Category Archives: Inwestowanie

Czarny łabędź, Nassim Taleb – recenzja

Taleba jako obrazoburczego eseistę i pełnego pogardy dla ekonomistów filozofa można nie lubić. Ale Taleba jako speca od szacowania ryzyka i “dyżurnego dysydenta na Wall Street” [1] należy uważnie wysłuchać. Nie można bowiem przejść obojętnie obok wielu jego koncepcji, których z powodzeniem użył jako pretekst do ataku na skostniały system finansowy.

Bodaj najbardziej znana jego koncepcja nosi nazwę “czarnego łabędzia“.  W ujęciu autora, Czarny Łabędź to zdarzenie rzadkie, które można opisać na trzy sposoby. Po pierwsze, jest nietypowe, co sprawia, że nie można go w żaden sposób przewidzieć. Po drugie, jego wpływ na rzeczywistość jest ogromny, nieraz katastrofalny. I wreszcie, jego wystąpienie, mimo braku możliwości jego przewidzenia,  łatwo jesteśmy sobie w stanie wyjaśnić, co sprawia, że po fakcie wydaje nam się, że dane zdarzenie było jednak łatwo przewidzieć.

Taleb rozróżnia dwa rodzaje Czarnych Łabędzi: pozytywne i negatywne. Oba są równie mało prawdopodobne, a różnica polega na ewentualnych skutkach, jakie ze sobą niosą owe rzadkie, nieprzewidywalne zdarzenia. Do pierwszej grupy, czyli pozytywnych  Czarnych Łabędzi, Taleb zalicza takie zdarzenia jak nieoczekiwane zyskanie statusu bestsellera danej książki, wynalazki i odkrycia naukowe czy inwestycje funduszy Venture Capital. Do drugiej, negatywnej, zalicza wojny i kryzysy, których skutki są zazwyczaj opłakane i dalekosiężne. Przy czym zdaniem autora, mimo że pewne zdarzenia jesteśmy w stanie teoretycznie przewidzieć, to „obawiamy się nie tych nieprawdopodobnych zdarzeń co trzeba” [2]. W celu zilustrowania tej tezy, Taleb wprowadza kolejne rozróżnienie: na Czarne Łabędzie, o których można usłyszeń w mass mediach, np. spodziewane pęknięcie bańki inwestycyjnej, oraz na Czarne Łabędzie, „o których nikt nie mówi, ponieważ nie uwzględniają ich obecne modele” [3], np. „czarny poniedziałek” w dniu 19 października 1987 roku, gdy Dow Jones zanotował spadek w rekordowej wysokości 22 procent [4].

BlackSwanŹródło: Kurhaus Publishing

Co sprawiło jednak, że „Czarny Łabędź” zyskał tak wielką popularność na całym świecie? W końcu 3 miliony sprzedanych egzemplarzy i tłumaczenia w 33 językach świadczą o tym, że z perspektywy rozprzestrzeniania się doniosłych idei mamy do czynienia ze zjawiskiem wyjątkowym.

Na temat prawdopodobieństwa i szacowania ryzyka napisano setki, jeśli nie tysiące, książek i prac akademickich. Ale to „Czarny łabędź” wzbudził najwięcej kontrowersji, a Nassim Taleb zyskał największą sławę wśród autorów zajmujących się tematyką niepewności, ryzyka i rzadkich zdarzeń. Na czytelników, którzy książki o prawdopodobieństwie czy statystyce uważają za nudne lub zbyt naukowe, czeka tu spora niespodzianka. Mamy tu bowiem do czynienia z autorem w każdym calu nietuzinkowym, momentami obrazoburczym, a przede wszystkim bardzo wyrazistym. To z pewnością w dużej mierze przyczyniło się do ogromnego sukcesu książki. Prawdopodobnie ten sam temat omówiony przez autora miałkiego i bardziej stonowanego mógłby przejść bez echa.

