Category Archives: Nawyki

Umowa z samym sobą, czyli czego możemy nauczyć się od Odyseusza

Czy zdarzają ci się zachowania, których chciałbyś, i mógłbyś, uniknąć? Co więcej, wydaje ci się, że masz dość silnej woli, by kolejny raz nie popełnić tego samego błędu? A i tak go popełniasz. Wchodzisz do sklepu kupić jeden prezent, a wychodzisz z całym koszykiem nieplanowanych wcześniej produktów? Wchodzisz do kolektury lotto, by puścić jeden kupon za 4 zł, a wydajesz 40 zł, bo akurat (znowu) była kumulacja?

Innymi słowy, nie odnosisz przypadkiem wrażenia, że czasem zachowujesz się irracjonalnie, mimo że wcześniej mówiłeś sobie, że tym razem zachowasz się inaczej, tak jak wcześniej sobie zaplanowałeś? Jeśli tak, to omówiona w tym artykule strategia może znacznie zwiększyć nie tylko twoją produktywność, ale też poczucie kontroli nad swoim życiem.

Idea jest banalnie prosta. Jeśli sam nie dajesz sobie rady ze złym nawykiem, lub chcesz wykształcić w sobie nowe, dobre przyzwyczajenie, to znajdź sobie sprzymierzeńca, który cię wesprze w twoim postanowieniu. Używając słów Davida Eaglemana, amerykańskiego neuronaukowca: “jeśli nie możesz polegać na własnym systemie racjonalnym, to go od kogoś pożycz” [1].

Co najciekawsze, sprzymierzeńcem może być ktokolwiek lub cokolwiek. W wersji “osobowej”, umów się ze znajomym, że jeśli przykładowo codziennie nie napiszesz jednej strony swojej powieści, wtedy za każdy taki dzień zapłacisz mu 100 zł kary. Bez żadnych dyskusji. Umowa może dotyczyć jakiejkolwiek czynności, którą chcesz wykonywać regularnie (np. bieganie) lub którą chcesz zaprzestać (np. objadanie się późnym wieczorem). W wersji “bezosobowej”, zaplanuj do wykonania dwie czynności pod rząd. Najpierw czynność trudniejsza, którą musisz lub chcesz wykonać, a dopiero potem czynność, którą lubisz – jako formę nagrody. Najpierw bieganie, potem ulubiony serial. Nie biegałeś, dzisiaj serialu nie oglądniesz. Brzmi nierealnie? Być może, ale tym, co mnie najbardziej zaskakuje w tej metodzie, jest jej niewiarygodna skuteczność. A jej źródłem jest poczucie uczciwości wobec siebie. Umowę zawierasz sam ze sobą, kontrolę za jej wykonanie powierzając komuś, lub czemuś, z zewnątrz.

Wspomniany już wcześniej David Eagleman, autor “Mózgu incognito”, zapytany o receptę na odniesienie sukcesu i zwiększenie osobistej efektywności [2], odpowiedział tymi słowy: “Uważam, że kluczem do rozwiązania wszystkich tych spraw jest najpierw poważne zastanowienie się, jaką osobą chcemy się stać, a następnie zobowiązanie się do przestrzegania Kontraktu Odyseusza [3], w którym generalnie chodzi o to, aby zmusić się przestrzegania właściwego zachowania [4]“.

Dlaczego o tym piszę? Uważam bowiem, że wspomniana strategia jest jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek wymyślono w zakresie rozwoju osobistego. Prekursorem był oczywiście sam Odyseusz (gwoli ścisłości, zwany też Ulissesem, dlatego strategia w literaturze anglojęzycznej znana jest jako “Ulysses pact” lub “Ulysses contract”), który przed wyruszeniem w morze nakazał swoim kompanom przywiązać się do masztu, by oprzeć się pokusie ze strony Syren, kuszących z brzegu jednej z pobliskich wysp. Oddajmy jeszcze raz głos Eaglemanowi, który komentuje zachowanie Odyseusza w następujący sposób: “Mit ten ilustruje, jak ludzki umysł wyciąga wnioski dotyczące wzajemnego oddziaływania frakcji krótko- i długoterminowych korzyści. Skutek jest niezwykły: umiemy negocjować z przewidywalnymi wersjami naszego umysłu z różnych punktów w czasie” [5]

