!! Jednak ich nie widzę. Pracownik ma płacone tygodniówki. W zasadzie ostatni dzien w jakim pracuje zarabia dla siebie na wypłate. Ja z kolei nie mam nic w portfelu. Dodam ze nie ruszam pieniedzy z kasy. Nie traktuje ich jako moj zarobek ale jako srodek obrotowy. Mówi sie ze jak interes nie przynosi przychodów w do pierwszych 3 mc nic z tego nie będzie. Prosze o opinie.
      Pozdrawiam”

      Nie znam wielu szczegółów odnośnie Pani biznesu, tj. lokalizacji, konkurencji, miejscowości, jakości potraw i obsługi klienta, mogę wyrazić swoją opinię jedynie na bazie Pani listu. Brzmi ona tak: poszukałbym na Pani miejscu osoby, która ma doświadczenie w usługach i/lub w małej gastronomii, głównie po to, aby szybko znaleźć rozwiązanie swoich rozterek i skonfrontować swoje możliwości i oczekiwania. Co do sensowności prowadzenia biznesu, 3 miesiące to z jednej strony dużo, z drugiej mało, by pokusić się o wstępną ocenę. Jeśli są klienci i lokal dobrze rokuje na przyszłość, pozostaje zadbanie o lepsze relacje z pracownikami, lub zatrudnienie lepszych pracowników. Jednak z tego, co czytam, wynika, że wychodzi Pani na zero, co stawia pod znakiem zapytania rentowność biznesu w dłuższej perspektywie. Z doświadczenia powiem, że szanse na to, że uda się Pani lokal rozkręcić i na nim regularnie zarabiać, są znacznie mniejsze niż to, że się nie uda. Zachęcam więc Panią do jak najszybszego znalezienia kogoś bardziej doświadczonego w celu dokonania obiektywnej kalkulacji i oceny sytuacji.

  7. Witam . Chciał bym spróbować swoich sił w gastronomi , moje miasto liczy około 40 Tys mieszkańców , do tego ludzie z okolicznych wsi zjeżdżają się do centrum , w celu (zakupy,bank itp). Jeżeli chodzi o turystykę to jest to b.dobrze rozwinięte miasto , w centrum jest około 2-3 restauracje , i około 5-10 budek z kebabami (zapiekankami itp) . Odwiedziłem te restauracje i stwierdziłem że jest b.drogo , dlatego wpadłem na pomysł otworzenia coś w typie baru mlecznego, z niedalekimi dowozami , ponieważ jest trochę Firm w tym mieście , a co najważniejsze nie ma taniego jedzenia . Może i jest dobre jedzenie , ale bardziej by mi chodziło o ściągnięcie klienta dobrą ceną , smacznym jedzeniem , w sensie tym że w dzisiejszych czasach ludzie patrzą na wydawany każdy grosz , a co ja bym chciał osiągnąć , to właśnie takich ludzi do siebie przyciągnąć.
    Co do reklamy , nie poszedł bym w ulotki , tak jak Pan to opisał , po pierwsze i najważniejsze teraz głównym Spotem Reklamowym jest FACEBOOK , chodzi o to że nawet moi znajomi , ze szkół i nie tylko to jest około 500 osób z tego rejonu , Wiele osób namówił bym do reklamowania strony , odwiedzenia mojego punktu i tak że namawiania znajomych znajomych , a gdyby naprawdę ludziom smakowało jedzenie , szybko by się to rozeszło. Nieopodal są 2 licea , zawodówka , z których uczniowie wychodzą właśnie na kebaby , zapiekanki , obiady , a gdyby jedzenie było naprawdę tanie i dobre , to śmiem twierdzić że przyciągnął bym ich tym , a co najważniejsze jestem młodym człowiekiem , i znajomi właśnie uczęszczają do tych szkół , i naprawdę mogli by nakręcić tam dobrą reklamę. Myślałem również o przyciągnięciu ludzi mieszkających w blokach , to jest troszkę trudniejsza sprawa, dlatego myślałem żeby wydrukować zaproszenia , (troszkę kosztowne) pochodzić po osiedlu i pozapraszać ludzi na otwarcie , gdzie każde danie w pierwszym dniu kosztuje połowę ceny. Przy tym zrobić jakiś poczęstunek , żurek czy coś .

    Co do lokalu , to jest właśnie problem , bo musiał bym wynająć , przy czym moja Ciotka prowadzi sklep obuwniczy , około 30m2 i około 10-15m2 zaplecza i płaci 1000 zł + media . Dlatego to mnie troszkę odstrasza.

    Kucharza na oku mam wyśmienitego, jest to mój kuzyn , po szkole gastronomicznej aczkolwiek nie pracuje w swoim zawodzie, nie chce mi powiedzieć dlaczego , lecz stwierdzam że przekonał bym go do współpracy. Nie raz jadłem to co ugotował i nieraz śmiałem twierdzić że czegoś takiego dobrego to jeszcze nie jadłem. Nie ma może dużego doświadczenia w gastronomi , (Praktyka , + 2 lata pracy na kuchni, Gotował na Obiady na większe osiemnastki , komunie , wesela ) .