Choć nie należy zapominać o jeszcze jednym czynniku, kto wie czy nie najważniejszym. „Czarny łabędź” ukazał się w 2007 roku, tuż przed wystąpieniem ogólnoświatowego kryzysu bankowego rok później. A Taleb został uznany, choć niesłusznie, jak sam przyznaje, za jednego z nielicznych fachowców i publicystów, którzy „przewidzieli” ów kryzys, nazwany po fakcie, jakżeby inaczej, Czarnym Łabędziem. Autor przypomina jednak w posłowiu, napisanym trzy lata po debiucie, że Czarny Łabędź to zdarzenie, którego przewidzieć nie można, co w przypadku kryzysu nie miało miejsca, bo „wynikał on z kruchości systemów, które nie wiedziały o istnieniu zdarzeń z kategorii Czarnego Łabędzia albo nie przyjmowały ich do wiadomości” [5].

Warto w tym miejscu przytoczyć w pełnym brzmieniu konkretne słowa autora, by w pełni zrozumieć źródło popularności Taleba w tak wielu środowiskach. Przypomnijmy, był rok 2007, a Taleb pisał, że „rosnąca koncentracja banków wydaje się obniżać prawdopodobieństwo kryzysów finansowych, ale jednocześnie, kiedy już wystąpią, będą miały bardziej globalną skalę i mocno w nas uderzą [6], by zaraz dodać, że „kryzysy będą rzadsze, ale poważniejsze. Im rzadsze zdarzenie, tym mniej wiemy o jego prawdopodobieństwie. To znaczy, że coraz mniej rozumiemy prawdopodobieństwo kryzysy finansowego [7]”.

Jednak najbardziej znane słowa, jakie wyszły spod pióra Taleba, brzmią następująco: „Każdego, kto wyrządza swoim prognozami szkody, należy traktować jako głupca lub kłamcę. Niektórzy progności szkodą społeczeństwu bardziej niż przestępcy. Błagam, nie siadajcie za kierownicą autobusu szkolnego z zawiązanymi oczami [8]. Przy czym głupcami i kłamcami mieli być, zdaniem Taleba, wszyscy ci, którzy zajmują się przygotowaniem i publikowaniem prognoz ekonomicznych, a ich głównym mankamentem jest to, że są one zafałszowane i nierzetelne, bo oparte na złych modelach i wybiórczych danych.

Na marginesie, w książce pojawia się polski akcent. O tyle zaskakujący, bowiem rzadko zdarza się, by zagraniczny autor w bestsellerowej książce (przypomnę, ta sprzedała w nakładzie ponad 3 milionów egzemplarzy), cytował polskich autorów. Tutaj międzynarodowej nobilitacji doczekali się dwaj rodzimi naukowcy, Tadeusz Tyszka i Piotr Zielonka [9], a pracą, na którą powołuje się Taleb, jest ich badanie porównujące umiejętności prognostyczne analityków finansowych i meteorologów [10].

Zaintrygowanych koncepcją Czarnego Łabędzia i jego szczegółową charakterystyką odsyłam do lektury. Co więcej, Taleb, choć nieco chaotycznie, porusza tu multum tematów, takich jak problem indukcji, błędy poznawcze, problem eksperta, skalowalność kariery, przypadkowe odkrycia, strategia sztangi czy jakość naszych prognoz. Powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę, jest więc naprawdę sporo. Ale gdybym miał podać jeden, główny powód, brzmiałby tak: wiedza o zdarzeniach o niskim prawdopodobieństwie jest niezbędna, by uniknąć poważnych błędów, także tych finansowych. A do tej pory nie spotkałem się z publikacją, która by tłumaczyła kwestie zarządzania ryzykiem lepiej niż uczynił to Nassim Taleb w „Czarnym Łabędziu”.

Źródła:

[1] Jakże trafny opis Taleba w wykonaniu Malcolma Gladwella.
Źródło: Co widział pies?, M. Gladwell, Znak, 2011, str. 63

[2-3] Czarny łabędź, Nassim Taleb, Kurhaus Publishing, 2014, str. 131

[4] http://pl.wikipedia.org/wiki/Czarny_poniedzia%C5%82ek_%281987%29

[5] Czarny łabędź, Nassim Taleb, Kurhaus Publishing, 2014, str. 448

[6-7] ibidem, str. 324

[8] ibidem, str. 245

[9]  ibidem, str. 226

[10] Tyszka T., Zielonka P., 2002, „Expert Judgements: Financial Analysts Versus Weather Forecasters”, Journal of Psychology and Financial Markets, 3(3), str. 152-160

Najważniejsza rzecz – Howard Marks – recenzja

Skoro Warren Buffet, inwestor o największych sukcesach i miliardowych zyskach, zachwala książkę innego autora, to wobec tego powinniśmy się spodziewać lektury nie tylko wybitnej, ale przede wszystkim zgodnej z wyznawaną przez niego samego filozofią. Intuicja czytelnicza tym razem mnie nie zawiodła, a książka faktycznie okazała się fascynującym wprowadzeniem w filozofię inwestycyjną najwyższej próby. “Najważniejsza rzecz” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto zajmuje się inwestowaniem w jakiejkolwiek formie, lub dopiero przymierza się do zakupu pierwszej akcji lub jednostki funduszu inwestycyjnego.