Sedno tej strategii leży więc w dobrowolnym postanowieniu, że w razie pojawienia się konkretnej sytuacji w przyszłości, zachowamy się tak, jak sobie postanowiliśmy odpowiednio wcześniej. W tym celu “ja z teraźniejszości” niejako utrudnia życie “mnie z przyszłości”, zastawiając na niego mentalną lub wręcz fizyczną pułapkę. A wszystko po to, by “ja z przyszłości” nie popełniło błędu, którego “ja z teraźniejszości” jest świadome i którego za wszelką cenę chce uniknąć w przyszłości.

Wśród wielu zalet tej strategii, trzy z nich są dla mnie kluczowe. Po pierwsze, to ty sam doskonale wiesz, co jest twoim problemem, który chcesz rozwiązać; po drugie, sam ustanawiasz warunki umowy z samym sobą; i po trzecie, panujesz nad całym procesem. Nie twierdzę, że umowę Odyseusza można zastosować w każdej sytuacji (na pewno nie nadaje się do rozwiązywania poważnych problemów psychologicznych, w takim wypadku zalecany jest jak najszybszy kontakt z lekarzem specjalistą). Nie twierdzę też, że nie ma ona żadnych minusów. Jednym z nich może być chociażby to, że tylko ty jesteś odpowiedzialny za swoją umową. W efekcie może się zdarzyć, że nikt poza tobą nie będzie znał jej szczegółów, choć oczywiście można w umowę wciągnąć także inną osobę – wtedy możesz mieć dodatkowe “zabezpieczenie” czy gwarancję, że dotrzymasz swojego postanowienia. Biorąc pod uwagę wspomniane za i przeciw, szczerze zachęcam do jej przetestowania.

Dan Ariely, jeden z najbardziej znanych przedstawicieli ekonomii behawioralnej, uległ niegdyś poważnemu wypadkowi. Po dwuletnim pobycie w szpitalu, gdzie głównie leczył rany po ciężkich oparzeniach, musiał następnie, już w domowym zaciszu, samodzielnie aplikować sobie bolesne zastrzyki. Po pewnym czasie okazało się, że jako jedyny z rekonwalescentów wypełnił wszystkie zalecenia lekarskie. Źródłem jego sukcesu okazała się właśnie umowa Odyseusza. Będąc fanem filmów video, postanowił, że codziennie wieczorem będzie oglądał jeden nowy film (korzyść krótkoterminowa), ale zanim go włączy, zaaplikuje sobie zastrzyk (korzyść długoterminowa). Zresztą posłuchajcie sami jego niesamowitej historii (video z napisami w języku polskim):

Źródła:

[1] Mózg incognito, David Eagleman, Carta Blanca, 2013, str. 161

[2] “Hello Dr Eagleman. What are some concrete advice from a neuroscientist perspective to: stop doing nothing on my computer all day, increase (psychological) energy, motivation, deal with my social anxiety,decrease my sensitivity to social situations, decrease my social inhibition and care less about what people are thinking, manage anger, how to feel/be happy (what does is mean for the brain to be happy).”
http://www.reddit.com/r/IAmA/comments/v85vk/i_am_david_eagleman_neuroscientist_and

[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Ulysses_pact

[4] “I think the key to solving all these issues is to think hard about the kind of person you want to be and then set up a Ulysses Contract with yourself — essentially a way of binding yourself to the right kind of behavior.”
http://www.reddit.com/r/IAmA/comments/v85vk/i_am_david_eagleman_neuroscientist_and

[5] Mózg incognito, David Eagleman, Carta Blanca, 2013, str. 159

Iluzja korelacji na przykładzie nawyków bogatych i biednych

Co jakiś czas w mediach pojawiają się zestawienia z opisem, co robią, a czego nie robią, bogaci i biedni. W podtekście jesteśmy karmieni iluzją, że wystarczy tylko powielać dobre, właściwe zachowania bogatych, aby zostać jednym z nich. Tylko że takie zestawienia mają niewiele wspólnego z twardą rzeczywistością. Parę dni temu o nawykach bogatych i biednych znowu zrobiło się głośno, więc tym razem postanowiłem zabrać w tej kwestii głos. Wychodzę z założenia, że warto przyjrzeć się tej sprawie od drugiej strony, czyli z perspektywy błędów poznawczych.

