Category Archives: Własna firma

Uczmy się od prawdziwych ekspertów

Otrzymałem sygnały, że poprzedni artykuł zatytułowany “Unikajmy porad ludzi sukcesu, czyli błąd selekcji danych w praktyce” wymaga uzupełnienia i dodatkowego wyjaśnienia. Ten post proszę więc potraktować jako ciąg dalszy tamtego wątku.

1. Nie każdy ekspert zasługuje na zaufanie

Ekspertem jest ten, kto posiadł specjalistyczną wiedzę w danej dziedzinie i zyskał dzięki temu uznanie w konkretnej społeczności. Przynajmniej tak nam się wydaje. Dlatego proponuję, w dużym uproszczeniu, przyjąć za właściwy punkt wyjścia do dalszej analizy rozróżnienie na dwa rodzaje ekspertów: na tych fałszywych, i na tych prawdziwych. Co przez to rozumiem?

Ekspertem fałszywym będą nazywał osobę, która jest postrzegana za autorytet w danej dziedzinie, lub za taką się uważa, de facto nim nie będąc. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogą być:

- katastrofalne luki w jej wiedzy specjalistycznej, mimo legitymowania się stopniem naukowym,
- skłonność do formułowania reguł mających obowiązywać w danej dziedzinie na podstawie swojego wąskiego doświadczenia,
- pomijanie konsensusu naukowego lub dostępnych danych i statystyk,
- manipulowanie danymi w celu udowodnienia za wszelką cenę swojej teorii czy hipotezy,
- pseudonaukowe wypowiedzi rzucające cień na dotychczasowy dorobek tej osoby,
- lub uzurpowanie sobie prawa do prognozowania w dziedzinach, które są zupełnie nieprzewidywalne, i tym samym wprowadzanie swoimi wypowiedziami w błąd opinii publicznej.

Innym wariantem fałszywego eksperta jest osoba, która funkcjonuje w dziedzinach pseudonaukowych, i w tych kręgach cieszy się estymą i autorytetem, mimo propagowania treści błędnych z naukowego punktu widzenia, i często szkodliwych lub wręcz niebezpiecznych dla zdrowia.

Ekspertem prawdziwym będzie natomiast osoba, która od lat doskonali swoje umiejętności w konkretnej dziedzinie, poznała od podszewki tajniki swojej profesji, i posiada coś, co można nazwać wiedzą ekspercką. To dzięki niej ekspert potrafi rozpoznać w danej sytuacji schematy i prawidła, czego nie potrafi dokonać żaden laik.
Dodam tylko, że nie będzie nim więc astrolog, będący “ekspertem” w dziedzinie pseudonaukowej, rzekomo potrafiący rozpoznać ukryte schematy w układzie gwiazd. Będzie nim natomiast astrofizyk, potrafiący odkryć nową planetę na podstawie spadku jasności gwiazdy podczas tranzytu astronomicznego.

Prawdziwym ekspertem może być zarówno naukowiec, ale też trener sportowy, księgowy, kierowca, analityk finansowy czy handlowiec. Każdy z nich, po latach nauki, szkoleń i na bazie własnego doświadczenia, zyskuje unikalny zestaw umiejętności, z których część wykorzystuje na co dzień, a część w sytuacjach wyjątkowych.

Im lepszy ekspert, tym lepiej poradzi sobie właśnie pod presją czasu, gdy szybko trzeba znaleźć rozwiązanie skomplikowanego problemu na bazie dotychczasowej wiedzy i doświadczenia.

2. Ekspert w biznesie

Nasuwa się jednak pytanie: jak odróżnić eksperta prawdziwego od fałszywego w realiach biznesowych? Kogo warto słuchać, a kogo lepiej zignorować? Oto kilka sugestii:

Fałszywy ekspert w biznesie:

- będzie koncentrował się na własnych sukcesach, własnych pomysłach, opowiadał anegdoty i barwne historie, z czego zazwyczaj dla słuchacza niewiele będzie wynikało, właśnie ze względu na błąd poznawczy zwany błędem selekcji danych lub błędem przetrwania,

- będzie twierdził, że dokładne postępowanie według jego wskazówek zagwarantuje nam sukces,

- będzie miał znacznie więcej wiedzy teoretycznej niż praktycznej, klasycznym przykładem są wykładowcy szkół biznesu, którzy nigdy nie prowadzili własnej firmy (nie mówię o jednoosobowej działalności gospodarczej, bo to najczęściej nie jest firma z prawdziwego zdarzenia)

- na podstawie jednego przykładu (sukcesu lub porażki, własnego lub cudzego) będzie wyciągał wnioski na temat wszystkich firm lub całej branży,

- będzie nam nakazywał konsekwentne trzymanie się planu, bez względu na zmieniające się okoliczności,

- będzie wypowiadał definitywne sądy na wszelkie możliwe tematy, zwłaszcza te, w których jego wiedza jest znikoma (tzw. choroba Noblistów), choć akurat ten punkt nie oznacza, że taka osoba nie jest ekspertem w swojej dziedzinie, ale znacznie zmniejsza takim podejściem swój autorytet, a niekiedy stawia pod dużym znakiem zapytania faktyczną wiedzę w dziedzinie, w której się specjalizuje,

- bazuje na przeterminowanej, nieaktualnej wiedzy, bo wychodzi z założenia, że to, co sprawdzało się wczoraj, będzie sprawdzało się jutro – to bodajże największy błąd wielu przedsiębiorców – w efekcie nie czuje potrzeby, by stale monitorować otoczenie rynkowe, trendy, a także kondycję własnej firmy i jakość relacji pracowniczych.

Prawdziwy ekspert w biznesie:

- będzie koncentrował się na strategiach, które są skuteczne w większości sytuacji biznesowych,

- będzie miał świadomość, że stosowanie nawet najskuteczniejszych, sprawdzonych w wielu sytuacjach strategii zwiększa jedynie prawdopodobieństwo finalnego sukcesu, ale go w żaden sposób nie gwarantuje,

- będzie mówił o tym, co koniecznie trzeba wiedzieć, a co można pominąć, lub czego można douczyć się później,

- będzie wiedział, jakie priorytety pojawiają się na każdym etapie prowadzenia firmy,

- jeśli będzie podpierał się teorią, to będzie to robił w kontekście wiedzy praktycznej,

- będzie nam zalecał modyfikację naszych planów nie rzadziej niż raz na trzy miesiące,

- będzie świadom, że w wielu sytuacjach w grę wchodzi czysty przypadek, jednocześnie wiedząc, że szczęście sprzyja przygotowanym, przez co odpowiednia wiedza ma kolosalne znaczenie,

- będzie zalecał ćwiczenia, praktyki, staże, udział w symulacjach, wszystko po to, by zdobyć wiedzę unikalną dla danej dziedziny,

- będzie świadom ograniczeń swojej wiedzy, i gdy konkretne zadanie wykracza poza jego kompetencje, będziesz szukał pomocy innych specjalistów,

- będzie zawsze ze wszystkim na bieżąco – wie dokładnie, co dzieje się w jego firmie, ale też śledzi trendy rynkowe i poczynania konkurencji,

- do wiążących wniosków dochodzi metodą prób i błędów, szukając optymalnego rozwiązania tam, gdzie to tylko możliwe,

- przywiązuje dużą wagę do mierzenia i monitorowania wskaźników, które są kluczowe dla jego biznesu,

- jest świadom, że nie ma dróg na skróty, a pierwszym elementem na drodze do ewentualnego sukcesu jest perfekcyjne opanowanie podstaw.

Z powyższym rozróżnieniem wiąże się jedna ważna sprawa: fakt, iż ktoś odniósł sukces, nie czyni z niego jeszcze eksperta, choć najczęściej tak jest.  Nigdy bowiem nie wiadomo, jak wiele zawdzięcza on przypadkowi, a ile posiadanym umiejętnościom. I odwrotnie, ekspert może nigdy nie zrobić kariery naukowej czy może nigdy nie odnieść sukcesu w biznesie. Pamiętajmy przecież, że w grę wchodzi masa innych czynników, które są niezależne od poziomu wiedzy eksperckiej: przypadek, stan zdrowia, relacje pracownicze, lokalizacja firmy czy nawet bieżąca koniunktura w danej branży.

Powyższa lista obejmuje oczywiście tylko kilkanaście różnic, jakie wydają się oczywiste. Zapewne jest ich dużo więcej, proszę więc potraktować powyższe zestawienie jako orientacyjny punkt wyjścia do oceniania poczynań ekspertów, jakich wokół nas i w przestrzeni medialnej jest całe mnóstwo. Zachęcam też do zamieszczania w komentarzach własnych propozycji.