Punktem wyjścia do rozważań autora jest stwierdzenie, że udane inwestowanie to nic innego jak “radzenie sobie lepiej niż rynek i inni inwestorzy“[1]. A droga do tak postawionego celu może być dwojaka: albo będziemy liczyli na szczęście, albo będziemy mieć lepszy osąd niż pozostali uczestnicy rynku. Oczywiście, że szczęście może nam od czasu do czasu pomagać, ale autor przypomina, że nie da się na nim zbudować żadnej sensownej strategii. Zostaje nam więc tylko dobry osąd, i to właśnie o nim jest w zasadzie cała książka. Raz nazywany jest on zwyczajnie spostrzegawczym myśleniem, innym razem wyczuciem wartości, jednak najczęściej autor używa sformułowania “myślenie drugiego poziomu“. Howard Marks rozumie przez to umiejętność myślenia o kwestiach, które inni pominęli w swoich analizach, a także umiejętność zachowywania się odwrotnie do większości inwestorów, zwłaszcza na szczytach bessy i hossy. Jest oczywiste, że sztuka ta udaje się tylko nielicznym, jednak, jak twierdzi autor, swoje sukcesy jako prezes i współwłaściciel Oaktree Capital Management, firmy inwestycyjnej zarządzającej 80 miliardami dolarów, zawdzięcza właśnie tej strategii. Tam, gdzie inni widzą spółki tanie, on szuka spółek o zaniżonej wartości. Tam, gdzie inni kupują spółki na przegrzanych rynkach, on już wcześniej zamienił akcje na gotówkę. A jeśli prawdą jest, to co pisze, a wszelkie dane dostępne w internecie zdają się potwierdzać jego wiarygodność, to Howard Marks ma dla inwestorów sporo cennych lekcji.

Jedną z nich jest uświadomienie sobie prostego, ale jakże ważnego faktu, że rzeczywistość charakteryzuje się cyklicznością zjawisk. “Niewiele jest rzeczy” – podkreśla Marks – “których jestem pewien, ale oto, co wiem na pewno: cykle zawsze ostatecznie biorą górę. Nic nie idzie wiecznie w jednym kierunku. Drzewa nie dorastają do nieba. Niewiele rzeczy spada do zera [2]“. A skoro cykliczność jest regułą, a nie wyjątkiem, o czym świadczą okresowo pojawiające się hossy i bessy, dla Marksa jest ona doskonałą okazją inwestycyjną, bo “niektóre z największych możliwości zysku i straty pojawiają się wtedy, kiedy ludzie zapominają o zasadzie numer jeden”[3], czy właśnie o fakcie cykliczności. Ponadto, to właśnie cykliczność odpowiada za wahadłowy ruch rynków finansowych, które cały czas balansują między euforią a depresją oraz między przeszacowywaniem a niedoszacowywaniem [4]. Jednak i tu autor wtajemnicza nas w swoje sprawdzone strategie, co do których ma stuprocentową pewność (i trudno się z nim nie zgodzić), mówiąc, że skrajne zachowanie rynku zawsze się kiedyś odwróci, “a ci, którzy wierzą, że wahadło będzie poruszać się w jednym kierunku wiecznie, ostatecznie stracą ogromne sumy” [5].

najwazniejsza-rzecz_9328

Źródło: Wydawnictwo MT Biznes

Zdaniem Marksa, większość inwestorów można scharakteryzować określeniem “naśladowcy trendów”, którzy podążają za wskazaniami rynkowego wahadła. Więc jeśli stawiasz sobie za cel osiągnięcie wyższej stopy zwrotu niż przeciętna dla danego rynku, to musisz działać i reagować wbrew popularnym i typowym zachowaniom inwestorów. Jakie działania powinniśmy jednak podejmować, by wykształcić w sobie taką umiejętność? Odpowiedź kryje się w dziewiętnastu rozdziałach, z których każdy zawiera tytułową “najważniejszą rzecz”. Tytuł jest więc nieco mylący, bo książka nie traktuje o jednej strategii, tylko o kilkunastu, z których każda jest tak samo ważna, a pominięcie jednej z nich, zdaniem Marksa, może zrujnować cała naszą strategię i doprowadzić do ogromnych strat.