    Co do pieniędzy , to dowiedziałem się że można uzyskać 20 000 z bezrobocia na otworzenie działalności , dlatego mój wkład był by niewielki , przewiduję jakiś remont na początku ( Wymogi Sanepidu ) ,

    Chciał bym się dowiedzieć co Pan o tym sądzi , jaki jest mniej więcej dzienny koszt utrzymania takiego lokalu , media itp ,

    1. Dziękuję za zapytanie. Oto moja odpowiedź:

      “Witam . Chciał bym spróbować swoich sił w gastronomi , moje miasto liczy około 40 Tys mieszkańców , do tego ludzie z okolicznych wsi zjeżdżają się do centrum , w celu (zakupy,bank itp). Jeżeli chodzi o turystykę to jest to b.dobrze rozwinięte miasto , w centrum jest około 2-3 restauracje , i około 5-10 budek z kebabami (zapiekankami itp) . Odwiedziłem te restauracje i stwierdziłem że jest b.drogo , dlatego wpadłem na pomysł otworzenia coś w typie baru mlecznego, z niedalekimi dowozami , ponieważ jest trochę Firm w tym mieście , a co najważniejsze nie ma taniego jedzenia . Może i jest dobre jedzenie , ale bardziej by mi chodziło o ściągnięcie klienta dobrą ceną , smacznym jedzeniem , w sensie tym że w dzisiejszych czasach ludzie patrzą na wydawany każdy grosz , a co ja bym chciał osiągnąć , to właśnie takich ludzi do siebie przyciągnąć.”

      Konkurowanie niską ceną to, przynajmniej moim zdaniem, zły pomysł, i to z kilku powodów.

      Powód 1: Niska cena to przede wszystkim mniejsza marża i mniejszy zysk. A Pan chce wynająć lokal w centrum, przez co czynsz na pewno będzie wyższy niż dalej od centrum, i chce Pan zatrudnić co najmniej jednego pracownika. Czyli już na starcie mamy dwa konkretne koszty stałe. Plus wyposażenie i reklama, ważna zwłaszcza na samym początku, gdy decydować sie będą losy Pana punktu gastronomicznego – przyjmie się czy nie, czy kliencie będą woleli kupić i zjeść przekąskę u Pana, czy po staremu, u konkurencji.

      Powód 2: Niska cena jest w Polsce z definicji kojarzona z niższą jakością, więc taka strategia może, ale nie musi, bardziej odstraszac klientów niż ich przyciągać.

      Powód 3: Mały biznes gastronomiczny to i tak niewielkie ceny przekąsek. Klient nie zauważy różnicy między 7 zł u Pana a 8 zł u konkurencji, tak samo jeśli u Pana będzie drożej, np. 8,5 zł, a u konkurencji 8 zł. Bardziej będzie się liczyło, w oczach klienta, wyśmienity smak i apetyczny wygląd przekąski, czysty i schludny lokal/punkt, nieziemsko miła obsługa, do której przychodzi się nie tylko coś kupić, ale zamienić kilka miłych słów. I co najmniej kilkanaście innych czynników – cena w takim biznesie jest na samym końcu (jeśli mówimy o minimalnych róznicach cenowych w konkurencyjnych punktach).

      Powód 4: Klienci są w stanie zapłacić ciut więcej, jeśli są traktowani po ludzku, ciepło, po domowemu, jak dobry znajomy, czego w 90 procentach lokali gastronomicznych się nie spotyka. I tu należy szukać przewagi nad konkurencją.

      Powód 5: Lepiej mieć w ofercie coś, czego nie ma konkurencja, wtedy szansa na przyciągnięcie klientów jest dużo większa. Jeśli wszyscy w okolicy sprzedają burgery, frytki czy zapiekanki, trzeba zaskoczyć klientów czymś unikalnym, niezwykłym i super smacznym, np. bułki z pieczarkami, włoskie panini czy meksykańskie tacos. Pomysłów jest naprawdę sporo.

      “Co do reklamy , nie poszedł bym w ulotki , tak jak Pan to opisał , po pierwsze i najważniejsze teraz głównym Spotem Reklamowym jest FACEBOOK , chodzi o to że nawet moi znajomi , ze szkół i nie tylko to jest około 500 osób z tego rejonu , Wiele osób namówił bym do reklamowania strony , odwiedzenia mojego punktu i tak że namawiania znajomych znajomych , a gdyby naprawdę ludziom smakowało jedzenie , szybko by się to rozeszło. Nieopodal są 2 licea , zawodówka , z których uczniowie wychodzą właśnie na kebaby , zapiekanki , obiady , a gdyby jedzenie było naprawdę tanie i dobre , to śmiem twierdzić że przyciągnął bym ich tym , a co najważniejsze jestem młodym człowiekiem , i znajomi właśnie uczęszczają do tych szkół , i naprawdę mogli by nakręcić tam dobrą reklamę. Myślałem również o przyciągnięciu ludzi mieszkających w blokach , to jest troszkę trudniejsza sprawa, dlatego myślałem żeby wydrukować zaproszenia , (troszkę kosztowne) pochodzić po osiedlu i pozapraszać ludzi na otwarcie , gdzie każde danie w pierwszym dniu kosztuje połowę ceny. Przy tym zrobić jakiś poczęstunek , żurek czy coś .”

      Jeśli Pana grupą docelową ma być młodzież z okolicznych szkół, to po pierwsze warto pomyśleć o niecodziennej nazwie lokalu, typowo młodzieżowej, po drugie, zrobić wśród nich rozeznanie, co by chetnie kupowali w takim lokalu, czego im brakuje w obecnych lokalach i co im w nich się nie podoba? Na bazie takiej akcji sondażowej może Pan lepiej trafić z ofertą, a zarazem zbudować sobie bazę klientów czekających na otwarcie lokalu. A pomysł, by w pierwszym dniu zrobić promocję, oczywiście jest jak na miejscu, ważne tylko, żeby klienci przychodzi równomiernie, a nie tylko w wybrane dni promocji.