Unikajcie porad ludzi sukcesu, czyli błąd selekcji danych w praktyce

Dlaczego przedsiębiorca, który odniósł niebotyczny sukces, nie powinien uczyć innych, jak dokonać tego samego? Odpowiedź jest prosta. O ile jego wskazówki, co należy robić, mogą brzmieć wiarygodnie, to trudno się spodziewać, by wiedział on, czego nie powinno się robić i co stoi na przeszkodzie na drodze do sukcesu. Tę wiedzę posiadają zamiast tego wszyscy ci, którzy ponieśli w biznesie porażkę. I to oni są wiarygodnym źródłem błędów, jakie można popełnić, prowadząc własny biznes. Problem w tym, że historie sukcesu są powszechnie dostępne w formie artykułów, książek i szkoleń, a historie porażek, których jest zdecydowanie więcej, najczęściej są nieznane, zapominane lub pomijane. Tym samym historie sukcesu są nadmiernie reprezentowane w stosunku do historii porażek. Nassim Taleb w “Antykruchości” ilustruje to następującą refleksją: “Informacje mają pewną przykrą własność: ukrywają porażki. Wielu ludzi przyciągnął na rynki finansowe sukces sąsiada, który wzbogacił się na giełdzie i zbudował sobie ogromną willę po drugiej stronie ulicy. Jednakże porażki są zwykle ukrywane i nikt o nich nie słyszy, dlatego inwestorzy przeszacowują swoje szanse na sukces” [1].

Żeby zrozumieć w pełni zakres tytułowego błędu poznawczego, należy się najpierw przyjrzeć czynnikom odpowiedzialnym za sukces. Jest ich oczywiście zbyt wiele, by próbować je wszystkie zebrać w jednym artykule, ale na pewno można wyodrębnić cztery podstawowe przesłanki sukcesu [2]. Będą to:

- kontekst – sukces zależy od warunków rynkowych, od konkurencji, od odpowiedniego momentu wejścia na rynek, czyli od czynników, które nie zależą bezpośrednio od nas, przedsiębiorców, i co się z tym wiąże, literalne podążanie za radami ludzi sukcesu i staranie się powtórzenia ich sukcesu zawsze będzie się kończyć porażką, bo będziemy działać w innym kontekście, w odmiennych uwarunkowaniach rynkowych,
- unikalność: każdy biznes jest inny, dlatego nawet jeśli chcielibyśmy odtworzyć czyjś biznes krok po kroku, to nam się nie uda, bo – patrz kolejny punkt:
- mnogość czynników: wystarczy zmiana jednego parametru spośród tysięcy obecnych, by uzyskać inne rezultaty,
- zmienność: punkty oparcia ulegają ciągłej zmianie (przykłady: zmiany legislacyjne, zmiany w cyklach gospodarczych, zmiany polityczne) – w efekcie jeden przedsiębiorca wykorzysta szansę rynkową, a stu innych, którzy będą chcieli pójść w jego ślady, i którzy będą działać na ciut innych zasadach, już takiego sukcesu nie odniesie.

Ktoś, kto odniósł sukces, zazwyczaj o źródłach swojego sukcesie będzie wiedzieć niewiele. To zaskakujące, ale tak jest, i to z prostego powodu. Opowieść biznesmena o jego sukcesie będzie bowiem koncentrowała się na kamieniach milowych, które pchnęły jego biznes na nowe tory. Jednak taka opowieść nie będzie uwzględniała czynników, zazwyczaj niewidocznych, które miały decydujące znaczenie dla jego biznesu, a były bądź całkowicie losowe, bądź pojawiły się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. Znamiennym przykładem jest choćby historia sukcesu Billa Gatesa: gdyby tylko jeden z czynników, które zadecydowały o jego sukcesie, był nieco inny, ktoś inny dzisiaj byłby na jego miejscu. Mam na myśli takie czynniki jak rodzice Gatesa i ich bliskie kontakty z szefostwem IBM; możliwość korzystania przez niego z komputerów, gdy te nie były jeszcze szeroko dostępne; czy fakt urodzenia i przebywania Gatesa w USA w okresie, gdy technologie komputerowe właśnie nabierały rozpędu. To się nazywa urodzić się, a potem rozwijać się i swoje pomysły, w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.

Jeszcze gorzej sprawa wygląda, gdy jako obserwator zewnętrzny wyciągamy wnioski jedynie z dostępnych danych, z pominięciem tych, które są niewidoczne, usunięte lub przeoczone. Poniżej kilka przykładów:

1/ Słynna historia z okresu II Wojny Światowej, gdy zespół naukowców otrzymał zadanie zwiększenia szans na dotarcie bombowców do bazy po przeprowadzonej akcji. Po przeanalizowaniu uszkodzeń obecnych na samolotach, które powróciły do bazy, zasugerowano, aby wzmocnić konstrukcję samolotów w miejscach, gdzie uszkodzeń, czyli otworów po pociskach, było najwięcej. Abraham Wald, specjalista od statystyki, był odmiennego zdania, i okazało się, że miał rację. Zauważył on, że do analizy wzięto jedynie samoloty, które do bazy wróciły, pomijając te, które zostały zestrzelone, co okazało się klasycznym przykładem błędu selekcji danych [3], nazywanym też błędem przeżywalności [4] (ang. survivorship bias [5]). Należało bowiem wzmocnić te fragmenty samolotów, na których było najmniej śladów po pociskach, a te z największą ilością takowych okazały się po prostu najbardziej odporne na ostrzał. Więcej na temat tu [6] i tu [7].

2/ Wydaje nam się, że stosunkowo łatwo napisać książkę, która odniesie sukces. Bo hasło “bestseller książkowy” kojarzy nam się z konkretnymi, popularnymi pisarzami. Nie wiemy jednak, ilu pisarzy, nawet bardzo dobrych, bez powodzenia próbowało ze swoimi manuskryptami dotrzeć do wielkich wydawców. Prawdopodobnie więcej niż 99 procent ogółu wszystkich pisarzy nigdy nie doczekało się druku swojej książki.

3/ Uważamy, że dwadzieścia, trzydzieści lat temu produkowane samochody były solidniejsze niż obecnie, mimo że wszelkie dane wskazują jednoznacznie, że dzisiejsze auta są bezpieczniejsze i mniej wadliwe. Skąd więc ten rozdźwięk? Bo koncentrujemy się na opowieściach o pojedynczych egzemplarzach długowiecznych Mercedesów czy Volkswagenów, które swój doskonały stan zawdzięczają albo a/pedantycznym właścicielom, przesadnie dbającym o ich stan, albo b/ kierowcom rzadko i mało eksploatującym swe auta, albo c/ wyjątkowo bezawaryjnym częściom (zgodnie z krzywą Gaussa, znikoma ilość samochodów schodząca z linii produkcyjnych będzie idealna i bezawaryjna przez długie lata), albo wszystkim trzem czynnikom naraz.

4/ W pracach analizujących indeksy giełdowe oraz strategie biznesowe zazwyczaj nie bierze się pod uwagę spółek, które zbankrutowały lub które nie spełniają predefiniowanych kryteriów, co mocno wypacza końcowy wynik. Jednym z najbardziej znanych przykładów błędu selekcji danych pojawił się w słynnej publikacji biznesowej, “Od dobrego do wielkiego” Jima Collinsa. Nie dość, że do analizy najlepiej zarządzanych spółek zostały wybrane firmy, które z przeciętnych firm stały się liderami w swoich branżach. Problem w tym, że spośród 1435 firm Collins wybrał do analizy tylko te, które spełniały jego warunki (przez długi okres niezmiennie dawały stopę zwrotu wyższą niż indeksy giełdowe), a na dodatek niedługo po publikacji książki dwie z jedenastu analizowanych przez niego spółek zbankrutowały (Fannie Mae i Circuit City) [8], a reszta radziła sobie gorzej niż indeksy giełdowe, co sprawiło, że wiarygodność książki (i metodologia doboru spółek do analizy) spadła do zera.

Jakie konsekwencje niesie ze sobą ten błąd poznawczy? Oprócz tych wspomnianych już wyżej, dodam jeszcze jedną, i chyba najważniejszą. Otóż błąd selekcji danych powoduje, że przeceniamy prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu, a zarazem zaniżamy prawdopodobieństwo poniesienia porażki. Dlatego prawda jest taka, że większość historii sukcesu nie ma dla nas żadnej wartości, jeśli chodzi o naszą własną karierę czy firmę.