Autor na szczęście nie zajmuje się w “Najważniejszej rzeczy” technicznymi kwestiami inwestowania. Nie znajdziemy tu więc żadnych wykresów, wyliczeń czy przykładowych analiz wybranych spółek. Zamiast tego autor z dużą wprawą kataloguje i wyjaśnia najważniejsze błędy poznawcze i pułapki psychologiczne, jakie czyhają na nieroztropnych inwestorów. Do tego dorzuca garść trafnych spostrzeżeń związanych z szacowaniem ryzyka, inwestowaniem defensywnym, znajdowaniem okazji i inwestowaniem na podstawie wartości spółek, a nie ich bieżących, i zwodniczych zarazem, cen giełdowych. Co prawda adresatem książki są głównie pracownicy instytucji finansowych, a zwłaszcza działów inwestycyjnych, niemniej jednak indywidualny inwestor także znajdzie tu bezcenne strategie i absolutne podstawy, od których zależy nie tylko sukces inwestycyjny, ale też bezpieczeństwo pieniędzy inwestowanych w akcje i inne instrumenty finansowe. Naprawdę warto, jak mówią klasycy.

Źródła:
[1] “Najważniejsza rzecz”, Howard Marks, MT Biznes, 2012, str. 16
[2] str. 97
[3] str. 97
[4] str. 106
[5] str. 112

Spis treści:

Wstęp                        9
Najważniejsza rzecz to…
1. Myślenie drugiego poziomu            15
2. Zrozumienie efektywności rynku (i jego ograniczeń)    23
3. Wartość                    35
4. Relacja pomiędzy ceną a wartością            45
5. Zrozumienie ryzyka                53
6. Rozpoznawanie ryzyka                71
7. Kontrolowanie ryzyka                85
8. Wyczulenie na cykle                97
9. Świadomość wahadła                105
10. Zwalczanie negatywnych wpływów            113
11. Kontrarianizm                    127
12. Znajdowanie okazji                139
13. Cierpliwy oportunizm                149
14. Wiedzieć, czego się nie wie            161
15. Mieć wyczucie tego, gdzie się znajdujemy        171
16. Docenianie roli szczęścia                183
17. Inwestowanie defensywne            193
18. Unikanie pułapek                207
19. Dodawanie wartości                223
20. Zebranie tego wszystkiego razem            231

Oficjalna strona wydania polskiego:
http://www.mtbiznes.pl/b1139-najwazniejsza-rzecz.htm

Wydawnictwo:  MT Biznes
Rok wydania:  2012
Ilość stron:  238
ISBN:  978-83-7746-166-2

Dziękuję redakcji Wydawnictwa MT Biznes za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Szkockie referendum jako okazja inwestycyjna?

Dziś krótki wpis. O bezpiecznym hazardzie, o ile takowy istnieje. A nawet jeśli by istniał, naśladownictwo niewskazane.

W Wielkiej Brytanii głośno ostatnio o graczu, który postawił u bukmachera 900 000 funtów na, jego zdaniem, bardzo bezpieczny zakład, zarabiając w rezultacie na czysto tylko/aż (niewłaściwe skreślić) 200 000 funtów. Zakład dotyczył referendum, jakie odbyło się ostatnio w Szkocji, a ów anonimowy gracz obstawił porażkę secesjonistów. Najciekawsza w tej sprawie była jego absolutna pewność, że typ okaże się zwycięski, oraz analiza, którą uzasadnił swój wybór i którą następnie podzielił się w wywiadzie radiowym.

Gracz oparł się na następujących przesłankach:
- wszystkie sondaże, a dotarł on aż do 85 takich analiz, wskazywały na minimalne zwycięstwo unionistów,
- podobna sytuacja, z minimalną porażką secesjonistów, miała miejsce w Kanadzie 1995 roku (chodziło wtedy o Quebec),
- jako zwolennik big data miał dostęp do ogromnej informacji o preferencjach uczestników referendum.