      “Co do lokalu , to jest właśnie problem , bo musiał bym wynająć , przy czym moja Ciotka prowadzi sklep obuwniczy , około 30m2 i około 10-15m2 zaplecza i płaci 1000 zł + media . Dlatego to mnie troszkę odstrasza.”

      Koszty można zmiejszyć, jeśli lokal otworzy Pan poza centrum, co w niektórych miastach ma sens, ale w Pana przypadku nie wiem, o jakie miasto chodzi, ani nie znam dokładnej lokalizacji centrum, ani specyfiki miasta – więc nie mam jak udzielić Panu odpowiedzi. Potrzebowałbym więcej danych.

      “Kucharza na oku mam wyśmienitego, jest to mój kuzyn , po szkole gastronomicznej aczkolwiek nie pracuje w swoim zawodzie, nie chce mi powiedzieć dlaczego , lecz stwierdzam że przekonał bym go do współpracy. Nie raz jadłem to co ugotował i nieraz śmiałem twierdzić że czegoś takiego dobrego to jeszcze nie jadłem. Nie ma może dużego doświadczenia w gastronomi , (Praktyka , + 2 lata pracy na kuchni, Gotował na Obiady na większe osiemnastki , komunie , wesela ) .”

      Brzmi nieźle, na małą gastronomię powinno wystarczyć, ale czy ma Pan plan B, gdyby kuzyn się rozmyślił, rozchorował lub zrezygnował?

      “Co do pieniędzy , to dowiedziałem się że można uzyskać 20 000 z bezrobocia na otworzenie działalności , dlatego mój wkład był by niewielki , przewiduję jakiś remont na początku ( Wymogi Sanepidu ).”

      Pomysł dobry, jeśli jest taka możliwość, warto poznać szczegóły (bo to od nich zależy, czy taka pomoc nie będzie wiązała się z karami lub koniecznością zwrotu w razie niepowodzenia).

      “Chciał bym się dowiedzieć co Pan o tym sądzi , jaki jest mniej więcej dzienny koszt utrzymania takiego lokalu , media itp ,”

      Pomysł jak pomysł, sukces zależy jednak od wielu czynników, o których w większości Pan nie wspomniał, albo które dopiero pojawią się w trakcie prowadzenia biznesu.

  8. Witam,
    chciałabym otworzyć mały punkt gastronomiczny zlokalizowany w pawilonach handlowych w jednej z dzielnic dużego miasta. Jest to miejsce, w którym w przewadze są punkty gastronomiczne typowe fast foody – kebab, dwa punkty orientalne, pizzeria, nowy punkt z burgerami. Pawilony zlokalizowane są przy głównej ulicy lecz lokal, który chcę wynająć jest w drugiej linii zabudowy. W lokalu tym poprzedni najemca prowadził sprzedaż suschi. Dokładnie przeczytałam Pana opinie na temat otwierania lokalu, w którym wcześniej prowadzona była podobna działalność i Pana uwagę, że lokal właściwie skazany jest na niepowodzenie. Według okolicznych sprzedawców w miejscu, w którym chcę otworzyć mały lokalik ( trzy stoliki) brakuje lokalu z daniami typowo obiadowymi takie polskie jedzenie, tradycyjny schabowy i dobre zupy. Sama będę przygotowywała potrawy a obsługą kelnerską zajmie się mój syn. Czy na podstawie podanego opisu mógłby Pan określić jakie mam szanse na powodzenie
    Pozdrawiam

    1. Witam,
      Zadała Pani pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi, i w zasadzie nikt nie udzieli Pani jednoznacznej odpowiedzi. Czynników, które mogą zadecydować o powodzeniu lub porażce jest niezliczona ilość. Pozwolę sobie więc wypunktować kilka ważnych sugestii:

      1/ lokalizacja ma decydujące znaczenie, jeśli chodzi o ruch klientów – z moich obserwacji wynika, że
      czasem 50 metrów, nawet w małej miejscowości, ma znaczenie i decyduje o losach lokalu,

      2/ lokalizacja, nawet najlepsza, może nie pomóc, gdy czynsz lokalu jest zbyt wysoki do
      osiąganych przychodów – a o tym często można się przekonać dopiero, gdy lokal już działa,
      a czynszu nie można już negocjować,

      3/ w lokalu, który chce Pani wynająć, było sushi, a teraz Pani zamierza serwować kuchnię polską –
      to oznacza, że będzie Pani docierała do zupełnie innej grupy klientów,
      a ceny, jak się domyślam, też będą niższe niż w przypadku sushi –
      może się więc okazać, że Pani lokal będzie popularniejszy od poprzednika,

      4/ oprócz lokalizacji, inne ważne czynniki, które mogą zadecydować o powodzeniu, to:
      - sympatyczna obsługa, z którą można zawsze zamienić kilka ciepłych słów,
      - apetycznie podawane i reklamowane dania,
      - czynsz do udźwignięcia (w dużych miastach sporo dobrych lokali i kawiarni upada z powodu wysokiego czynszu),
      - jakakolwiek cecha, dzięki której lokal wyraźnie odróżnia się od lokalnej konkurencji – może to być sposób serwowania potraw,
      same potrawy, historia związana z właścicielem/lokalem/dzielnicą, idealnie: coś, co sprawia, że ludzie polecają lokal znajomym,
      - estetyczne i czyste wnętrze lokalu, oraz samo otoczenie lokalu.