Zainteresowanych tematem polecam wykład Davida McRaneya, autora wydanej w Polsce książki, “Ruletka nawyków” [9]:

[1] Antykruchość, Nassim Taleb, Kurhaus Publishing, 2012, str. 415
[2] Cztery czynniki na podstawie: http://intenseminimalism.com/2013/dont-listen-to-successful-people/
[3] “Błąd selekcji danych” to propozycja spolszczenia angielskiego terminu “survivorship bias” w wykonaniu Trystero, inwestora i blogera finansowego – http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/12/18/survivorship-bias-na-przykladzie/
[4] “Błąd przeżywalności” to z kolei propozycja spolszczenia tego terminu przez Agnieszkę Dąbek-Malczyk, tłumaczkę książki “Sztuka jasnego myślenia” Ralfa Dobelli’ego (link do recenzji).
[5] http://en.wikipedia.org/wiki/Survivorship_bias
[6] http://youarenotsosmart.com/2013/05/23/survivorship-bias/
[7] http://en.wikipedia.org/wiki/Abraham_Wald
[8] Pierwszy zauważył tę rozbieżność Steven Levitt, współautor książki “Freakonomia” (link do recenzji):
http://freakonomics.com/2008/07/28/from-good-to-great-to-below-average/
[9] Ruletka nawyków, David McRaney, PWN, 2013

MBA w dziesięć dni – Steven Silbiger – recenzja

Pomysł na książkę – znakomity, realizacja – bez zarzutu, ale założenia – nierealistyczne. Jak łatwo można się domyślić, cały koncept rozbija się o tytułowe “dziesięć dni”. Trzeba przyznać, że marketingowo zostało to rozegrane świetnie, w końcu tytuł jest chwytliwy i przyciągający uwagę. W końcu któż by nie chciał, i to niemal za darmo, w porównaniu do kosztu studiów MBA, w szybkim czasie posiąść całą niezbędną wiedzę w zakresie zarządzania przedsiębiorstwem? Jednak w praktyce zapoznanie się w tak krótkim czasie z programem realizowanym zwykle w dwa lata jest po prostu niewykonalne. Co więcej, to tylko książka, to tylko tekst. A przecież studia MBA cenione są głównie za możliwość nawiązania kontaktów biznesowych, które procentują potem przez cały okres kariery zawodowej.

Wracając do zawartości. Jest tu dosłownie wszystko, co jest niezbędne do prowadzenia biznesu. Każdy z dziewięciu głównych tematów, czyli marketing, etyka, rachunkowość, nauka o organizacji, analiza ilościowa, finanse, zarządzanie operacyjne, ekonomia i strategia, zostały dokładnie omówione i przeanalizowane. Ale poza samą treścią ta 500-stronicowa cegła ma jeszcze jedną wielką zaletę. Otóż pokazuje ona ogrom wiedzy, która jest wymagana na różnych etapach prowadzenia firmy. A im większa firma, tym szerszy zakres wiedzy jest wręcz niezbędny.

mba-10-dni_2571
Źródło: Wydawnictwo MT Biznes

Ale rzeczywistość wygląda zgoła inaczej niż sugeruje zawartość i układ książki. W praktyce wiedzę o prowadzeniu biznesu zdobywa się stopniowo, zazwyczaj na zasadzie prób i błędów, dlatego założenie, że w kilkanaście, czy nawet w kilkadziesiąt dni, można ogarnąć wszystkie aspekty biznesu, jest mało realistyczne. Co równie ważne, nie znam żadnego przedsiębiorcy, który miałby w małym malcu całą wiedzę opisaną w tej książce. Bo jeden człowiek może, i najczęściej powinien, zostać specjalistą w wąskiej dziedzinie, a szef czy dyrektor tylko koordynuje całym przedsięwzięciem. Dlatego im większa firma, tym bardziej upodabnia się ona do korporacji, gdzie każdy z kluczowych pracowników odpowiada za konkretny dział.

I jeszcze jeden zarzut wobec autora. Brakuje studiów przypadku, czyli tego, z czego najbardziej słyną studia MBA. W efekcie w książce upchnięto tak dużo teorii, że z każdą kolejną stroną staje się ona coraz bardziej monotonna. I to mimo wartościowych treści, co do których nie ma jak się przyczepić. Zastanawiam się też, do kogo właściwie jest skierowana ta lektura. Dla czytelników, których nie stać na studia MBA? Być może, ale gwarantuję, że zapoznanie się z tą książką ma tyle wspólnego z rzeczywistą nauką w ramach stacjonarnego MBA co zapoznanie się z instrukcją obsługi smartfona, gdy takowego nawet nie posiadamy. W sumie będziemy wiedzieli, jak go obsługiwać, ale skoro go nie posiadamy, nie mamy jak tej wiedzy przetestować. Zważywszy na ten ostatni argument, “MBA w dziesięć dni” wygląda mi raczej na powtórkę z materiału dla absolwentów tego rodzaju studiów, ewentualnie dla kadry menedżerskiej, która nie ma czasu na dalsze studiowanie. W każdym razie doświadczony menedżer nie znajdzie tu nic nowego, a początkujący może dostać rozdwojenia jaźni, jeśli chciałby opanować zawarty tu materiał w 10 dni.

Najważniejsze na koniec: książka sprzedała się w niemal półmilionowym nakładzie na całym świecie. A o to przecież chodzi wydawcom. Jest więc sukces, są czytelnicy, więc o co chodzi? Jak dla mnie to kolejne, dosyć suche kompendium wiedzy, z którego użytek niewielki, jeśli nie zastosujemy tej wiedzy w praktyce. A to byłoby możliwe tylko w dużej firmie lub w korporacji. Jednak specjaliści tam pracujący zazwyczaj posiadają już wysokie kwalifikacje, odpowiednie wykształcenie kierunkowe i dyplom którejś uczelni MBA. Pozostają więc dwa pytania bez odpowiedzi: do kogo adresowana jest ta książka, i czemu tak wielu czytelników ją kupiło? Czyżby uwierzyli w tytuł, będący ziszczeniem najskrytszych marzeń każdego copyrightera?

 

Autor: Steven A. Silbiger
Tytuł: MBA w dziesięć dni
Oficjalna strona wydania polskiego:
http://www.mtbiznes.pl/b1489-mba-w-dziesiec-dni.htm
Wydawnictwo:  MT Biznes
Rok wydania:  2014
Ilość stron:  502
ISBN: 978-83-7746-985-9

Dziękuję redakcji Wydawnictwa MT Biznes za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

 

Like a Virgin – Richard Branson – recenzja

Istnieje mądre porzekadło, wedle którego uczymy się więcej z cudzych porażek niż z cudzych sukcesów. Dlatego z tak dużym trudem przyszło mi się zmierzyć z tą książką. Bo “Like a Virgin” to zbiór esejów i blogopodobnych notek, które niejako sugerują, że oto dowiemy się wreszcie tego, co do tej pory było poza zasięgiem studenta uczelni biznesowej czy menedżerskich studiów MBA. Podtytuł o treści “czego nie nauczą cię w szkole biznesu” jest przecież jednoznaczny. Tylko że to klasyczny przykład złudzenia zrozumienia [1]. A w przypadku Richarda Bransona, najbardziej rozpoznawalnego i najbardziej ekscentrycznego przedsiębiorcy na świecie, ten błąd poznawczy jest widoczny w całej krasie. Nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie choćby w małej części skopiować decyzji biznesowych Bransona, nawet gdyby on sam nas przekonywał, że to możliwe. Ba, prawdopodobnie nikt nie byłby powtórzyć sukcesu Bransona w identycznej skali, nawet gdyby zaczynał dokładnie w tym samym roku, z tymi samymi zasobami i z tymi samymi pomysłami. A jednak tak wielu z nas łudzi się, że czytając tego typu książki jest w stanie znaleźć choć jedno zdanie, które sprawi, że w naszym biznesie zrobimy coś lepiej, lub wpadniemy na przełomowy pomysł. Faktycznie, literatura biznesowa ma taki potencjał, ale ta książka do takich się nie zalicza. Przegrywa chociażby na całej linii z publikacją “Rework” Jasona Frieda.

okladka_Like_A_VirginŹródło: Wydawnictwo Studio Emka

Trudno nie podziwiać Bransona za to, co osiągnął, i za to, jakie ma nietuzinkowe podejście do biznesu. Tylko że skala jego sukcesu jest tak gigantyczna, że naprawdę trudno byłoby zastosować jego rady do małego biznesu, a takim zajmują się głównie jego czytelnicy. I nie zapominajmy, że Virgin to ogromna korporacja, która  rządzi się swoimi, specyficznymi prawami. Zresztą Branson sam balansuje w książce na granicy złudzenia zrozumienia. Przecież z obecnego punktu widzenia cokolwiek powie, jakąkolwiek opowieść wplecie do swojej historii sukcesu, i tak zawsze będzie miał rację. Bo wynik końcowy jest znany, i nikomu do głowy by nie przyszło doszukiwać się przypadku w drodze do sukcesu Bransona, a ten z pewnością był czynnikiem decydującym w wielu sytuacjach biznesowych.