Efekt: świetna analiza i pewna wygrana. Wniosek: w dobie big data można z dostępnych informacji zrobić naprawdę niezły użytek. Pytanie: nawet jeśli była to inwestycja, i to bezpieczna, jak twierdzi gracz, jakie było prawdopodobieństwo porażki? Bazując na informacjach uzyskanych z sondaży, danych historycznych z Kanady i innych analizach dostępnych w internecie przed referendum, gracz oszacował ryzyko jako marginalne, stawiając sporą część swoich oszczędności na jedyny, jego zdaniem, wynik referendum.

Mimo wszystko niesłychanie trudno definitywnie stwierdzić, czy to był hazard (gdzie trzeba zazwyczaj wszystko postawić na jedną kartę) czy jednak inwestycja (gdzie ryzyko można oszacować i zminimalizować)?

Pełną historię tego zdarzenia znajdziecie na stronie BBC.

“To boli” – Paul Knott – recenzja

Gdyby istniał szkolny program edukacji finansowej, książka Paula Knotta mogłaby wejść do kanonu lektur obowiązkowych. Niestety, mimo atrakcyjności takiej tezy, obydwa cząstkowe twierdzenia nie są prawdziwe. Przedmiotu w rodzaju edukacji finansowej raczej nigdy się nie doczekamy, z wielu powodów [1]. Co do drugiej części otwierającego tę recenzję zdania, “To boli” rozprawia się z tak zwanym “systemem”, w jakim przyszło nam żyć, a oświata jest przecież częścią składową systemu. Tym samym istnieje bardzo mała szansa, że książka ta zostałaby zaakceptowana przez Ministerstwo Edukacji jako literatura pomocnicza do przedmiotu “Edukacja finansowa”. Tu właśnie leży sedno.

Jakakolwiek książka na temat finansów osobistych, inwestowania czy oszczędzania może być uznana za wiarygodną, gdy pisana jest przez autora niezależnego, czyli nie związanego zawodowo z żadną instytucją finansową. W przeciwnym razie dostajemy porady dalekie od obiektywności i dziennikarskiej rzetelności. Paul Knott, właśnie jako biznesmen, a nie finansista, w błyskotliwy sposób zmierzył się z ogromem finansowych niuansów, wykazując się fachową wiedzą i tłumacząc w zrozumiały sposób zawiłości świata finansów.

Na marginesie, muszę pochwalić polskiego wydawcę za świetną pracę redakcyjną. Za każdym razem, gdy Paul Knott nieco przesadza, dając się ponieść urokowi swoich wywodów, polski redaktor natychmiast daje kontrę i tłumaczy w przypisach, na czym polega błąd autora. Dzięki temu dostajemy do rąk świetną książkę, do tego umiejętnie skorygowaną przez polskich fachowców.

1. Główna idea zawarta w tej publikacji:

Fundamentem książki jest teza, że “niewiedza jest błogosławieństwem, dopóki nie sprawia bólu”. Trudno o lepszy punkt wyjścia do rozważań o finansach osobistych, ze szczególnym uwzględnieniem technik inwestycyjnych. Autor proponuje nam intelektualną wycieczkę po takich, niekiedy dosyć odległych od siebie, dziedzinach wiedzy jak neuroekonomia, strategie inwestycji giełdowych, błędy poznawcze czy nawet wiarygodność ekspertów. Mówi o rzeczach mało znanych, i z tego względu jest to książka wielce wartościowa.

Rzadko zdarza się, by w jednym miejscu można było znaleźć wyczerpujące opisy i wytłumaczenie błędów poznawczych w odniesieniu do finansów i strategii inwestycyjnych. A w dziedzinie inwestowania mamy ich całą masę, i jeśli ktoś nie zdążył zapoznać z podstawowym katalogiem błędów poznawczych, a nie ma czasu na studiowanie opasłego tomu “Pułapek myślenia” Kahnemana, powinien zacząć od “To boli” Paula Knotta. Albo inaczej. Jeśli nie słyszałeś o awersji do straty, luce empatii, efekcie świeżości, pułapce dostępności, efekcie potwierdzenia czy złudzeniu kompetencji, a chcesz zajmować się, albo już się zajmujesz, inwestowaniem w jakiejkolwiek postaci, najwyższy czas sięgnąć po tę książkę.