Zacznijmy od małego dziennikarskiego śledztwa, próbując znaleźć źródło informacji emitowanych na antenie biznesowego kanału telewizyjnego. Materiały wyemitowane w programie “Co różni bogatych od biednych? Oprócz stanu konta także codzienne nawyki.” w stacji TVN24bis [1] wskazują na dwa bezpośrednie źródła: Forbes [2] i oraz tajemniczo brzmiącą frazę “business-management-degree”. Po sprawdzeniu tej frazy w Google, znajdujemy właściwy adres internetowy [3] i naszym oczom ukazuje się infografika prezentująca nawyki najbogatszych ludzi na świecie. I wreszcie, pod infografiką, odnajdujemy rzeczywiste źródło wiadomości telewizyjnych, jakim jest serwis RichHabits.net, prowadzony przez biznesmena i konsultanta, Toma Corleya. To właśnie ten autor, na bazie pięcioletnich analiz (trudno to nazwać badaniami, o czym za chwilę), sporządził wykaz czynności, które codziennie wykonują, lub nie wykonują, bogaci i biedni, a swoje wnioski zawarł w książce “Rich Habits” [4]. Książka z miejsca zyskała status bestsellera, a sam autor zaczął spieniężać swój sukces także poprzez organizację licznych wykładów i szkoleń.

Co równie ważne, drugi podtytuł jego książki brzmi: “Dowiedz się, jak bogaci stają się tak bogaci (sekrety osiągania sukcesu finansowego – ujawnione)” [5]. W ten sposób autor jawnie deklaruje, że istnieje ścisła zależność pomiędzy nawykami bogatych i biednych a stanem ich zamożności. Idąc dalej tym trybem rozumowania, jeśli tylko zaczniesz postępować tak jak milionerzy, zwiększysz szanse na zostanie jednym z milionerów. Typowa zależność przyczynowo-skutkowa: czynnik A wywołuje czynnik B. Problem jednak w tym, że doszukiwanie się w zestawieniu nawyków zaproponowanym przez Corleya korelacji jest błędne. Mamy tu do czynienia z typowym błędem poznawczym, jakim jest iluzja korelacji, który polega na doszukiwaniu się związków przyczynowo-skutkowych tam, gdzie ich nie ma.

A odnośnie metodologii, Corley w ciągu paru lat przepytał, na bazie swojej ankiety zawierającej listę nawyków, 233 osoby bardzo bogate, oraz 128 osoby stosunkowo biedne. Jak widać, próbka bardzo mała, a badanie miało charakter zwykłej ankiety. Ale nawet zostawiając w tle kwestię kiepskiej metodologii, już samo zestawienie nawyków sugeruje istnienie irracjonalnych związków przyczynowo-skutkowych.

Oto, co Corley ma nam do powiedzenia, i o czym mogliśmy się dowiedzieć z programu TVN24bis:

“91 % bogatych wykonuje codziennie listę zadań, wśród biednych tylko 9 %”

Wniosek: aby zostać bogatym, musisz wykonywać listę zadań. Jeśli tego nie będziesz robił, nie wzbogacisz się. Po pierwsze, taka korelacja jest maksymalnie uproszczona, bo nie uwzględnia innych czynników (wykształcenie, szczęście i przypadek, zdrowie, środowisko, rodzina, znajomi, motywacje, ambicje, sytuacja gospodarcza globalnie i lokalnie). Po drugie, trzeba sobie zadać pytanie, czy zapisywanie i realizacja listy zadań jest skutkiem czy przyczyną bogactwa? Czy bogaci, zanim zostali bogaci, robili listy zadań, czy robią je dopiero od pewnego czasu, bo poznali tę technikę od znajomych czy z którejś książki? Można więc dojść do wniosku, że tego typu zestawienia pokazują tylko, jak zachowują się pewni ludzie teraz, a nie kiedyś. I jeszcze pytanie: czy gdyby biedni zaczęli robić listy zadań, w jakim stopniu zmieniłoby to ich życie, skoro robiliby te same czynności co obecnie, tylko mieliby je zapisane i odhaczone?