Na szczęście uważny czytelnik znajdzie w jego książce sygnały, które świadczą o rezerwie miliardera do własnego sukcesu. “Jeśli mam być szczery, kiedy moi przyjaciele i ja zaczynaliśmy pierwszy biznes Virgin czterdzieści lat temu, nie mieliśmy żadnego generalnego planu” [2], pisze autor w rozdziale “Rośnij, pozostając małym” (co w wykonaniu szefa grupy ponad czterystu firm jest z jednej strony paradoksalne, a z drugiej całkiem sensowne). A chwilę potem dodaje, że najważniejsze elementy jego sławnej kultury dbania o klienta odkrył on … przypadkowo! [3]. Niejednokrotnie przyznaje też, że nie jest doskonały, popełnia błędy tak samo jak inni, a ryzyko podczas każdej decyzji zawsze jest, i to tym większe, im większe pieniądze są zaangażowane.

Uczulam tez czytelników na jedną bardzo istotną kwestię. Podczas lektury tego typu poradników pamiętajmy, że ich autorzy używają przede wszystkim argumentów z własnego doświadczenia, które odznaczają się najniższym stopniem wiarygodności. Bo po pierwsze fakt, że dana strategia sprawdziła się u mnie, nie znaczy, że sprawdzi się u innych. Po drugie, badanie czynników odpowiedzialnych za sukces w biznesie jest szczególnie niewdzięcznym zadaniem, o czym przekonał się choćby Jim Collins, autor najsłynniejszej tego typu pozycji, “Od dobrego do wielkiego” [4]. Analizując 11 firm, które wyselekcjonował pod kątem powtarzalnych czynników spośród tysięcy innych firm, uwierzył, że odkrył źródło ich sukcesu. Jednak wystarczy spojrzeć, co wydarzyło się w tych spółkach nieco później  – część z nich nawet zbankrutowała [5]! Dla pełniejszego obrazu dorzućmy jeszcze podstawowy błąd atrybucji [6], który powoduje, że w przypadku Bransona to właśnie jego ekscentryczności, czyli charakterowi, przypisuje się źródło sukcesu jego firm, pomijając inne czynniki zewnętrzne.

Tym samym przesłanie książki jest dla mnie następujące. Posłuchajcie, jak zarządzam jedną z największych korporacji na świecie, ale nie łudźcie się, że osiągniecie choć ułamek tego co ja. Bo pomimo moich niedoskonałości, zdaje się mówić Branson, miałem sporo szczęścia i odpowiednich ludzi wokół siebie. A to czynniki unikalne, nie do podrobienia czy skopiowania.

[1] http://ekonomiaprzetrwania.pl/zludzenie-zrozumienia-najczestsze-bledy-poznawcze-w-biznesie-czesc-1/
[2] “Like a Virgin”, Richard Branson, Studio Emka, 2014, str. 172
[3] ibidem, str. 173
[4] “Od dobrego do wielkiego”, Jim Collins, MT Biznes, 2007
[5] http://freakonomics.com/2008/07/28/from-good-to-great-to-below-average/
[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Podstawowy_b%C5%82%C4%85d_atrybucji

Oficjalna strona wydania polskiego:
http://www.studioemka.com.pl/index.php?page=p&id=520

Wydawnictwo:  Studio Emka
Rok wydania:  2014
Ilość stron:  370
ISBN:  978-83-64437-10-6

Dziękuję redakcji Wydawnictwa Studio Emka za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Ekonomia wdzięczności – Gary Vaynerchuk – recenzja

Dobrze, że “Ekonomia wdzięczności” ukazała się w polskim przekładzie. Jednak zanim sięgniecie po tę książkę, sprawdźcie, co Gary Vaynerchuk wyczynia w sieci. A jest niemal wszędzie. Jako content creator w Medium, jako były lub obecny anioł biznesu w takich firmach jak Couple, Karma, Uber, Tumblr, BlackJet, Adaptly, Milk, Wildfire Interactive, Yobongo, MakeSpace, Meetup, SimpleGeo, Brit + Co, Airtime, FOBO, Venmo, Birchbox, 9GAG, Twitter, Cozy, Path, Ning, Rapportive, Ze Frank Games, ONE, Dataminr, Partnered, Grand St., Hightower, Percolate, AnyPerk, Forrst, BarkBox, Postling, Storefront, Circa, Panna, Namely, Decisive, Breather, Tonx Coffee, Songza, Cabana App, Gowalla, PICT, BabbaCo, Vengo, Stowaway Cosmetics, Carnival Mobile, RebelMouse, Excelerate Labs, Prosodic, Cuurio, FancyHands, TopFloor, Food52, Curio Road, Olive Interactive, Handmade Tea, gumhouse, jako doradca korporacyjny w Vaynermedia, jako uznany prelegent na takich konferencjach jak Inc 500 Seminar, IASC Summit,Westchester Digital Summit , i wreszcie jako ten-co-odpowiada-na-każde-pytanie na Twitterze.

Przesłanie Vaynerchuka sprowadza się do prostej zasady, która brzmi “najpierw dawaj, potem proś”. On sam z powodzeniem stosuje tę metodę od lat i zachęca innych do tego samego. Trzeba jednak pamiętać, że zaczynał z uprzywilejowanej pozycji. Bo jego VineLibrary.tv to był w końcu vlog promujący sklep jego rodziny, który już wtedy, w latach 90-tych, generował milionowe obroty. A Vaynerchuk, za sprawą inteligentnego marketingu, “tylko” zwiększył przychody, jak sam wielokrotnie podkreślał, z trzech do bagatela 50 milionów dolarów rocznie. Jego najsłynniejszą strategią było korzystanie z wewnętrznej wyszukiwarki na Twitterze. Tam wyszukiwał tweety od osób zainteresowanych konkretnymi rodzajami wina, i jako znawca i pasjonat, udzielał szybko merytorycznych, i okraszonych specyficznym humorem, odpowiedzi. W ten sposób zaskarbił sobie serca internautów, wieść niosła się szeroko o jego nietypowym podejściu do marketingu, a dziś rzesza jego fanów tylko na Twitterze przekroczyła już gruby milion.

EKOWDZ_okladka

Źródło: Wydawnictwo OnePress

Sama książka jest o tyle zaskakująca, że skupia się na strategiach przydatnych z punktu widzenia dużych firm i korporacji, a Vaynerchuk to w końcu najpierw mały, a teraz średni przedsiębiorca. Powód takiego podejścia jest jednak łatwy do wytropienia. Otóż Vaynerchuk, wykorzystując rosnącą popularność i skuteczność marketingu internetowego, a zwłaszcza marketingu w sieciach społecznościowych, założył firmę Vaynermedia, doradzającą w założeniu największym firmom z amerykańskiej Fortune 500. W ten sposób z typowego biznesmena-praktyka przeistoczył się w doradcę-teoretyka, ale z unikalnym doświadczeniem. I dlatego książka obfituje w opisy strategii, które mają zwiększyć efektywność marketingu w dużych firmach. Paradoksalnie, zasada wzajemności znacznie lepiej sprawdza się w małych biznesach, gdzie osobisty kontakt z klientem jest częstszy i mniej sformalizowany. A korporacje, nawet przy dobrych chęciach, będą mieć z założenia spore trudności z wdrożeniem tej strategii.

Jedna rada od Vaynerchuka wydaje się być jednak na tyle uniwersalna, że może wziąć ją sobie do serca każdy menedżer czy przedsiębiorca. Brzmi ona: bądź autentyczny. I to jest właściwy punkt wyjścia do kolejnych kroków, jakie możemy podjąć w rzeczywistości online. A zasada wdzięczności, czyli zaskakiwanie potencjalnego klienta nietypowymi gestami, ma sens tylko wtedy, gdy będziemy ją stosowali wręcz dla zabawy, bez presji sprzedażowej, co sprawia, że wielu firmom tak trudno ją wykorzystać w praktyce.