      Lokalizacja nie musi więc oznaczać, że lokal z góry jest skazany na porażkę,
      bo przypuszczam, że nie wie Pani do końca, jaki były przyczyny zamknięcia poprzedniego lokalu
      (zbyt wysoki czynsz, kłopoty finansowe właściciela, zbyt mało klientów, nietrafiony pomysł z sushi,
      a może po prostu fatalna obsługa?). Dodam tylko, że w mojej najbliższej okolicy nie przetrwał ani jeden lokal z sushi,
      i tylko w jednej lokalizacji udało się go zastąpić z powodzeniem inną ofertą gastronomiczną – czekoladziarnią (w miejscowości turystycznej).

      Pozdrawiam

  9. Witam,
    Chciałabym założyć małą przytulną restaurację a raczej połączenie pierogarni i naleśnikarni. Serwowane byłyby również zupy, kawa z ekspresu, grzane wino. Chciałabym stworzyć lokal z klimatem. W mojej miejscowości liczącej 15tyś. mieszkańców nie ma ani jednego podobnego lokalu. Z relacji ludzi (pracuję w pizzerii u brata, która bardzo dobrze prosperuje) wynika, że właśnie tego typu jedzenie ma szanse przebicia. Lokal, który chciałabym wynająć został właśnie wybudowany i znajduje się na dużym osiedlu przy centrum sklepów typu Neonet, Intermarche,apteki, stacji benzynowej i myjni samochodowej, przebiega tam droga główna do większych miejscowości. Jest tam też bardzo dużo miejsca na zrobienie dodatkowego ogródka na świeżym powietrzu, dobry dojazd i bezpłatny parking (przy żadnym lokalu gastronomicznym w naszym mieście nie ma bezpłatnego parkingu). Mam 5letnie doświadczenie w gastronomi, kursy baristyczne i barmańskie. Moja mama świetnie gotuję i również pracowała w restauracji, teraz pomagałaby mi, myślę też o dowozie do klienta, czym zajmowałby się mój chłopak. Najgorszy oczywiście jest czynsz, gdyż to nowiutki lokal, który w przyszłości można wykupić. Koszta są dość dobrze obliczone, dostosowaniem lokalu zająłby się mój tata, który wykończył już pizzerię dla brata, a właśnie brat pomógłby mi z całą biurokracją, jak i dał niektóry sprzęt potrzebny do kuchni i na bar. Sama mam odłożone ok 20tyś. I staram się o dotację(jak na razie to nie jest aż takie proste). Czy po tym co opisałam mam szansę utrzymania się, czy wielu rzeczy nie uwzględniłam ? Jest to stary pomysł i myślę, że czas na realizację. Jak każdy zakładający swój biznes obawiam się, że nie wypali, dlatego proszę o kilka rad. Pozdrawiam Joanna

    1. Dziękuję za pytanie. Oto moje uwagi:

      1. Fakt, że nie ma ani jednego podobnego lokalu, nie świadczy o braku konkurencji. Konkurencja jest bowiem w Pani przypadku bardzo szeroka: inne lokale gastronomiczne w okolicy, przekąski na stacjach benzynowych, a nawet posiłki spożywane w każdym domu. To sprawia, że sukces odniesie Pani dopiero wtedy, gdy uda się Pani zmienić obecne nawyki osób, które miałyby się stołować w Pani lokalu.

      2. Teoretycznie bezpieczniej otworzyć kolejną pizzerię (co dowodzi, że jest rynek na takie usługi), niż pierogarnię/naleśnikarnię (gdzie rynek dopiero trzeba stworzyć od zera). Znam miasta, gdzie takie lokale jak pierogarnie czy naleśnikarnie funkcjonują całkiem nieźle, a znam też takie, gdzie taki biznes się nie przyjął i lokale zostały po pewnym czasie zamknięte. Nie ma tu więc żadnej reguły ani żadnej gwarancji powodzenia, tym bardziej że lista czynników wpływających na ewentualny sukces jest naprawdę bardzo długa.

      3. Na plus przemawia w Pani sytuacji doświadczenie rodziny w gastronomii i możliwość wsparcia finansowego od bliskich.

      4. Co do ewentualnego finansowania unijnego, uczulam na jedną kwestię: po otrzymaniu dotacji (w zależności od konkretnego programu) najczęściej trzeba lokal prowadzić przez parę lat, co jest o tyle niebezpieczne, że jeśli lokal okaże się nierentowny, trzeba będzie do niego stale dopłacać (i utrzymywać personel), bo w przeciwnym razie będzie musiała Pani zwrócić dotację. Znam taką sytuację – w mojej okolicy aż dwa lokale borykają się z tym problemem.

      5. Z tego, co Pani opisuje, wnioskuję, że lokalizacja jest najlepsza z możliwych.

      Co do reszty, trudno mi się ustosunkować, nie znając bliższych szczegółów.

      Biznes jak najbardziej może nie wypalić, czego się Pani słusznie obawia. Polecam zastosować jedną z technik pozwalających dokonać pogłębionej analizy. Proszę sobie wyobrazić siebie za rok w sytuacji, gdy biznes się nie powiódł i z tej perspektywy odszukać czynniki, które przyczyniły się do porażki. Wiem, że może to działać jak zimny prysznic, ale plusem takiego podejścia jest fakt, że z pewnością zwróci Pani uwagę na czynniki, które do tej pory Pani pomijała.

      Decyzja – otwierać czy nie – będzie zapewne trudna, mimo wszystko życzę oczywiście powodzenia!