“Wstawanie 3 godziny przed pracą: bogaci 44 %, biedni 3 %.”

Wniosek: wstawaj wcześniej, a zaczniesz zarabiać więcej. Uff, aż zgrzyta. Moje pytanie brzmi: czy bogaci przypadkiem nie wstają wcześniej, bo większość z nich to przedsiębiorcy i ludzie wykonujący wolne zawody (co potwierdzają zresztą badania nad milionerami autorstwa Thomasa Stanleya i Williama Danko [6], a biedni pracują na etacie (lub dwóch słabo płatnych etatach), a ich cały dzień wypełniony jest gonitwą w celu zapewnienia bytu swojej rodzinie (zgodnie z zasadą “od pierwszego do pierwszego”). W związku z tym czy przypadkiem bogaci, jako prezesi, przedsiębiorcy i freelancerzy, nie zaczynają pracy później, gdyż nie muszą zaczynać pracy w kasie o 6 rano? Oczywiście, i to jest pewnym uogólnieniem, ale i tak mocno kontrastuje z tezą zawartą przez Corleya w opisie tego nawyku.

“Słuchanie audioboków w drodze do pracy: bogaci 63 %, biedni 5 %.”

Wniosek: słuchaj więcej i częściej audioboków w drodze do pracy, a twoje finanse się poprawią. Znowu bełkot. A prawdziwa przyczyna takiego stanu rzeczy? Po pierwsze, bogatych stać na audiobooki (teraz, bo kiedy dopiero stawali się milionerami, audioboków jeszcze nie było!), po drugie najczęściej dojeżdżają do pracy własnym samochodem (gdzie słucha się audioboków najlepiej), i po trzecie, słuchają audioboków tematycznie związanych z wykonywaną przez nich pracą (biznesowych, specjalistycznych i motywacyjnych), bo właśnie to zajęcie, które obecnie wykonują, niejako wymusza na nich zapoznawanie się z nowymi strategiami czy pomysłami.

Pełna lista nawyków jest dostępna tutaj [7]  – absurdów jest tu znacznie więcej, np. na drodze do zostania milionerem stoją takie przeszkody jak: 80 % bogatych dzwoni z życzeniami urodzinowymi (do znajomych/rodziny), a wśród biednych tylko 11 %. Przyczyn jest wiele, bardzo prozaicznych, jednak próba doszukiwania się tu korelacji i zależności przyczynowo-skutkowej jest sporym nadużyciem.

Oddajmy jednak głos autorowi i posłuchajmy jego argumentów [8]:

- Autor twierdzi, że jego rodzina odzyskała fortunę, którą utraciła jednego dnia, bo jego ojciec miał więcej nawyków bogatych ludzi niż biednych. Twierdzi też, że jego badania to dopiero początek czegoś wielkiego, dzięki czemu miliony ludzi może wydostać się z biedy (tak jakby częstsze czytanie książek czy wcześniejsze wstawanie miało znaczący wpływ na inne czynniki społeczne, odpowiedzialne w głównej mierze za biedę i trudne warunki życia obywateli o niskich dochodach).