Cytaty warte przytoczenia:

“Liderzy biznesu konsekwentnie lekceważą dwie kwestie. Po pierwsze, nie doceniają gotowości ludzi do wybaczania. [...] Po drugie, liderzy nie doceniają wyczulenia klientów na wstawianie kitu.” [1]

“95 procent najgorszych rozwiązań w sferze mediów społecznościowych, jakie znam, było dziełem firm z branży PR, wynajmowanych do zarządzania profilami marek, stronami i blogami.” [2]

“Zawsze, kiedy o twoim produkcie się mówi lub z niego korzysta, jest okazja, aby powiedzieć: Dziękuję, Proszę bardzo, Przepraszam, Jak to?, Naprawdę tak się czujesz? Powiedz mi, co się stało, Jak mogę rozwiązać ten problem? czy Pozwól, że to zrobię. [3]

Styl

Stonowana, ugrzeczniona książka a prawdziwy, naturalny styl wypowiedzi Vaynerchuka, pełen emocji i niecenzuralnych epitetów, to dwa różne światy. Śmiem twierdzić, że z Vaynerchuka jest znacznie lepszym mówcą niż jako autor książek. Jednak niewątpliwą zaletą “Ekonomii wdzięczności” jest zebranie w jednym tomie najważniejszych wskazówek i strategii, co mocno kontrastuje z dosyć chaotycznymi wystąpieniami publicznymi, gdzie jest sporo powtórzeń, żartów, a opis ciekawych strategii zajmuje Vaynerchukowi nawet pół godziny.

Do kogo jest skierowana ta książka?

Głównie działy marketingu dużych firm, ale właściciele małych i średnich biznesów też znajdą tu masę cennych i praktycznych wskazówek.

Spis treści

Podziękowania (9)

Przedmowa (11)

CZĘŚĆ I. WITAMY W ŚWIECIE EKONOMII WDZIĘCZNOŚCI (15)

1. O tym, jak wszystko się zmienia, poza naturą ludzką (17)

2. Zacieranie linii na piasku (65)

3. Dlaczego rozsądni ludzie odrzucają media społecznościowe i dlaczego robić tego nie powinni (73)

CZĘŚĆ II. JAK ZWYCIĘŻYĆ (115)

4. Od szczytu: wpajanie właściwej kultury (117)

5. Idealna randka: tradycyjne media spotykają się ze społecznościowymi (145)

6. Sziedzę na konju: o tym, jak Old Spice grał w ping-ponga, a potem upuścił piłeczkę (153)

7. Intencje: jakość kontra ilość (165)

8. Szok i respekt (179)

CZĘŚĆ III. EKONOMIA WDZIĘCZNOŚCI W AKCJI (189)

9. Avaya: znaleźć się tam, gdzie są inni (191)

10. AJ Bombers: komunikacja ze społecznością (197)

11. Hotele Joie de Vivre: dbałość o rzeczy wielkie i małe (211)

12. Irena Vaksman, doktor chirurgii stomatologicznej: mała praktyka zjada zęby na mediach społecznościowych (223)

13. Hank Heyming: krótki przykład właściwego wykorzystania kultury i intencji (235)

Zakończenie (241)

CZĘŚĆ IV. ŚCINKI (249)

Garść refleksji… (251)

CZĘŚĆ V. JAK ZWYCIĘŻYĆ W ŚWIECIE EKONOMII WDZIĘCZNOŚCI – WERSJA SKRÓCONA (285)

Źródła (289)

Moja ocena książki:

- Styl: 9/10
- Treść: 9/10
- Jakość edytorska: 9/10
- Ocena łączna: 9/10

Informacje dodatkowe:

Oficjalna strona książki:
http://thankyoueconomybook.com/

Oficjalna strona książki (wydanie polskie):
http://onepress.pl/ksiazki/ekonomia-wdziecznosci-zasada-wzajemnosci-w-biznesie-gary-vaynerchuk,ekowdz.htm

ISBN: 978-83-246-4789-7
Ilość stron: 300
Tytuł oryginału: The Thank You Economy
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013

Źródła:
[1] Ekonomia wdzięczności, Gary Vaynerchuk, OnePress, 2013, str. 96
[2] ibidem, str. 176
[3] ibidem, str. 141

Dziękuję redakcji wydawnictwa OnePress za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

 

 

 

Praktyczne lekcje zarządzania projektami – Michał Kopczewski – recenzja

Historie sukcesu to dla mnie raczej literatura biograficzna niż poradnikowa, obarczona kilkoma niepozornymi, choć groźnymi błędami poznawczymi. Mimo to książka Michała Kopczewskiego mocno mnie zaintrygowała. Z trzech powodów. Pierwszy to forma wywiadów, a te czyta się znacznie lepiej niż zwarty tekst. Drugi to umiejętne wplecenie teoretycznych podwalin zarządzania projektami w podsumowaniach na końcu każdego rozdziału. I trzeci, najważniejszy, to możliwość poznania od podszewki najbardziej znanych projektów ostatnich lat z ust ich twórców lub głównych decydentów.

Zebrawszy to wszystko razem, otrzymujemy możliwość wysłuchania fascynujących opowieści o najdrobniejszych detalach, jakie złożyły się na finalny sukces tak różnorodnych przedsięwzięć jak wyprawa na bieguny Marka Kamińskiego z Jaśkiem Melą, wprowadzenie na polski rynek kawowych ekspresów kapsułkowych marki Nespresso, organizacja Maratonu Warszawskiego czy wybudowanie w czasie najgłębszego kryzysu Nowego Domu Jabłkowskich w Warszawie.

pralez

Źródło: Wydawnictwo OnePress

Każdy z dwunastu wywiadów to inna historia, z innymi wnioskami, które po trosze zaskakują, demitologizują utarte prawdy i zarazem wskazują na przypadek jako jeden z głównych atrybutów sukcesu. Od Andrzeja Bliklego przykładowo dowiadujemy się, że gdyby otrzymał kredyt na pół miliona dolarów, o który początkowo wnioskował, a którego finalnie nie otrzymał, z pewnością by zbankrutował, bo inwestycja w modernizację zaplecza nie zwiększyłaby przychodów firmy i nie starczyłoby środków na bieżącą obsługę gigantycznego kredytu. Z kolei z opowieści Marka Kamińskiego dowiemy się, że gdyby cokolwiek poszło nie tak w trakcie 10-dniowej marszruty na biegun północny, nie mogliby liczyć na żadną pomoc z zewnątrz, bo od pilotów dowiedział się potem, że mogliby do jego ekipy dotrzeć tylko przy sprzyjającej pogodzie, a przecież w trakcie wyprawy warunki były fatalne. Lektura wywiadów uświadamia jednak, że szczęściu trzeba umiejętnie pomóc, bo samo niewiele znaczy. Zresztą motyw doskonałego przygotowywania się do konkretnego projektu przewija się w każdej opowieści.

Znów przywołam Marka Kamińskiego, bo jego model zarządzania projektami jest najbardziej wyrazisty i minimalizuje ewentualną porażkę do minimum. Jego filozofia opiera się na prostym założeniu, że “najlepszą praktyką jest dobra teoria , a życie jest za krótkie, żeby uczyć się na błędach”. Maksyma śmiała i kontrowersyjna, bo zdolność wyciągania konstruktywnych wniosków z własnych porażek jest cenioną powszechnie umiejętnością. Jednak dla znanego polarnika etap przygotowań jest absolutnie priorytetowy, bo jakikolwiek błąd popełniony w tej fazie grozi poważnymi konsekwencjami w trakcie wyprawy. Dlatego, o czym niewielu pewnie słyszało, wielokrotnie ćwiczył na basenie sytuację, gdy z całym ekwipunkiem wpada do wody w wyniku załamania się kry lodowej, a wytrzymałość elementów wyposażenia, np. aparatu fotograficznego czy termosów, testował w zamrażalniku.

Ekstremalne sytuacje wymagają ekstremalnych przygotowań, powiedziałby Marek Kamiński. Ale tak profesjonalny tryb przygotowań, nakierowany na przewidywanie potencjalnych zagrożeń, a następnie projektowanie symulacji, jak sobie radzić w hipotetycznej sytuacji, ma sens także w mniej spektakularnych projektach. O ile weźmiemy sobie sugestię polarnika, brzmiącą: “Ludziom często się wydaje, że coś wiedzą. A to trzeba zweryfikować”.

Co warto wiedzieć o autorze książki?

Michał Kopczewski jest ekspertem w zakresie zarządzania projektami. Pracował dla takich firm jak Arthur Andersen, PricewaterhouseCoopers, IBM i Trio Management, obecnie prowadzi  własną firmę Processum. Współpracownik ICAN Institute, wydawcy polskiej edycji Harvard Business Review. Wydał książkę “Alfabet zarządzania projektami” (OnePress, 2009).