  10. Witam mam pytanie odnośnie lokalizacji , myśle nad otworzeniem małej gastronomii na własnej działce pod inwestycje mieści sie w niedużej miejscowości obok działki znajduje sie gimnazjum szkoła podstawowa przedszkole za ogrodzeniem maksymalnie 5 metrów jest rzeka na której cały rok organizowane sa spływy kajakowe jest to szlak bursztynowy czy jest to dobry plan otworzenia jedzenia mam na myśli nie pizzę lekkie Dania kanapki świeże soki , itp , z góry dziękuje , pozdrawiam serdecznie Ania

  11. Witam serdecznie.
    Na wstępie przepraszam za zbyt długi tekst ale jakoś tak miałem wenę:)
    Chciałbym podzielić się oraz poznać opinie na temat mojego pomysłu – nie chodzi mi odpowiedź na pytanie czy na pewno mi się uda czy nie, tylko czy pomysł jest interesujący.
    Od jakiegoś czasu – ok. 3 miesięcy – poważnie myślę o otwarciu tzw małej gastronomii.
    Docelowo planuje mieć 2 przyczepy gastronomiczne oraz dwie wojskowe kuchnie polowe.
    Zatem zacznę od początku…:
    Na początku chciałbym postawić jedną przyczepę gastronomiczną obok dużego sklepu – 10 metrów od wejścia, 2 metry od automatów do gier i ok. 2 metrów od bankomatu:). Zainteresowała mnie ta lokalizacja ponieważ w promieniu ok. 1 km jest aż pięć dużych supermarketów i jedna stacja paliw a serwowanej przeze mnie żywności nikt nie ma.
    Otóż w miejscu tym między innymi serwowałbym to co pamiętam z dzieciństwa i niby można to gdzieś kupić czyli GOTOWANA SŁODKA KUKURYDZA. Czytałem troszkę na ten temat i można dostać przez cały rok naszą polską kukurydze cukrową która po zamrożeniu wytrzyma ok 10 miesięcy. Więc z produktem nie było by problemu a smakuje identycznie jak świeża. Cena kukurydzy 5 zł koszt a koszt jej produkcji ok. 2 zł po za sezonem a w sezonie letnim ok 0,40 gr. W tym samym miejscu chciałbym również sprzedawać kurczaki z rożna bo jest tylko taki jeden punkt w mieście ( miasto ok. 50000 mieszkańców) oraz robiące hit teraz “zakręcone frytki” oraz kawę, herbatę i napoje.
    Druga przyczepa zlokalizowana była by przy ulicy przez którą dziennie przechodzi paręnaście lub i więcej osób idących ze stacji PKP i PKS do szkół, pracy i studenci. W tym miejscu również była by kukurydza ale z innym (myślę że doskonałym produktem) czyli gotowymi śniadaniami. Była by to świeża bułka zapakowana w ładnej torebeczce papierowo – foliowej. Przewiduje 5 rodzai bułek plus 5 rodzai świeżych sałatek – teraz kobiety mają fioła na punkcie odchudzania:) koszt produkcji jednej bułki ok. 1.30 zł a sprzedawane by były po 2,50 zł. Myślę że ten drugi punkt też by miał sporą szansę na sukces ponieważ dzisiaj każdy jest tak zabiegany że nie zawsze ma czas wstać rano pół godziny wcześniej, pójść do sklepu i przygotować sobie śniadanie. Lepiej wydać te parę złoty i poleżeć w cieplutkim łóżeczku choćby te parę minut dłużej. Dodatkowo w tym miejscu serwowane by były kawy z ekspresu w kubeczkach zamykanych od góry dla osób idących rano w/w ulicą.
    Trzecim elementem mojego pomysłu jest zakup dwóch wojskowych kuchni polowych. Pierwsza przyczepa “pracowałaby” codziennie. Chciałbym ją ustawić w całkiem innym mieście oddalonym o 50 km i liczącym ponad 200 000 mieszkańców. Serwowana by była w niej prawdziwa grochówka wojskowa, bigos, żurek oraz parzona biała kiełbasa. Oczywiście do kuchni polowej planuję dostawić namiot oraz dwa stoliki i 4 ławki. W sezonie letnim tzn koncertowo – wypoczynkowym chciałbym “obsługiwać” imprezy plenerowe serwując gorące dania przez cały dzień.
    Koszt produkcji talerza czyli ok. 600 ml grochówki to ok. 1,60 a sprzedaż po 5 zł.
    Natomiast drugą kuchnię wypożyczałbym na różne imprezy okolicznościowe tzn. imprezy firmowe, kuligi, imprezy integracyjne polowania, zawody wędkarskie itp.
    Mam nadzieję że z “grubsza” opisałem mój pomysł i widzę w nim więcej zalet niż wad. Podstawową sprawą która przemawia za wypaleniem tego typu biznesu jest mobilność. W tym momencie odpada nam ryzyko lokalizacji bo w sumie w każdym momencie możemy ją zmienić gdyż przyczepy jak i kuchnie są mobilne. Kolejnym atutem według mnie jest fakt że serwowane w nich potrawy są rzadkością i przypuszczam że kolejna budka z kebabami czy hamburgerami to już przesyt a widząc coś innego jednak interesuje to ludzi.
    Prosiłbym o opinię na powyższe pomysł gdyż nie staram się być tzw “gorącą głową” tylko próbuje podejść do tematu spokojnie.
    Pozdrawiam Piotr