Dosłowny cytat z wypowiedzi autora: “I know poverty is complicated. I know from personal experience. My family was wealthy and overnight we lost everything. But… my father recovered. He recovered because he had more Rich Habits than Poverty Habits. My research is still a work in progress as far as I am concerned but I do know I have stumbled upon something that could help millions end their personal poverty. I now know there are things we can do to lift ourselves out of poverty.”[9]

- Autor twierdzi, że jest niedocenianym geniuszem na miarę Einsteina czy Adama Smitha, a swoje “badania” na mocno niereprezentatywnej grupie respondentów uznaje za przełomowe w dziejach ludzkości. I właśnie dlatego nie musi korzystać z żadnych uznanych narzędzi matematycznych czy statystycznych (economic protocols), bo wielcy też z nich nie korzystali. Co akurat jest nieprawdą i ponownym nadużyciem ze strony autora, bo Einstein nie był żadnym outsiderem, gdyż publikował swoje artykuły w najlepszym czasopiśmie naukowym w dziedzinie fizyki tamtych czasów, Annalen der Physik[9], a zanim otrzymał Nobla, był do tej nagrody nominowany wielokrotnie w latach 1910-1922 ![11]

I did not use any of the economic protocols that you believe are necessary in order to validate my research. Many of the most significant breakthroughs in science and economics were by outsiders. Einstein (Patent clerk), and Adam Smith (Scottish Philosopher) are examples. Very often the greatest discoveries made in specific fields are by outsiders who do not follow standard protocols. Because they are not aware of such protocols, they are not confined by them.” [12]

- Autor twierdzi, że nie widzi korelacji między nawykami a poziomem zamożności, tylko że osią jego książki jest własnie wykazywanie tej korelacji.

I think the common thread I am seeing is the idea that I am trying to prove causation. I am not. I sought to identify those things that wealthy people do on an almost daily basis (their daily activities or habits) and compare them to the things poor people do.”[13]

- Autor twierdzi, że dzięki nawykom bogatych zwiększył swoje przychody, ale korelacji w tym nie widzi żadnej …
“I followed the Rich Habits and made that increased my income. Two seminar participants also had great success and begged me to write a book about the Rich Habits. So I did. There is not question in my mind that if you follow the Rich Habits you will become financially successful. No question about causation there.” [14]

- I na koniec przebój sezonu: autor wcześniej wypowiadał się na temat korelacji i przyczynowości, a tu twierdzi, że w ogóle o niej nie słyszał:

I have to confess I never heard about correlation and causality.” [15]

Dawno nie spotkałem się z tak niekonsekwentnym i oderwanym od rzeczywistości autorem. Twierdzi, że korelacji nie dostrzega, zaraz potem pisze, że nawet nie wie, co to korelacja. Twierdzi, że w jego przypadku stosowanie nawyków bogatych przyniosło mu wzrost dochodów (notabene, za sprawą organizowania szkoleń na temat … nawyków bogatych), ale znamion korelacji znowu nie dostrzega. U Corleya głosy krytyków, nawet najbardziej racjonalne, trafne i rzeczowe, nie znajdują żadnego posłuchu. Odnoszę wrażenie, że postawa autora jest klasycznym przykładem efektu potwierdzenia (ang. confirmation bias), który polega na tym, że szukamy często dowodów na potwierdzenie swoich sądów, i to za wszelką cenę, ale gdy pojawią się dowody przeciwne, obalające nasze wcześniejsze założenia, z premedytacja je ignorujemy lub znajdujemy dla nich wygodną interpretację, pasującą do naszego światopoglądu.

Po drugie, autor ślizga się tylko po powierzchni problemu, snując daleko idące wnioski na bazie małej grupki respondentów, nie stosując żadnej uznanej metodologii naukowej, a na dodatek się do tego otwarcie przyznaje. Czyli chce brzmieć naukowo, nawet chciałby być traktowany jako geniusz na miarę Einsteina (?!), a robi wszystko, aby jego “badania” nie miały nic wspólnego z uznaną metodologią naukową. Mimo to jego książka i wnioski obiegły cały świat, dając wielu biednym złudną nadzieję, że zmiana codziennych nawyków może całkowicie odmienić ich los. Nie twierdzę, że stosowanie pewnych nawyków przez uboższe warstwy społeczeństwa nie może w pewnym zakresie zmienić ich życia na lepsze, tylko biorąc pod uwagę skalę problemu (warunki społeczne, geograficzne, demograficzne czy geopolityczne), zmiana nawyków to zdecydowanie zbyt mało.