Cytaty warte przytoczenia:

“Wyprawa jest jak góra lodowa. 1/7 wystaje ponad powierzchnię wody. Tylko tyle widać. Tę część można porównać z samą wyprawą. 6/7 jest pod powierzchnią i tej części nie widać, ale bez niej ponad wodę nic by nie wystawało. I to są wszystkie nasze przygotowania, treningi. Zewnętrzny obserwator tego nie dostrzega, a tymczasem to właśnie ta niewidoczna część decyduje o sukcesie. W biznesie jest identycznie. Jeśli sądzimy, że jakoś to będzie, to nie mamy szans. Nie chce nam się odrabiać zadań domowych, szukamy dróg na skróty.”  Marek Kamiński

Styl:

Lekka forma wywiadów, ale nie są to luźne refleksje, tylko sama esencja. Konkretne pytania i merytoryczne odpowiedzi.

Do kogo jest skierowana ta książka?

Dla wszystkich, którzy szukają szerszego spojrzenia, innego punktu odniesienia, a czeka ich w najbliższej perspektywie ważny projekt do realizacji. Bez znaczenia, czy będzie to budowa domu, założenie firmy, wprowadzenie nowego produktu na rynek, czy wykupienie franczyzy, każda z osób, która już zaczyna przygotowania do większego projektu, znajdzie tu konkretne wskazówki, co robić, by finalny efekt okazał się zgodny z oczekiwaniami.

Moja ocena książki:

- Styl: 9/10
- Treść: 10/10
- Jakość edytorska: 9/10
- Ocena łączna: 9,5/10

Spis treści:

Samo życie (5)

Rozbudowa sieci cukierni – Piec stygnie dziesięć dni (Andrzej Blikle) (7)

Budowa Hotelu SPA – Taras w słońcu (Dr Irena Eris) (19)

Regaty dookoła świata – Sześć razy na maszcie (Zbigniew Gutkowski) (33)

Przygotowanie i organizacja EURO 2012 – Tak, potrafimy! (Marcin Herra) (47)

Budowa Nowego Domu Jabłkowskich – Zegareczek na rogu (Jan Jabłkowski) (71)

Na bieguny z Jaśkiem Melą – Z nartami do basenu (Marek Kamiński) (85)

Wprowadzenie marki Nespresso do Polski – To samo co Clooney (Paweł Kwiatkowski) (99)

Pomoc humanitarna – Najważniejsze to mądrze pomagać (Janina Ochojska) (115)

Wakacje na dwóch kółkach – Młodzi lubią kręcić (Henryk Sytner) (137)

Maraton Warszawski – Pozytywnie nieusatysfakcjonowani (Marek Tronina) (151)

Wyprawy na ośmiotysięczniki – Z szabelką na szczyt (Krzysztof Wielicki) (167)

Wdrożenie standardu zarządzania projektami w Żywiec Zdrój – Zdrowe nawyki (Marek Wojtyna) (181)

Informacje dodatkowe:

Oficjalna strona książki:
http://onepress.pl/ksiazki/praktyczne-lekcje-zarzadzania-projektami-michal-kopczewski,pralez.htm

ISBN: 978-83-246-6770-3
Ilość stron: 192
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: OnePress

Dziękuję redakcji Wydawnictwa OnePress za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Go-Givers. Rozdawcy sprzedają więcej – B.Burg, John D. Mann – recenzja

Książka jest sporym zaskoczeniem. In minus. Tytuł zapowiadał ciekawą lekturę, jednak okazało się, że główna myśl autorów, zawarta w podtytule (“rozdawcy sprzedają więcej”), nie doczekała się ciekawego rozwinięcia i uzasadnienia. Książka jest pełna banałów i okrągłych zdań w stylu “stwarzaj wartość”, “bądź sobą” czy “im więcej dajesz, tym więcej posiadasz”. Typowy amerykański poradnik motywacyjno-biznesowy, nie wyróżniający się niczym szczególnym spośród setek innych tytułów. Jedyne, co zasługuje na pochwałę, to tematyka, bo książek poświęconych proklienckim strategiom nie jest aż tak dużo.

Mimo to uważam, że czasem warto zapoznać się z tego typu literaturą, choćby dla kontrastu. W końcu inny Amerykanin, Gary Vaynerchuk, pisze [1] dokładnie o tym samym co autorzy “Go Givers”, ale porady w jego wydaniu mają w sobie coś bezcennego: autentyczność. Tutaj tego brakuje najbardziej, przez co serwowane porady brzmią sztucznie i banalnie. Natomiast Gary jest konkretny i rzeczowy, a jego rady wynikają z olbrzymiego doświadczenia w prowadzeniu dużych i małych biznesów, z jednoczesnym umiejętnym stosowaniem mediów społecznościowych. Natomiast Bob Burg i John David Mann to przede wszystkim autorzy i mówcy motywacyjni, a ta branża, co nie jest oczywiście żadną tajemnicą, rządzi się swoimi prawami, zwłaszcza w USA. Biznes motywacyjny polega, w największym skrócie, na sprzedawaniu gotowych recept na sukces, i ta książka idealnie wpisuje się w taką filozofię. Każdy tytuł opisuje jedno “prawo”, które rzekomo ma nas wprowadzić na nowy, wyższy poziom prowadzenia biznesu. Czytelnik może więc zaznajomić się z takimi “mądrościami” jak prawo wartości, prawo wynagradzania, prawo wpływu, prawo autentyczności i prawo otwartości. Continue reading

Tworzenie modeli biznesowych – A. Osterwalder, Y. Pigneur – recenzja

O sukcesie biznesu w dużej mierze decyduje dobry plan. A jeśli plan zostaje sporządzony według nowoczesnej, dostosowanej do nowych modeli biznesowych, metodologii, tym lepiej dla planu i przyszłego biznesu. Z tego względu “Tworzenie modeli biznesowych” zasługuje na szczególną uwagę.

Nie ukrywam jednak, że mam spore trudności z zaklasyfikowaniem tej książki. W zasadzie łatwiej stwierdzić, czym ta pozycja nie jest. A więc na pewno nie jest poradnikiem, nie jest całościowym kompendium, ani nie jest katalogiem studiów przypadku. W podtytule czytamy, że to podręcznik wizjonera, i takie określenie tematu książki wydaje się dużo bardziej uczciwe i trafne. Siłą “Tworzenia modeli biznesowych” jest bowiem inspirowanie do dokładnego opracowywania biznesplanu, z zastosowaniem metodologii “business canvas”. Doczekała się ona zresztą wielu wariantów, z których największy rozgłos zyskał tzw. “lean canvas”.

Jedyny zarzut: to kolejna książka, gdzie studia przypadku traktuje się jako źródła strategii do zastosowania we własnym biznesie. tak jakby miały gwarantować sukces każdemu, kto zastosuje się do podanych wskazówek, na bazie danych z przeszłości i historii sukcesu podanych w książce. A przecież case study to wynik myślenia i analizy retrospektywnej, która często prowadzi do wniosku, że to właśnie strategia była odpowiedzialna za sukces danej firmy. Niestety, to typowe złudzenie zrozumienia [1], i naginanie faktów do rzeczywistości. Czynników wpływających na sukces danej firmy jest bowiem znacznie więcej, a ich analizy na próżno szukać w publikacjach tego typu.

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

Książka prezentuje innowacyjny model planowania biznesowego [2], który, notabene, sam w sobie jest innowacją biznesową: w końcu książka sprzedała się w nakładzie miliona egzemplarzy i została przetłumaczona na 30 języków.  W największym skrócie: zamiast wielostronicowego, klasycznego biznesplanu, autorzy proponują, aby cały pomysł na biznes zmieścić na jednej kartce formatu A4! I to nie tylko sam pomysł, ale też takie detale jak segmenty klientów docelowych, strukturę kosztów, strumienie przychodu, propozycję wartości, kanały dystrybucji, kluczowe działania czy kluczowe zasoby. Czas pokazał, że Osterwalder i Pigneur trafili idealnie w potrzeby zagubionych przedsiębiorców, którzy mieli spore problemy z całościową analizą swojego pomysłu lub już działającego biznesu. Continue reading

Efekt wirusowy w biznesie – Jonah Berger – recenzja

Trudno o lepszy tytuł dla poradnika biznesowego. Efekt wirusowy to przecież Święty Graal marketingu. Tysiące marketerów codziennie poszukują magicznej formuły, która pozwoli za niewielkie pieniądze, a najlepiej za darmo, wypromować dany produkty czy usługę. Jednak tylko nielicznym udaje się ta sztuka. A “Efekt wirusowy w biznesie” stanowi dobrą bazę wyjściową do tego typu rozważań marketingowych.