    1. Witam,
      Mobilne biznesy gastronomiczne faktycznie są w modzie i ich finanse często się “spinają”. Pomysł jak pomysł, wszystko zależy od jego realizacji. Co do szczegółów biznesplanu, trzeba by poświęcić sporo czasu, by przeanalizować jak najwięcej czynników. Nie polecam zawierzaniu tylko intuicji, dobrze jest przed podjęciem każdej decyzji biznesowej oprzeć się na twardych danych (analiza rynku, konkurencji, natężania ruchu klientów w danej lokalizacji itp.).
      Z mojej strony, przy tak niepełnych informacjach, mogę jedynie podsunąć kilka kwestii do przemyślenia:
      - jak wcześniej oszacować liczbę potencjalnych klientów, którzy będą w stanie wydać kilka-kilkanaście złotych w Pana przyczepie, akurat wtedy, gdy będą w najbliższej okolicy
      - jak silna jest konkurencja w najbliższej okolicy i co zrobić, by się wyróżnić (wskazówka: jakością, dlatego mrożona kukurydza średnio mi tu pasuje)
      - co zrobić, by zminimalizować ryzyko porażki.
      Pozdrawiam
      Wojciech Głąbiński

  12. Witam
    Przymierzam sie do otwarcia serwisu komputerowego w małej miejscowosci 2500 osob okolo z czego wiekszosc to wojskowi gdyz miesci tu sie jednostka wojskowa dosc duza 3 tyś zatrudnionych zolnierzy, do najblizszych miast jest 30 i 20 km celowal bym w uslugi gdyz nowe rzeczy ludzie wola kupywac w miastach, posiadam sporą wiedzę w tej dziedzinie i caly czas sie rozwijam lecz obawiam sie ze to zbyt mala miejscowosc i jesli otworzyl bym lokal to szybko bym popadl w dlugi a jesli bylbym soecjalista na telefon to wiekszosc ludzi wolala by i tak jechac do miasta bo wola markowy serwis daleko niz kogos na miejscu no i obawiam sie ze w tak małej miejscowosci ludzie nie będą chcieli dac ci zarobić ze wzgledu ze duzo ludzi mnie zna i beda chcieli wszystko po kolezensku. Prosze o jaka kolwiek porade.
    Pozdrawiam.

    1. Usługi to w Pana wypadku słuszny wybór, przynajmniej w wersji “na telefon”. O lokalu mógłby Pan zacząć myśleć, gdyby okazało się, że pomysł się sprawdził. W małych miastach od lat funkcjonują firmy o profilu “pogotowie komputerowe”, oferując szybkie wsparcie w sytuacjach awaryjnych. Pojawia się też coraz więcej szkoleń, kursów, a nawet indywidualnych lekcji dla seniorów i emerytów. Te dwie nisze mogą być całkiem opłacalne. Co do żołnierzy, trudno powiedzieć, ilu potencjalnych klientów może Pan tam pozyskać.

      Radziłbym najpierw zrobić wstępne rozeznanie i chociaż orientacyjnie dowiedzieć się:
      - z jakich usług i jak często potrzebują pomocy ze strony specjalisty komputerowego miejscowi i żołnierze,
      - ile obecnie płacą i ile ewentualnie byliby skłonni zapłacić za takie usługi na miejscu,
      - kto jest dla Pana bezpośrednią konkurencją (być może salony komputerowe w najbliższych miastach świadczą usługi dużo taniej niż Pan planuje, co może stawiać pod znakiem zapytania sensowność całego pomysłu).

      Generalnie rzecz ujmując, zamierza Pan działać na bardzo małym rynku. Jedyna sensowna rada to testować cały pomysł na zasadzie prób i błędów, a także dużo pytać i rozmawiać z potencjalnymi klientami. Być może nakieruje to Pana na lepszy pomysł, lub pozwoli bardziej sprecyzować bieżący. Pozdrawiam, Wojciech Głąbiński

  13. Witam!

    Piszę jako świeżo upieczona posiadaczka umowy najmu lokalu pod małą gastronomię, a mianowicie baru a la bistro. Lokal razem z częścią sanitarno-kuchenną ma ok. 120 m2. Strefa dla klienta to ok 80m2 (plus w słoneczne dni miejsce na bujaną ławeczkę i ogródek piwny). Koszt czynszu to 2500 zł miesięcznie.
    Jest to świeży budynek, w którym nic nigdy wcześniej nie było. Oddalony jest o ok. 50 m od centrum miasteczka liczącego ok. 14 000 mieszkańców (w którym nie ma centrum handlowego ani większych przedsięwzięć, czy też szlaku turystycznego).
    W okolicy jest już kilka lokali. Dwie budki stricte z kebabem cieszące się sporym powodzeniem, mały punkt z domowymi daniami, głównie na wynos oraz cukiernio-kawiarnia z pysznymi wypiekami.
    Niestety nigdzie w okolicy nie ma miejsca, w którym oprócz pysznego jedzenia, można by usiąść, spotkać się z przyjaciółmi, wypić piwko ( bo tylko taki rodzaj alkoholu zamierzam sprzedawać), pooglądać meczyk lub uraczyć się filiżanką ulubionej kawy. Z przeprowadzonej “wizji lokalnej” jest ogromny popyt na takie miejsce, choć nie wiem czy to tylko takie czcze gadanie.
    Co do serwowanych dań… Zamierzam, oprócz kebaba i słusznych rozmiarów hamburgera z “domowej roboty” mięsem wołowo-wieprzowym w proporcjach 70/30 %, zaserwować na słodko naleśniki typu crepes ( w miasteczku obok cieszą się spotym powodzeniem – mimo ceny 7zł za sztukę) oraz jednego dania głównego codziennie (np. pon- zupa brokułowa z grzankami, pt – pierogi 3 rodzaje).
    Póki co mam masę zapału i planuję prowadzić bistro wraz z jedną sprawdzoną pracownicą oraz z weekendową pomocą męża.
    Co Pan o tym sądzi? Przepraszam za chaotyczny styl, ale starałam się po krótce przedstawić wszystkie najważniejsze elementy… Pozdrawiam!