I wreszcie, jak Corley może twierdzić, że nie widzi żadnej korelacji między nawykami bogatych a ich zamożnością, skoro od lat prowadzi w swoim Rich Habits Institute szkolenia, których celem jest … nabycie nawyków bogatych ludzi [16].

Nigdzie nie znajdziemy dobrej i pewnej rady, jak zostać milionerem, a podążanie za nawykami bogatych trudno traktować nawet jako wskazówkę, bo temat dochodzenia do bogactwa jest dużo bardziej skomplikowany. Mamy jednak radę, którą na bazie innych, znacznie lepiej przeprowadzonych badań, proponują rodzicom wspomniani już Thomas Stanley i William Danko [17]. Z ich analiz wynika bowiem, że milionerami zostawali ci, którzy z reguły nie dostawali żadnego wsparcia finansowego od rodziców (!), przez co byli zmuszeni być bardziej samodzielnymi i kreatywnymi. A nadopiekuńczy rodzice sprawiali z kolei, że ich dzieci nie wykazywały przedsiębiorczej żyłki, bo i po co, skoro i tak mogli zawsze liczyć na wsparcie finansowe ze strony rodziców. To kluczowa różnica i cenna wskazówka dla obecnych i przyszłych rodziców.

Cytowane źródła:

[1] Program wyemitowany dnia 17.07.2014 r w stacji TVN24bis: http://tvn24bis.pl/informacje,187/co-rozni-bogatych-od-biednych-oprocz-stanu-konta-takze-codzienne-nawyki,450756.html
[2] Link do strony Forbesa dotyczy jedynie listy najbogatszych ludzi świata: http://www.forbes.com/billionaires/
[3] http://www.business-management-degree.net/features/wealthiest-people/
[4] http://richhabits.net/
[5] W oryginale: “Find out how the rich get so rich (the secrets to financial success revealed)”
[6] Sekrety amerykańskich milionerów, czyli krezusi z sąsiedztwa, Thomas J. Stanley, William D. Danko, Fijor Publishing, 2011,
http://www.fijor.com/sekrety-amerykanskich-milionerow-czyli-krezusi-z-sasiedztwa/
[7] http://www.daveramsey.com/blog/20-things-the-rich-do-every-day
[8-9] Cytowane wypowiedzi Corleya pochodzą z dyskusji, w jakiej brał udział na stronie: http://shaungroves.com/2013/11/why-are-some-people-rich-others-poor-tom-corleys-rich-habits/
[10] http://en.wikipedia.org/wiki/Annalen_der_Physik
[11] http://www.ota-berlin.de/blog/12/06/einstein-in-berlin-%E2%80%93-part-xii-the-story-of-his-nobel-prize-by-%E2%80%98ota-berlin-constituency-blog%E2%80%99-science-contributor-aant-elzinga/
[12-15] Cytowane wypowiedzi Corleya pochodzą z dyskusji, w jakiej brał udział na stronie: http://shaungroves.com/2013/11/why-are-some-people-rich-others-poor-tom-corleys-rich-habits/
[16] http://richhabits.info/wp-content/uploads/Tom-Corley-Rich-Habits-REPORT-Goal-Setting.pdf
[17] Sekrety amerykańskich milionerów, czyli krezusi z sąsiedztwa, Thomas J. Stanley, William D. Danko, Fijor Publishing, 2011,
http://www.fijor.com/sekrety-amerykanskich-milionerow-czyli-krezusi-z-sasiedztwa/

Efekt wirusowy w biznesie – Jonah Berger – recenzja

Trudno o lepszy tytuł dla poradnika biznesowego. Efekt wirusowy to przecież Święty Graal marketingu. Tysiące marketerów codziennie poszukują magicznej formuły, która pozwoli za niewielkie pieniądze, a najlepiej za darmo, wypromować dany produkty czy usługę. Jednak tylko nielicznym udaje się ta sztuka. A “Efekt wirusowy w biznesie” stanowi dobrą bazę wyjściową do tego typu rozważań marketingowych.