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

“Nie twórz kolejnego nudnego produktu, twórz temat do rozmowy”, zdaje się nam powtarzać autor w każdym rozdziale. Łatwo napisać, trudniej wdrożyć. Mimo to książkę czyta się znakomicie. Jedyny problem z tą książką polega na tym, że w zasadzie nie odkrywa niczego nowego. To wszystko już gdzieś czytałem, ale rozproszone i niepowiązane ze sobą. A to, paradoksalnie, prowadzi do konkluzji, że nawet z tak mocno wyeksploatowanego tematu jak marketing wirusowy można jednak stworzyć ciekawą książkę. Bo zestawienie nawet znanych historii i strategii w jednym tomie sprawia, że zaczynamy kojarzyć ze sobą mocno odległe tematy, a szansa na odnalezienie unikalnej strategii wirusowej dla naszego produktu czy usługi wzrasta wykładniczo.

2. Co warto wiedzieć o autorze książki?

Jonah Berger [1], profesor marketingu w Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii, specjalizuje się w marketingu szeptanym, analizując wpływ społeczny i znaczenie kontekstu na skuteczność przekazu marketingowego.
Jego książka “Efekt wirusowy w biznesie”, wydana w 2013, szybko uzyskała status światowego bestsellera i została przetłumaczona na 25 języków, a łączna sprzedaż przekroczyła 150 tysięcy egzemplarzy. Continue reading

Rework – Jason Fried, David H. Hansson – Recenzja i materiały dodatkowe

Książka “REWORK”, jak na amerykański poradnik, jest niezwykła i wyjątkowa. Czym więc wyróżnia się ta pozycja od innych, pozornie podobnych poradników, których setki zalegają na półkach większości polskich księgarni? Krótko mówiąc, różnica leży w racjonalnym podejściu do biznesu. Nie znajdziemy tu ckliwych, tanich porad motywacyjnych, nie znajdziemy pochwały pozytywnego myślenia, nie znajdziemy powielania stereotypów, nie znajdziemy też peanów na temat Doliny Krzemowej i środowiska startupowego. W zasadzie książka  jest do cna antyamerykańska, a jej autorzy piszą o rzeczach niepopularnych, niezgodnych z typową (pseudo)logiką biznesową. Po przeczytaniu tej książki czytelnik będzie też wiedział, dlaczego Facebook czy Google to wyjątek, a nie reguła.

Poniżej zamieszczam recenzję książki i materiały dodatkowe, z zastosowaniem moich stałych 10 punktów recenzenckich:

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

Poradniki biznesowe, zwłaszcza te amerykańskie, są albo wątpliwe merytorycznie, albo pełne schematów i uproszczeń, albo nijak się mają do polskiej rzeczywistości. Szansa, że znajdziemy w takiej literaturze naprawdę wartościowe porady, jest mikroskopijnie mała. Na szczęście co jakiś czas zdarza się wyjątek od tej reguły. REWORK Jasona Frieda i Davida Heinemeiera Hanssona jest właśnie taką osobliwą książką. Mamy tu co prawda setki porad, mniej lub bardziej praktycznych, jednak to, co najważniejsze, to filozofia, jaka przyświecała autorom. A tę można streścić krótko i dosadnie: sensowych porad biznesowych może tylko udzielać zaprawiony w bojach przedsiębiorca, a nie teoretyk, nauczyciel akademicki czy publicysta bez biznesowego przetarcia. Jako przedsiębiorca z ponad 15-letnim stażem podpisuję się pod takim stwierdzeniem obiema rękoma.

2. Co warto wiedzieć o autorach książki? Continue reading

Analiza opłacalności otwarcia małego biznesu lokalnego

Ty dopiero chcesz założyć firmę, lub właśnie ją założyłeś. Ja otwarłem ją ponad 15 lat temu, i prowadzę ją nadal, choć popełniłem po drodze sporo kosztownych błędów.
Czym się jeszcze różnimy?

Tym, że ty nie musisz popełnić tych samych błędów, zwiększając swoje szanse na końcowy sukces już na samym starcie.
Nie ufam żadnym guru biznesu, którzy dają gwarancję sukcesu, bo wiem, że nie istnieje jeden sprawdzony przepis na udany biznes.
Każda sytuacja jest inna, każda firma otwierana jest w innym otoczeniu, będzie mieć innych klientów, będzie borykać się z innymi problemami.
Dlatego moje motto brzmi: “Nie da się przewidzieć sukcesu, ale można uniknąć porażki.”

Jeśli chcesz uzyskać opinię na temat swojego pomysłu na lokalny biznes od człowieka zaprawionego w biznesowych potyczkach, albo chcesz znaleźć sposób na wyraźne odróżnienie się od lokalnej konkurencji, zapraszam do kontaktu – wystarczy wysłać maila (z krótkim opisem, jakiego biznesu dotyczy zapytanie) na adres wojciechglabinski@gmail.com. Odpisuję/oddzwaniam maksymalnie w ciągu 24 godzin.

Wojciech Głąbiński

Ps.1: Wyszczególnienie i zakres moich usług wysyłam w pierwszym mailu. Natomiast szczegóły współpracy ustalamy podczas pierwszej rozmowy.

Ps.2: Moje artykuły i porady na temat małego biznesu:

http://ekonomiaprzetrwania.pl/jak-zalozyc-mala-firme-lokalna-i-nie-zbankrutowac/
http://ekonomiaprzetrwania.pl/zludzenie-zrozumienia-najczestsze-bledy-poznawcze-w-biznesie-czesc-1/
http://ekonomiaprzetrwania.pl/ile-trwa-trend-w-biznesie-i-czemu-tak-krotko/
http://ekonomiaprzetrwania.pl/25-pytan-do-innowatorow-czyli-jak-szybko-zweryfikowac-nowy-pomysl-na-biznes/
http://ekonomiaprzetrwania.pl/kryzys-to-szansa-czyli-dlaczego-warto-byc-pierwszym/
http://ekonomiaprzetrwania.pl/co-tak-naprawde-sie-liczy-w-biznesie/

Złudzenie planowania. Najczęstsze błędy poznawcze w biznesie (część 2).

Widząc w tytule hasło “złudzenie planowania”, pewnie pomyślałeś, że chodzi mi o brak planowania. Byłeś blisko. Brak planowania to w końcu największa zmora przedsiębiorców. Nie umiemy i nie lubimy planować, wolimy zaufać intuicji, podążać za modą albo kopiować cudze sukcesy. Taka nasza natura. Prawdopodobnie to właśnie zaniechanie procesu planowania jest główną przyczyną upadku większości małych i średnich biznesów.

Niestety, sam fakt opracowania planu nie gwarantuje powodzenia. Co gorsza, sporządzenie planu może wygenerować u jego autora nadmierny optymizm, złudzenie zrozumienia i kilka innych błędów poznawczych. Jednym z najbardziej bolesnych jest właśnie złudzenie planowania. Termin ten został wprowadzony do literatury psychologicznej w 1979 roku przez izraelskich naukowców, Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego. W opublikowanym Continue reading

Złudzenie zrozumienia. Najczęstsze błędy poznawcze w biznesie (część 1)

Złudzenie zrozumienia

“Złudzenie, że rozumiesz przeszłość, wywołuje z kolei złudzenie, że da się przewidzieć i kontrolować przyszłość.” – Daniel Kahneman, Pułapki myślenia (1)

Przedsiębiorcy najczęściej spotykają się z tym złudzeniem, oczywiście zupełnie nieświadomie, w czasie czytania poradników biznesowych. Ich główny przekaz najczęściej brzmi tak: konkretne działania niosą ze sobą konkretne, przewidywalne skutki, więc jeśli zastosujesz się do wskazanych porad, odniesiesz sukces – w przeciwnym razie czeka się pewna porażka.

Mamy tu do czynienia z dwiema przesłankami. Jedna z nich to przeświadczenie, że świat działa na zasadzie przyczynowo-skutkowej, a więc ci, co znają przyczyny, mogą w jakiś sposób zaplanować skutki. Druga mówi o tym, że z definicji wierzymy w sprawiedliwy świat, czyli taki, w którym dobre zachowania prowadzą do dobrych rezultatów i sukcesu, a złe niechybnie będą ukarane lub doprowadzą do kryzysu.

Niestety, zasady te są prawdziwe tylko do pewnego stopnia, Continue reading

Ekonomia uprzejmości w polskim wydaniu

Nowe pojęcia rodzą się przeważnie spontanicznie, niezauważalnie, na obrzeżach wszechobecnego mainstreamu. Podobnie rzecz ma się ze stosunkowo nową koncepcją, jaką jest ekonomia uprzejmości, będąca tłumaczeniem angielskiego neologizmu “thank you economy”. Termin został wprowadzony do powszechnego obiegu w 2011 roku za sprawą książki autorstwa Gary’ego Vaynerchuka, wydanej pod tym samym tytułem (polskie wydanie: Ekonomia wdzięczności, OnePress, 2013).