    1. Witam,
      Wobec braku wielu istotnych szczegółów w powyższym opisie, trudno mi oceniać szanse powodzenia tego biznesu. Ale skoro lokal wystartował, a umowa podpisana, pozostaje mi jedynie zadać kilka pytań:
      1/ Czy wyniki “wizji lokalnej” z kimś Pani konsultowała (np. z osobą doświadczoną w branży?)
      2/ Czy ma Pani pewność, że wyniki “wizji lokalnej” są wiarygodne i można na nich opierać decyzje biznesowe odnośnie swojego biznesu?
      3/ Czy przed podpisaniem umowy najmu zasięgnęła Pani porady prawnej i na jej bazie wynegocjowała Pani poprawki do umowy, tak aby w równym stopniu uwzględniała prawa i obowiązki obu stron?
      4/ W jaki sposób zabezpieczyła Pani swoje interesy na wypadek niepowodzenia? (elastyczny termin wypowiedzenia umowy? brak kredytu czy leasingu?) lub nagłych zdarzeń losowych (ubezpieczenie?)
      5/ Co dokładnie chce Pani osiągnąć w ciągu 6 miesięcy/12 miesięcy/24 miesięcy? (np. jaki konkretny pułap przychodów jest Pani celem?)
      Mam nadzieję, że odpowiedzi na powyższe pytania okażą się pomocne w podejmowaniu kolejnych decyzji.
      Życzę powodzenia!

  14. Witam, Chcemy z żoną założyć firmę gastronomiczną, dlaczego do Pana pisze. Ponieważ boimy się że coś może pójść nie tak. Mieszkamy w średnim mieście ok 180 tyś mieszkańców, upatrzyliśmy sobie lokal na obrzeżach miasta taka “Sypialnia Centrum” Wcześniej w tym miejscu był sklep spożywczo-monopolowy utrzymał się ok 4,5 lat od roku nic tam nie ma. Przechodząc do konkretów, chcemy otworzyć Naleśnikarnie również z daniami obiadowymi opartych na cieście naleśnikowym czyli domowe uszka, domowy makaron domowe piergi itd. w pobliżu jest bardzo znana i lubiana piekarnia oraz kościół, dopiero jakiś kilometr dalej znajduje się luksusowa restauracja która istnieje już ładnych pare lat a w drugą strone ok kilometra znajduję się fast-food, PUB oraz Biedronka :D lokal znajduje się przy drodze która prowadzi do osiedla. wyliczyliśmy sobie że na uruchomienie biznesu bedziemy potrzebowali ok 30 – 35 tyś PLN. Chcemy aby to była restauracja przyjazna dziecku czyli w lokalu zabawki dla dzieci oraz specjalne nazwy na różne potrawy dla dzieci. Ale nie tylko chcemy również stworzyć atmosferę dla rodziców aby poczuli się jak w latach których się poznali gdy dziecko się bedzie bawić Oni będą czekać na danie oraz świetnie się bawić. Czy mamy szanse na takim osiedlu stworzyć coś tak fantastycznego?

    1. Witam,
      Szansa zawsze jest, pytanie, czy ją Pan wykorzysta, a to zależy od bardzo wielu czynników. Można stworzyć świetny lokal, ale przeliczyć się co do lokalizacji. Bywają też średnie jakości lokale, które głównie dzięki doskonałej lokalizacji mają zapewniony stały dopływ klientów.

      Co do samego pomysłu: lokale z domową, niedrogą kuchnią biją w niektórych znanych mi miastach rekordy popularności (obiad dwudaniowy kosztuje niekiedy nawet poniżej 10 zł). Z Pana opisu wynika, że celem jest stworzenie miejsca dla rodzin z kuchnią domową. Z tym że niekoniecznie jedno z drugim pasuje – z moich obserwacji wynika, że tania kuchnia domowa przyciąga raczej inną klientelę niż całe rodziny.

      Moje pytanie brzmi: co będzie główną atrakcją Pana lokalu? Czym przede wszystkim będzie chciał Pan przyciągnąć klientów? Jeśli odpowie Pan sobie na to pytanie, z pewnością będzie później łatwiej planować pozostałe kwestie.