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

“Nie twórz kolejnego nudnego produktu, twórz temat do rozmowy”, zdaje się nam powtarzać autor w każdym rozdziale. Łatwo napisać, trudniej wdrożyć. Mimo to książkę czyta się znakomicie. Jedyny problem z tą książką polega na tym, że w zasadzie nie odkrywa niczego nowego. To wszystko już gdzieś czytałem, ale rozproszone i niepowiązane ze sobą. A to, paradoksalnie, prowadzi do konkluzji, że nawet z tak mocno wyeksploatowanego tematu jak marketing wirusowy można jednak stworzyć ciekawą książkę. Bo zestawienie nawet znanych historii i strategii w jednym tomie sprawia, że zaczynamy kojarzyć ze sobą mocno odległe tematy, a szansa na odnalezienie unikalnej strategii wirusowej dla naszego produktu czy usługi wzrasta wykładniczo.

2. Co warto wiedzieć o autorze książki?

Jonah Berger [1], profesor marketingu w Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii, specjalizuje się w marketingu szeptanym, analizując wpływ społeczny i znaczenie kontekstu na skuteczność przekazu marketingowego.
Jego książka “Efekt wirusowy w biznesie”, wydana w 2013, szybko uzyskała status światowego bestsellera i została przetłumaczona na 25 języków, a łączna sprzedaż przekroczyła 150 tysięcy egzemplarzy. Continue reading

Złudzenie zrozumienia. Najczęstsze błędy poznawcze w biznesie (część 1)

Złudzenie zrozumienia

“Złudzenie, że rozumiesz przeszłość, wywołuje z kolei złudzenie, że da się przewidzieć i kontrolować przyszłość.” – Daniel Kahneman, Pułapki myślenia (1)

Przedsiębiorcy najczęściej spotykają się z tym złudzeniem, oczywiście zupełnie nieświadomie, w czasie czytania poradników biznesowych. Ich główny przekaz najczęściej brzmi tak: konkretne działania niosą ze sobą konkretne, przewidywalne skutki, więc jeśli zastosujesz się do wskazanych porad, odniesiesz sukces – w przeciwnym razie czeka się pewna porażka.

Mamy tu do czynienia z dwiema przesłankami. Jedna z nich to przeświadczenie, że świat działa na zasadzie przyczynowo-skutkowej, a więc ci, co znają przyczyny, mogą w jakiś sposób zaplanować skutki. Druga mówi o tym, że z definicji wierzymy w sprawiedliwy świat, czyli taki, w którym dobre zachowania prowadzą do dobrych rezultatów i sukcesu, a złe niechybnie będą ukarane lub doprowadzą do kryzysu.

Niestety, zasady te są prawdziwe tylko do pewnego stopnia, Continue reading

Edukacja finansowa dla rodziców

Zapraszam na mojego drugiego, najnowszego bloga, poświęconego w całości edukacji finansowej dla rodziców.

Są już dostępne trzy pierwsze artykuły:

Jakiej przyszłości chcemy dla naszych dzieci
http://www.edukacjafinansowadlarodzicow.pl/jakiej-przyszlosci-finansowej-chcemy-dla-naszych-dzieci/

3 główne powody, by uczyć dzieci o finansach
http://www.edukacjafinansowadlarodzicow.pl/3-glowne-powody-by-uczyc-dzieci-o-finansach/

Płytka i głęboka świadomość finansowa
http://www.edukacjafinansowadlarodzicow.pl/plytka-i-gleboka-swiadomosc-finansowa/

Zapraszam do lektury i komentowania.

PS. Temat finansów w polskich domach jest trudny, kontrowersyjny i często pomijany. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić, a nasze dzieci będą mądrzejsze finansowo od swoich rodziców.

7 powodów rezygnacji stałych klientów

W nieustannej pogoni za nowymi klientami przedsiębiorcy często zapominają, jak ważni są stali klienci i wbrew pozorom, jak łatwo ich nieodwracalnie stracić. Ku przestrodze przygotowałem listę 7 najczęściej występujących powodów utraty klientów.