2. Co warto wiedzieć o autorze książki?

W zasadzie o autorze wiadomo niewiele, nawet nie znajdziemy o nim notki na Wikipedii, można się tylko domyślić, że skrzętnie skrywa swoją prywatność. Studiował matematykę na University of London  i marketing w TIAS Business School w Holandii, a zawodowo zajmuje się biznesem i doradztwem. “To boli” jest jego jedyną książką, ale wydaną przez renomowane wydawnictwo Pearson Business.

3. Cytaty warte przytoczenia:

“Żeby zachować, a nawet pomnożyć własny majątek, trzeba poznać zasady gry, w którą zostaliście wciągnięci wbrew waszej woli” [2]
Continue reading

Dekonstrukcja mitu oszczędzania

Jedna z głównych tez lansowanych przez media, banki czy doradców finansowych brzmi następująco: “warto oszczędzać”. Słysząc to hasło niemal na każdym kroku, przestaliśmy się zastanawiać nad jego głębszym sensem. “Warto oszczędzać” to tzw. słowo klucz, które jawi się jako jedyny sposób na uzyskanie finansowej niezależności. Nie będziesz oszczędzał, to nie będziesz miał pieniędzy, nie zabezpieczysz swojej przyszłości.

Niestety, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż nieźle skrojony slogan czy potoczne powiedzonko.

Oszczędzanie ma oczywiście sens, jednak nie dla każdego, nie w każdej sytuacji i nie zawsze. Wszystko zależy od kontekstu i od umiejętności zastosowania najlepszej strategii w konkretnej sytuacji. A to nie lada wyzwanie dla większości ludzi, nie tylko w Polsce.

W realiach finansowych hasło “warto oszczędzać” przybiera bardziej rozbudowaną formę. Najczęściej z ust doradców usłyszymy zdanie w rodzaju: Continue reading

Jak założyć małą firmę lokalną i nie zbankrutować?

Załóżmy, że w ciągu najbliższych tygodni otworzysz swoją firmę. Zebrałeś środki, masz pomysł, zbadałeś rynek, oszacowałeś ilość potencjalnych klientów. Czyli podjąłeś masę wiążących decyzji. Klamka zapadła i przystępujesz do działania.

[Jeśli uznasz, że dzięki poniższemu tekstowi poszerzyłeś swoją wiedzę na temat zakładania własnej firmy, i zamierzasz ją wkrótce otworzyć, lub właśnie ją otworzyłeś, niekoniecznie w branży gastronomicznej, a masz chęć dokonać profesjonalnej analizy opłacalności otwarcia małego biznesu lokalnego, to zapraszam Cię do zapoznania się z warunkami ewentualnej współpracy: Analiza oplacalności otwarcia małego biznesu lokalnego ]

Załóżmy teraz, że twoja firma będzie działać w branży gastronomicznej, dokładnie rzecz ujmując, będziesz prowadził małą restaurację w niewielkiej miejscowości turystycznej (15 000 mieszkańców).

Jak sądzisz, jakie masz szanse, że utrzymasz swój biznes dłużej niż rok, że twój biznes będzie się dynamicznie rozwijał i że będziesz coraz więcej zarabiał, nie mówiąc o tym, że w ogóle zwróci ci się zainwestowany kapitał?

Zachęcam cię do Continue reading

Czy można wierzyć ekspertom ekonomicznym?

Kim jest ekspert ekonomiczny? Kimś, kto stawia trafne prognozy, czy kimś, kto po prostu stawia prognozy, bo zajmuje taką pozycję zawodową, która mu na to pozwala?

Eksperci uzurpują sobie prawo do przepowiadania przyszłości na bazie rozległej wiedzy ekonomicznej, w skład której wchodzi historia rynków finansowych, racjonalne zachowania uczestników rynków finansowych, wyższa matematyka, i tak zwana intuicja ekspercka.

To posłuchajmy w takim razie ekonomistów i naukowców, którzy podważają tezę o nieomylności ekspertów, trafiając swoimi spostrzeżeniami w samo sedno sprawy.

Roman Frydman, wykładowca ekonomii na New York University i autor książki “Ekonomia wiedzy niedoskonałej”, pisze tak:
Continue reading