Autora nie będę jednak szerzej przedstawiał, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek, kto interesuje się marketingiem czy nowymi trendami, nie słyszał nigdy wcześniej o tak wyrazistej postaci, jaką jest Vaynerchuk. Dodam tylko, że był pionierem profesjonalnego vlogowania (WineLibrary.tv), jest multimilionerem i guru social media (@garyvee z 995k fanów na Twitterze), a do tego jest bezapelacyjnie nr 1, jeśli chodzi o przeklinanie podczas prezentacji (albo ex aequo z Eriką Napoletano @RedheadWriting).

Sedno nowej koncepcji opiera się na Continue reading

Jak założyć małą firmę lokalną i nie zbankrutować?

Załóżmy, że w ciągu najbliższych tygodni otworzysz swoją firmę. Zebrałeś środki, masz pomysł, zbadałeś rynek, oszacowałeś ilość potencjalnych klientów. Czyli podjąłeś masę wiążących decyzji. Klamka zapadła i przystępujesz do działania.

[Jeśli uznasz, że dzięki poniższemu tekstowi poszerzyłeś swoją wiedzę na temat zakładania własnej firmy, i zamierzasz ją wkrótce otworzyć, lub właśnie ją otworzyłeś, niekoniecznie w branży gastronomicznej, a masz chęć dokonać profesjonalnej analizy opłacalności otwarcia małego biznesu lokalnego, to zapraszam Cię do zapoznania się z warunkami ewentualnej współpracy: Analiza oplacalności otwarcia małego biznesu lokalnego ]

Załóżmy teraz, że twoja firma będzie działać w branży gastronomicznej, dokładnie rzecz ujmując, będziesz prowadził małą restaurację w niewielkiej miejscowości turystycznej (15 000 mieszkańców).

Jak sądzisz, jakie masz szanse, że utrzymasz swój biznes dłużej niż rok, że twój biznes będzie się dynamicznie rozwijał i że będziesz coraz więcej zarabiał, nie mówiąc o tym, że w ogóle zwróci ci się zainwestowany kapitał?

Zachęcam cię do Continue reading

Czy w Twojej branży też jest kryzys?

Zanim rozwinę temat, najpierw krótko o tym, czy jest kryzys?
Jeśli miałbym krótko i zwięźle scharakteryzować istotę kryzysu, oczywiście w odniesieniu do małej firmy, bo tym zajmuję się głównie na moim blogu, to musiałbym stwierdzić jednoznacznie, że KRYZYS to EFEKT BŁĘDÓW W ZARZĄDZANIU.

Tylko w ten sposób można wytłumaczyć, dlaczego jedne firmy upadają w czasie spowolnienia gospodarczego, a inne dynamicznie się rozwijają.
Continue reading

Jaka książka miała największy wpływ na polskich milionerów?

Na przestrzeni kilku ostatnich lat miałem okazję porozmawiać dłużej z dwoma przedsiębiorcami, którzy zarobili w swoich firmach po kilkanaście milionów złotych. Prawdziwi milionerzy z krwi i kości, choć na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniają wśród innych. Normalnie ubrani, bez żadnych ekstrawagancji, pełna kultura, skromność i umiar.

Zaciekawiony źródłem ich sukcesu, zapytałem ich, jak udało im się osiągnąć tak wielki sukces. Dodam tylko, że ich biznesy działają w zupełnie innych branżach. Wymienili kilka czynników, jednak to, co ich łączy, okazało się dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Continue reading

25 pytań do innowatorów, czyli jak szybko zweryfikować nowy pomysł na biznes

Masz świetny pomysł na nowy biznes, niezwykłą usługę, innowacyjny produkt? Liczysz, że uda się go spopularyzować? A może szukasz już inwestora?

Więc zanim przejdziesz do kolejnych etapów budowania biznesu, sprawdź najpierw, o co może Cię zapytać Anioł Biznesu lub przedstawiciel funduszu VC:

Continue reading

Ile trwa trend w biznesie i czemu tak krótko?

Jakiś czas temu czytałem wywiad ze znanymi warszawskimi restauratorami, Marcinem i Agnieszką Kręglickimi. Na pytanie: “Po jakim czasie restauracja traci przydatność do spożycia?”, rodzeństwo zgodnie odpowiada: “Po sześciu latach. Mody się zmieniają. Zmienia się i klientela. Po kilku latach lokal trzeba odnowić. Albo po prostu zrobić w tym miejscu nową restaurację”.

Aż trudno to sobie wyobrazić! Po sześciu latach całkowicie zmienić wizerunek, w który zainwestowaliśmy na przykład milion złotych (w branży restauracyjnej to bardzo możliwe).

Ale takie są czasy. Nic nie trwa wiecznie, czego wielu z nas, przedsiębiorców, jakoś nie chce przyjąć do wiadomości.
Continue reading

Kryzys w firmie: 20 sygnałów ostrzegawczych

Celem tego wpisu jest zasygnalizowanie przedsiębiorcom kwestii, które mogą ich drogo kosztować, jeśli odpowiednio wcześnie nie zareagują. Duże kryzysy zwykle zaczynają się całkiem niewinnie, zlokalizowanie więc słabych punktów jest niesłychanie ważne w biznesie. A każdy z opisanych poniżej sygnałów alarmowych może spowodować efekt domina lub efekt motyla, od małej zmiany do znaczących skutków.

1. Spadek sprzedaży lub złe wyniki finansowe

Zwykle tak to się zaczyna. To zresztą najsilniejszy sygnał alarmowy dla właściciela. Taka sytuacja powinna postawić na nogi całą firmę, wszystkie działy, i to jak najszybciej. Powodów może być wiele, choćby brak płatności od dużego kontrahenta czy awaria maszyny. Jednak najważniejsze jest, aby właściciel firmy wiedział dokładnie, co jest przyczyną spadku sprzedaży. A prawda jest taka, że Continue reading

Seth Godin byłby dumny z tego, że jego książki są czytane w Polsce

Jestem fanem książek Setha Godina i od lat uważnie śledzę jego pomysły. Jedną z jego najbardziej znanych publikacji jest Fioletowa krowa, wydana w Polsce przez OnePress w 2004 roku. Książka nosi znamienny podtytuł – “zmień się i bądź rozpoznawalny“.

Autor zadaje pytania, jak zdobyć klienta w monotonnym świecie niczym się nie wyróżniających produktów, nazywanych przez niego nudnymi krowami? Jak dotrzeć do klienta w czasach, gdy stara szkoła marketingu już nie działa i spowszedniała? I najważniejsze pytanie, jak wyhodować “fioletową krowę”, czyli jak zaskoczyć konsumenta produktem na wskroś oryginalnym i wyjątkowym?
Polecam, choć pozycja ta jest obecnie trudno dostępna.

Piszę dziś o “Fioletowej krowie”, bo kilka dni temu osobiście się przekonałem, że rzekomo niski poziom znajomości literatury biznesowej wśród przedsiębiorców to chyba jednak mit. W Bielsku-Białej jedna z kwiaciarni postawiła przed wejściem do lokalu taką oto reklamę: Continue reading

Co tak naprawdę się liczy w biznesie?

Dziś chcę opowiedzieć o problemie, z którym boryka się większość firm. O problemie, który jednak można rozwiązać.

Najpierw jednak posłuchaj, co udało się osiągnąć amerykańskiemu przedsiębiorcy o nazwisku Chip Conley . Otóż w 1987 roku kupił on podupadły hotelik w nieciekawej dzielnicy San Francisco, nazywając go z francuskiego “Joie de Vivre” (radość życia). Przyświecała mu od samego początku jedna myśl: sprawić, by pobyt w jego wymarzonym, odnowionym hotelu był dla jego gości niezapomnianym przeżyciem.
Continue reading

Znajdź problem, a będziesz bogaty

Czytałem niedawno wywiad z Johnem Mullinsem, wykładowcą z London Business School. Prezentuje on bardzo ciekawy punkt widzenia, z którym absolutnie się zgadzam. Mówi on mianowicie, że:

“Najważniejsze jest, aby dostrzec, co ludziom sprawia duży kłopot. Im większy będzie to problem, tym większe będą nasze przyszłe zyski, jeśli go rozwiążemy”. I zaraz dodaje: “W świecie biznesu wszystko jest kombinacją: wszystko już zostało wymyślone i dowcip polega na tym, by umiejętnie połączyć ze sobą to, co już istnieje“.
Continue reading