Jeśli masz firmę, koniecznie sprawdź, czy nie zagraża jej jeden z poniższych syndromów wypalenia stałego klienta:

1. Znudzenie
Załóżmy, że klient Continue reading

Jakość obsługi klienta – kogo to jeszcze obchodzi?

Śmiem twierdzić, że klienta łatwiej stracić niż pozyskać

Mimo setek dostępnych w księgarniach poradników, mimo dziesiątek firm szkoleniowych prowadzących szkolenia z obsługi klienta, mimo rosnącej świadomości u przedsiębiorców, że sprzedaż równa się zadowolony klient, nadal, niemal na każdym kroku, spotykamy nieuprzejmych sprzedawców lub krótko mówiąc, nieprofesjonalne podejście do klienta.

Klient ma zawsze rację, nawet gdy Continue reading

Czym są nawyki?

Każdy nawyk to inaczej automatyczny proces myślowy, który zazwyczaj ułatwia nam wykonywanie konkretnych czynności. Sztandarowym przykładem jest jazda samochodem, podczas której kierowca wykonuje dziesiątki wyuczonych wcześniej ruchów, najczęściej zupełnie nieświadomie. Zapytany o ostatnie 10 kilometrów jazdy, odpowie, że nic nie pamięta z podróży, bo myślał o czymś innym, albo z kimś rozmawiał.

Nawyk można też nazwać zwyczajem, wyuczonym wzorcem zachowania, albo czynnością często podejmowaną, jednocześnie trudną do zaniechania. Tym samym nawyki kształtują naszą osobowość i narzucają nam nowe tożsamości. Tak, nawyki mają niebywałą siłę rażenia.

W kwestiach finansowych dwa przeciwstawne nawyki – oszczędzania i zadłużania się – najczęściej decydują o jakości finansów osobistych. Rozważmy dwie sytuacje:

Sytuacja 1: Staram się co miesiąc odkładać 300 zł. To daje tylko 10 zł dziennie. Weszło mi to w nawyk i odkładam w ten sposób przez 10 lat. Po 10 latach mam 3 600 zł x 10 = 36 000 zł + odsetki (celowo je tu pomijam, choć stanowią sporą kwotę). Moja nowa tożsamość: posiadający dodatkową gotówkę, zamożny, oszczędny.

Sytuacja 2: Cały czas mi brakuje i co jakiś czas biorę kredyt. W sumie moje zadłużenie rośnie w tempie 300 zł miesięcznie. I mimo że spłacam jeden kredyt, to w międzyczasie biorę kolejny. I tak przez 10 lat. W sumie mam do spłacenia 36 000 zł + odsetki. Moja nowa tożsamość: dłużnik, kredytobiorca.

Te dwie sytuacje to całkowita odwrotność. Ten sam nawyk konsekwencji, w dwóch różnych odmianach oszczędzania i zadłużania się, przyniósł zupełnie inne efekty. A zarazem dwie przeciwstawne tożsamości, których wpływ na inne sfery życia jest gigantyczny.

A wszystko zaczyna się od pierwszej odłożonej złotówki, lub od pierwszego kredytu.

To takie proste.

Albo tak, albo tak. Zdecydowana większość osób, które posiadają lokaty w bankach, nigdy nie brała kredytu! Według statystyk bankowych, niemal połowa Polaków nie jest zainteresowana zaciągnięciem kredytu.

Na szczęście zawsze możemy też zmienić stare nawyki i wprowadzić skuteczniejsze, efektywniejsze strategie.

Na szczęście zawsze mamy wybór.

Skoro wykształciliśmy w sobie jeden nawyk, mamy w sobie potencjał, by wykształcić w sobie nawyk przeciwstawny.

To znowu takie proste, choć niektórzy mogą twierdzić, że tak nie jest. A ja przekonałem się, że można, że da się takie zmiany wprowadzać w życie.

A więc?  Nie zastanawiając się nad jakością naszego życia finansowego, możemy wiele przegapić i w porę się nie opamiętać. Możemy spędzić życie na finansowym autopilocie bez opcji bezpiecznego lądowania.

Może więc warto przyjrzeć się bliższej swoim finansom już teraz?