      Pozdrawiam i życzę sukcesu
      Wojciech Głąbiński

  15. Witam,
    Bardzo zainteresował mnie Pana wpis i wszystkie pytania i odpowiedzi. Od jakiegoś czasu marzę o własnej Kawiarni wraz z serwowaniem win. Miasteczko ponad 6000 mieszkańców w woj. śląskim. Lokalizacja lokalu który mam na myśli i jest do wynajęcia 100 m od ścisłego centrum ( Rynku ) i przystanku autobusowego. Lokal znajduje się przy drodze do Urzędu Starostwa i drodze wjazdowej. Około 100 m od lokalu jest Pizzeria. W miasteczku jest znajdują się w sumie dwie pizzerie druga oddalona o 1km od mojego lokalu. Stacja benzynowa 500 m od lokalu ( kawa na wynos za 5 zł piłam , smakuje jak najgorsza kawa rozpuszczalna) Kolejna stacja benzynowa ( Orlen ) oddalona o 2km wiadomo Orlen Cafe.
    W rynku znajduje się Cukiernia sprzedająca kawę i herbatę w papierowych kubkach i bez toalety. 200 m od lokalu znajduje się siedziba ZUS i KRUS. Kolejnym lokalem jest Kebab z lodziarnią w którym podobno nawet kawa jest przesiąknięta zapachem kebaba.Mam fundusze na umeblowanie i dostosowanie lokalu do kawiarni ( sporo wyposażenia mogę kupić jako używane co bardzo obniży koszty startu kawiarni ). Ciepła , miła atmosfera ze starymi zdjęciami miasteczka na ścianach. Kącik z książkami i gazetami, wi-fi i relaksująca muzyka. Ciepłe oświetlenie i unoszący się zapach kawy i grzanego wina zimą , latem na miejscu robiona Sangria i świeżo wyciskane soki. Planuję także serwować kawę na wynos czego nie ma w miasteczku ( oprócz Cafe Orlen ale dojazd tylko samochodem) i była by to nowość plus oczywiście kawa i herbata na w lokalu z włoskiego ekspresu :). Ciastka i słodkie przekąski oraz sery i przekąski do wina. Przyjemna muzyka , miła atmosfera i uśmiechnięta obsługa ( przez 3 miesiące będę w lokalu osobiście , bezpłatny urlop z pracy po tym czasie nadal będę pracować a w lokalu zatrudnię dwie dziewczyny ) O klimacie lokalu mogłabym się rozpisywać.I tu moje pytanie . Z opinii nie tylko znajomych wiem że brakuje miejsca w mieście żeby posiedzieć i spotkać się ze znajomymi na dobrej kawie. Cena kawy oscylowała by w granicach 4 zl za espresso i 7 zł za latte oraz wino na kieliszki od 5 zł w górę. Zrobiłam już wstępną kalkulację ale nadal mam wątpliwości do do słuszności decyzji. Czy pomysł wydaje się dobry? Nie przerażają mnie koszty stałe bo mam pracę i z niej stać by mnie było na dofinansowanie w sytuacji awaryjnej choć staram się być optymistką. Obecnie pracuję w obsłudze klienta i wiem jak przeszkolić personel. Z góry dziękuję za opinię :) Pozdrawiam

    1. Witam,

      Pomysł jest jak najbardziej dobry, a czy biznes okaże się opłacalny, będzie się można dowiedzieć dopiero po pewnym czasie funkcjonowania kawiarni. Zawsze jednak można zwiększyć szanse na sukces i obniżyć ryzyko porażki. Stąd na początek kilka pytań z mojej strony:

      1/ na jakiej bazie sporządziła Pani kalkulację opłacalności tego pomysłu (np. na podstawie obserwacji innych kawiarni w innych miejscowościach, szacując ilość klientów i wysokość przychodów?)
      2/ przy ilu klientach dziennie i przy jakiej średniej kwocie przychodów od jednego klienta dziennie będzie Pani w stanie wyjść na zero?
      3/ jak wysokie będą koszty stałe (w stosunku do planowanych przychodów) i jak będzie się Pani starała je zminimalizować lub ograniczyć ich ryzyko długoterminowe (np. dobrze zawarta umowa najmu)?

      Z moich obserwacji wynika, że dobra kawiarnia ma szansę się utrzymać nawet przy obecności konkurencji, o ile spełni trzy podstawowe warunki:

      1/ zapewni niepowtarzalną atmosferę i klimat, dbając o stałych klientów nietuzinkowy sposób,
      2/ zapewni co najmniej dobrą, jak nie rewelacyjną, obsługę klienta – obecnie nawet “dzień dobry” ze strony personelu jest nadal rzadkością w wielu lokalach,
      3/ zaoferuje coś, co stanie się symbolem, znakiem rozpoznawczym danej kawiarni (np. lokalny przysmak w innej wersji), co będzie stanowić pretekst do częstszego odwiedzania lokalu przez mieszkańców i przyjezdnym.

      W Pani opisie martwią mnie jednak dwie sprawy:

      1/ opinia znajomych co do sensowności otworzenia kawiarni to dla mnie zbyt mało,
      2/ liczba mieszkańców to jeszcze zbyt mało, by wyrokować co do opłacalności biznesu, proszę zawęzić kryteria i spróbować oszacować liczbę potencjalnych klientów, którzy:
      - piją kawę w domu w Pani miejscowości i okolicach,
      - piją kawę nie tylko w domu, ale także gdzie indziej, na stacjach benzynowych, w kawiarniach itp.
      - którzy cenią dobrą kawę i są w stanie zapłacić 4-5 zł za idealnie przyrządzoną kawę – pragnę przypomnieć, że w tej cenie można kupić całą paczkę kawy (250g) i zrobić z niej w domu 10-20 filiżanek kawy,
      - będą mieli pretekst do wstąpienia do Pani lokalu,
      - będą z czasem stałymi klientami,
      - będą pojawiać się w Pani lokalu tylko raz, albo bardzo rzadko (np. wyjazdy służbowe).

      Mam nadzieję, że moje uwagi przydadzą się w dalszym procesie podejmowania decyzji co do otwarcia lokalu.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      Wojciech Głąbiński

  16. Obsługujemy wiele lokali gastronomicznych i niestety ale w tej branży jest największa rotacja najemców lokali. Mimo naszego (tak myślę) zdrowego podejścia do klientów gastro, mam na myśli wysokie rabaty to nie zawsze to działa gdy nie ma w lokalu klientów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *


+ 3 = 6

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>